Archiwum kategorii: Café “Po Schodkach”

Mrók: No a jak u ciebie?

Szczeniak: Dobrze mi.

Mrówk: Tak?

Szczeniak: Nie.

Mrówk: Oblałeś mi buta drinkiem.

Nieznajomy: Nie szkodzi, odkupisz mi później.

Jakiś koleś, zachęcająco, kusicielsko do mrówka, noszącego srebrny kajdan na szyi:

- Ty łańcuchu, ty!

 Ostatnio w Café „Po Schodkach” działy się rzeczy niezwykłe. Był jeden półdługowłosy, strasznie najebany koleś (co nie jest takie niezwykłe znów). Bardziej niezwykli byli jego przeciętnie napierdoleni towarzysze – ładny blondynek o zjawiskowo dolichocefalicznej czaszce podkreślonej progenią (długa głowa z wysuniętą żuchwą) i około czterdziestoletni człowiek, który mówił, że studiował filozofię i teologię, jak również był kiedyś w zakonie michalitów. Przytoczył mi nawet najważniejszą tradycyjną modlitwę braci michalitów:

 Sancte Michaël Archangele, defende nos in prœlio. Contra nequitiam et insidias diaboli esto præsidium!

 co się przekłada:

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną!

Ale do rzeczy. Ów półdługowłosy był tak porobiony, że gadał straszne bzdury i robił dziwne miny, a w którymś momencie bełkotał, leżąc na podłodze w korytarzu. Jak zareagowali koledzy?

Młodszy trzymał bełkoczącego, a starszy, po łacinie, odprawiał nad nim… egzorcyzmy.

Ktoś (sępiąco): Masz gumkę?

Mrówk (niewinnie): Recepturkę?

Ktoś: Małymi kroczkami…

Mrówk: …to piekło jest wybrukowane!

Mrówk (o czymś raczej banalnym): Czy zechcesz mi wybaczyć?

Adam D.: Ja już ci dawno wybaczyłem na zapas.

Ktoś: To może ogolisz mi głowę?

Mrówk: Ciągle ktoś chce, żebym mu golił głowę. A dla mnie golenie czyjejś głowy jest równie zajmujące, jak mycie komuś zębów.

Mrówk (patrząc na dwóch kolesi znikających w darkroomie): Poszły się pierdolić.

Adam D.: Znaczy, mają się ku sobie.

Jakiś znajomy o Café „Po Schodkach”:

Umrzeć tutaj to nawet gorzej niż tu zasnąć.

W Café “Po Schodkach”:

Ktoś do chłopaka: Parlez-vous français? Polonais?

Chłopak: Nie, ja nie palę.

 

Mein cheies gejt mir ojs

Ich fil ich halt nit ojs

Mein hartz tut wej gor on a schir

Er is mir hejs un kalt

Un ich wer groj un alt

Un wejst ir menschn wos es kwejlt mir

Di libe brent a schrek

Ich fil ich starb awek

Noch mein Joslen

Mein darling, mein dear

A kocher a szejner

Mir zol zajn far seine bejner,

Josl, ich krapir noch dir!

———————————————-

Podziękowania dla Miśki U. za pokazanie mi tej piosenki. I za zrobienie wrażenia na mnie i całej reszcie klientów, kiedy puścił ten kawałek w Café “Po Schodkach”

Miśka U. pokłada się, jak to ma w zwyczaju, na slingu w Café “Po Schodkach”, w celach li tylko relaksacyjnych. Podchodzi barmanka Arleta i wykonując sprośne gesty, sugerujące chęć odbycia współżycia, mówi:

- Uczyń naczynie!

Miśka U.:  Słuchaj, to całe Liège to jest po prostu ciemna dupa.

Mrówk: Ja myślałem, że anus mundi to były Auschwitz, Dachau…

Miśka U. (po zastanowieniu): Nie, no, zaraz, w sumie anus mundi to Przemyśl jest.

[Zaznacza się, że Miśka U. jest zdeklarowaną Żydówką i regularnie bywa w Izraelu]

Ilekroć mrówk jest w Café “Po schodkach”, zmienia tapetę na ogólnodostępnym komputerze. Zwykle widnieją na niej muskularni wystylizowani kolesie. A mrówk zmienia zawsze na jeden i ten sam obrazek, który pomieszcza poniżej.

 

Mrówk, lat 27,  i Żubr, lat 20, rozmawiają z Adamem D., starszym od nich znajomym, w Café “Po Schodkach.”

Mrówk: Byliśmy w palarni.

Adam D.: I jak było?

Mrówk: Nieciekawie. Byliśmy tylko my i jakichś dwóch nieciekawych kolesi.

Adam D.: Aaa, to pewnie razem mieliście ze 300 lat?

Żubr: Widziałem taki ambitny film porno pt. “Alicja w krainie czarów” – tańczyli tam, śpiewali i tak dalej.

Mrówk: O, ale powiedziałbyś, że to było dobre?

Żubr: Jako porno – nie, ale etycznie – tak.

Mrówk: Etycznie?!

Żubr: Tfu, estetycznie.

Mrówk rozmawia z pijanym, a jednak trzeźwym M.M.:

Mrówk: Ty słuchaj, ty jesteś prawie jak Faust – studiowałeś prawo, medycynę, filozofię…

M. M.:  Tak, ale ja studiowałem prawo polskie.

Mrówk rozmawia z jakimś znajomym na żywo, twarzą w twarz, okiem w oko. Porusza nieco, ale tylko troszkę, poważniejszy temat, na co rozmówca z niewzruszoną miną stwierdza:

- To nie jest rozmowa na telefon.

M. M., znajomy mrówkodzika, z którym się naprawdę mrówkodzik lubi, patrzy kiedyś na mrówka przy barze i stojącego nieopodal ładnego młodego chłopaka, który za swe wdzięki oczekuje gratyfikacji. I, będąc pod wpływem, mówi do mrówkodzika:

- Podobasz mi się bardzo, owszem, ale kupię sobie ładniejszego.

(Nie)Znajomy o atmosferze w “Café Po Schodkach”:

Ciężkie powietrze serwują do tej muzyki.

Mrówk rozmawia w pubie z jakimś kolesiem o odkryciu polskich paleobiologów (ten tetrapod). Rozmówca mrówk, tłumacząc, skąd pochodzi znalezisko, mówi (niefortunnie patrząc na jakiegoś typa wchodzącego właśnie do sali):

- Ta larwa wyszła spod Kielc.

Ale ludzie mieli miny.

Witkacemu by się spodobało .

Ktoś w Cafe “Po Schodkach” komentując czyjąś lokalizację LUB czyjś status higieniczny:

- Nie, ja na ['brudnɔ]* nie jeżdzę.

_______________________________

* transkrypcja fonemiczna wg API

Mrówk w “Café Po Schodkach” komentując łakomy wzrok znajomego lustrującego jakiegoś kolesia:

- I spojrzał na niego z fetyszyzmem godnym lepszej sprawy.

Mrówk:Byłyby całe tłumy chcące się zaszczepić na…

Pijany koleś [przerywając i usiłując udowodnić swe obeznanie]: … CFA?

Mrówk: Tak. HPV.

Wyłażą jak robale z tego darkruma, jak żuki rodzące się z gówna, z niczego wyłażą. Bez obleśnej melodyjki dzwonka wejściowego.

[notka w komórce nad ranem poczyniona przez pijanego i ewidentnie rozgoryczonego mrówk, hehe]

Café pod Schodkach. Przedstawiam sobie dwóch znajomych. Patrzą na siebie dziwnie. Pytam zatem:

- To wy się znacie?

- Nie.

- Aaa, za sobą nie przepadacie?

- Jak również.

Café po Schodkach. Prawię sobie strasznie kąśliwe (i już w sumie coraz mniej przyjacielskie) złośliwości z dość dobrym znajomym, niejakim Arturem B. Eskalacja. Robi się “groźnie”. Aż tu do nas obu dociera, że przysłuchuje się nam jakiś koleś i najwyraźniej czerpie satysfakcję z naszego konfliktu. Wtem jak na komendę całujemy się w policzek, ściskamy i wybuchamy serdecznym, pełnym sympatii śmiechem.

Zrzedła mu mina. To dopiero wyuzdana forma złośliwości, nie?

Do pijanego kolesia narzucającego mi się przy pisuarze, w odpowiedzi na jakieś jego majaczenia:

- Nie widzę związku.

On:

- Ja też nie jestem w związku.

Nie kupię dilda, bo obiecałam sobie, że do pięćdziesiątki nie będę płacić za seks!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.