Archives for posts with tag: homofobia

Znajomy szedł któregoś wieczora po ulicy ubrany w intensywnie niebieskie buty, a w uszach miał dobrze widoczne błękitne designerskie kolczyki własnej roboty. Nie wiem, jaką akurat wtedy miał fryzurę, ale – znając go – mniej lub bardziej niestandardową.

Był to dzień meczu Legii z Ruchem Chorzów. Idzie tak sobie, idzie wesoło, a tu grupa kiboli śpiewa, skanduje:

LEGIA RUCHA NIEBIESKIEGO CWELUCHA

Poczuł się odrobinkę nieswojo.

Posiedzieliśmy gdzieś trochę i wypiliśmy piwo, potem się pocałowaliśmy i poszliśmy gdzie indziej na kolejne piwo, w drodze na które się całowaliśmy, podczas którego się całowaliśmy i w drodze z którego się całowaliśmy (idąc przytuleni, blisko). W przedsionku metra bardzo się całowaliśmy i nawet usłyszeliśmy od grupki dwóch czy trzech nieco wyleniałych dresów pytanie: “Chcesz wpierdol, cwelu?”, ale może dlatego, że nie zgłosiliśmy ochoty otrzymania wpierdolu, to dali nam spokój. A może bali się kamer. A może jednak nas, bo on z budowy ciała też nieułomny.

koszulka jakiegoś kolesia:

napis: STRAIGHT

rysunek: tęcza w odcieniach szarości

[zauważone przez Żubra, coś podobnego pewnie do tego tutaj]

Wczoraj wczesnym wieczorem, koło osiemnastej. Wracam od Michchała, idę od strony Teatru Wielkiego. Mijam po drodze kilkanaście wozów policyjnych, z tych większych. Przechodzę Świętokrzyską, tuż przy Poczcie Głównej. Okazuje się, że jest jakaś manifestacja. Dużo młodych ludzi, głównie chłopaków, o dresowato-kibolowatym wyglądzie. Pytam kogoś stojącego z boku, z jakiej okazji ta demonstracja i dowiaduję się, że chyba chodzi o niepodległość Kosowa.

Jestem umówiony z Vrublinim, który już na mnie czeka, więc postanawiam nie zmieniać trasy i przechodzę koło tłumu ulicą Jasną. Po lewej mam tych podejrzanych demonstrantów (szaliki jakieś dziwne, a flagi w kolorach bieli, czerni, niebieskie i zielone, co budzi nie najlepsze skojarzenia), a po prawej, pół metra ode mnie, stoi w dwóch rzędach kilkudziesięciu policjantów w hełmach i z tarczami. Jeżą mi się włosy na karku, gdy zdaję sobie sprawę, że jestem niejako między młotem a kowadłem, ale jest spokojnie i bez problemu docieram do domu. Myślę przez chwilę, jak musieli się czuć ludzie w czasie stanu wojennego. Ale tylko przez chwilę.

Dziś czytam o wczorajszej manifestacji w Wyborczej:

Na Nowym Świecie, niedaleko lokalu „Krytyki Politycznej”, wodzirej zaśpiewał: „A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści”. Tył manifestacji dodał: „I pedały też”. Kiedy kolumna maszerujących przechodziła obok Nowego Wspaniałego Świata, w okna kawiarni poleciały petardy, race, grudy śniegu i kamienie. Jeden roztrzaskał szybę. Policjanci, którzy otwierali, zamykali demonstrację i zabezpieczali ją po obu stronach, nie interweniowali. Czekali, aż marsz przejdzie dalej. Przez ten czas trwało torpedowanie kawiarni, a nacjonaliści skandowali: „Gdzie macie Niemców?”, „Antifa łowcy HIV-a”. Tego samego wieczoru Marcin Mrozek z biura prasowego policji stwierdził, że „nie ma przesłanek, które wskazywałyby, że związek ze zdarzeniem miały osoby biorące udział w zgromadzeniu”.

Całość do przeczytania tutaj.

Michał był kolegą mojego kolegi z lat liceum. Widywałem go na korytarzach budynku, w którym mieściły się sale mojego instytutu i jego instytutu. Nie zwróciłem na niego z początku uwagi; chodziło mi bardziej o tego mojego kolegę o image’u skinheada, który w liceum czasem za długo trzymał był moją rękę na szkolnym korytarzu, by za parę minut wyzwać Iwaszkiewicza czy Gombrowicza od pedałów. Obaj studiowali italianistykę.

Michała poznałem na zasadzie cześć-cześć, przelotnie. Ja nie zainteresowałem się nim (miał grzywkę, a ja wówczas nie przepadałem), ani on chyba mną. Mój kolega z liceum przestał być interesujący w momencie, gdy przypomniałem sobie jego niestabilność, chyba hipokryzję i stwierdziłem: po co mi to znowu? Temat w mojej głowie zanikł.

Za jakiś czas Michał obciął się na prawie łyso, jakieś parę milimetrów. Wiedziony fetyszyzmem nie mogłem go nie zauważyć i zwróciłem na niego zdwojoną uwagę. Nic o nim nie wiedziałem – ani jak się nazywa, ani czym się interesuje, a że jest gejem mogłem tylko mgliście przeczuwać.

Któregoś popołudnia, z łomocącym sercem, niby od niechcenia, podszedłem do niego stojącego samotnie w głównym holu, zwanym „lotniskiem”, przy szatni. Przywitałem się i chyba ponownie przedstawiłem pełnym nazwiskiem, co on odwzajemnił podając swoje. Opadła mi szczęka. Kiedy później tłumaczyłem mu, dlaczego, nie uwierzył, dotąd chyba nie wierzy: jego imię i nazwisko brzmiały tak jak jedyny w miarę konsekwentnie przez mnie używany pseudonim, powiedzmy, artystyczny z lat liceum, inspirowany imieniem i nazwiskiem jednego z moich pradziadków. Poprosiłem go o kontakt do niego. Dał mi namiary na swój komunikator tlen.

Nazajutrz po południu, w piątek, złapałem go na tlenie. Z moim facetem szykowaliśmy się właśnie do organizowanej przez nas wieczorem dużej imprezy z okazji naszej piątej rocznicy. Zaprosiłem go:

Ja: Masz ochotę wpaść?

Michał: A co to za impreza?

Ja: Rocznicowa moja i mojego faceta.

Michał. Okej, chętnie, ale będę bez mojego faceta, bo jest w Londynie.

——————————————————————

Przyszedł na imprezę. Widywałem go jeszcze potem, gadaliśmy, łazili. Ostatnio mało się widzimy.

Na ostatniej paradzie był z pieskiem imieniem Tadeusz.

Wanda: Pedały do gazu, a lesby na mydło!

Mrówkodzik: To ma sens. Lesby są zwykle mniej anorektyczne, a pedały i tak same się chętnie gazują poppersem.

[...] poznałam pierwszą w życiu dziewczynę, która przyznała się, ze lubi rimmować swojego faceta. Generalnie chyba heteryczki są zbyt brzydliwe, a heterycy zbyt homoprzestraszeni, żeby się bawić w takie rzeczy, więc byłam pod wrażeniem.

[Agathé]

[…] związek partnerski Komorowskiego z Tuskiem. Partnerski w tym dobrym, bo politycznym znaczeniu.

[Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości, obecnie poseł PO, dzisiaj w tvn24]

Ktoś: Męsko wyglądasz, na ulicy bym się z tobą pokazał.

Mrówk: Homofob!

Z cyklu “jaki ten świat jest mały” – przeglądamy na flikrze fotki z Europride’u w Warszawie zrobione przez Vrubliniego.

Na kilku z nich, wybitnie charakterystycznych i doskonale mi znanych, widnieje… Wiewiór!

(Vrublini i Wiewiór się w zasadzie nie znają. Zetknęli się tylko przy okazji robienia tych fotek.)

Tak o.

Pijany, kozaczący heteryk w Lodi Dodi dopomina się od mrówk (ubranego w obszerną bluzę z kapturem i czapeczkę i wyglądającego wybitnie stereotypowo niegejowsko), żeby ten dał mu się napić od siebie piwa.

Mrówk: Nie.

Koleś: Postawię ci potem.

Mrówk: Ale ja nie potrzebuję.

Koleś: Nie bój się, nie jestem pedałem i nie mam syfa.

Mrówk: Za to ja jestem pedałem i chętnie bym cię czymś zaraził.

W swojej najnowszej powieści Mario Vargas Llosa pisze o pederaście i zdrajcy stanu, a zarazem obrońcy praw ludzkich [...]

 A cytowane przez Llosę fragmenty [Black Diairies, dzienników Rogera Casementa] są drastyczne. Takie zapiski jak: „Ogromny, bardzo twardy, co najmniej 9 cali. Pocałunki, ugryzienia, penetracja, krzyczałem. Two pounds” czy „Bardzo piękny i ogromny (…) Wyłem” nie należą do rzadkości. Momentami zresztą wydaje się – i zwraca na to uwagę Llosa – że Casement przesadza i fantazje seksualne („Trzech kochanków jednej nocy, w tym dwóch marynarzy”) przedstawia jako swoje przeżycia.

 [Krzysztof Masłoń, „Uważam Rze” 37/2011]

——————————————————————-

Charakterystyczna ekscytacja i – tak częsty przy tego rodzaju wypowiedziach – swoisty przymus dość szczegółowego przytaczania tych “najdrastyczniejszych” fragmentów idą pod rękę z powątpiewaniem, że takie rzeczy w ogóle są możliwe. Niebywałe.  Autor recenzji nie wierzy w istnienie dwudziestodwucentymetrowych członków lub w to, że można mieć kilkoro kochanków w jedną noc. I to, w co powątpiewa, zarazem go oburza. Wooow.

——————————————————————-

Przypomina mi się stary dowcip o studentce medycyny zdającej egzamin z anatomii i fizjologii człowieka. Wylosowała budowę i funkcjonowanie męskich narządów płciowych i opisuje, dość monotonnym głosem, bez zająknięcia:

- … a twardość podczas wzwodu penis uzyskuje dzięki kości…

Na co profesor unosi brwi i stwierdza:

- Proszę pani… Za wiedzę należy się pani dwója. A tróję stawiam pani za niewinność. I na pocieszenie.

I puszczamy tak z Arturem B. różne rzeczy w Café “Po schodkach”. Po J. Norman, Minie, Luz Casal, La Lupe przychodzi czas na 5′Nizzę, Rammsteina itp. Pewien młody prawnik, stały bywalec, Wojtek B., stwierdza, zniechęcony:

Wojtek B.: - Ej, weź, puść coś normalnego.

Mrówk: - Ci, co używają takich słów, to lubią dawać pedałom w mordę.

brutalny homofobski dowcip w bardzo zlym guscie, za to świetny komentarz hr. Roletti:

Przychodzi pedał do lekarza, robi badania na HIV. Wynik testu okazuje się pozytywny.
– Co ja teraz zrobię panie doktorze? – pyta zasmucony.
– Niech pan zje pół kilo bigosu, wypije pięć piw, kupi jeszcze kilka
czekolad, przegryzie to kilkunastoma kanapkami i popije herbatą -
odpowiada lekarz.
- I to mnie uleczy?

– Nie, ale może wreszcie się dowiesz do czego służy dupa.

[na to hr Roletti:]
dowcip kiepski. zauważ, że założenie, że, pedały nie srają
przydaje im cech nadprzyrodzonych!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.