Michał był kolegą mojego kolegi z lat liceum. Widywałem go na korytarzach budynku, w którym mieściły się sale mojego instytutu i jego instytutu. Nie zwróciłem na niego z początku uwagi; chodziło mi bardziej o tego mojego kolegę o image’u skinheada, który w liceum czasem za długo trzymał był moją rękę na szkolnym korytarzu, by za parę minut wyzwać Iwaszkiewicza czy Gombrowicza od pedałów. Obaj studiowali italianistykę.
Michała poznałem na zasadzie cześć-cześć, przelotnie. Ja nie zainteresowałem się nim (miał grzywkę, a ja wówczas nie przepadałem), ani on chyba mną. Mój kolega z liceum przestał być interesujący w momencie, gdy przypomniałem sobie jego niestabilność, chyba hipokryzję i stwierdziłem: po co mi to znowu? Temat w mojej głowie zanikł.
Za jakiś czas Michał obciął się na prawie łyso, jakieś parę milimetrów. Wiedziony fetyszyzmem nie mogłem go nie zauważyć i zwróciłem na niego zdwojoną uwagę. Nic o nim nie wiedziałem – ani jak się nazywa, ani czym się interesuje, a że jest gejem mogłem tylko mgliście przeczuwać.
Któregoś popołudnia, z łomocącym sercem, niby od niechcenia, podszedłem do niego stojącego samotnie w głównym holu, zwanym „lotniskiem”, przy szatni. Przywitałem się i chyba ponownie przedstawiłem pełnym nazwiskiem, co on odwzajemnił podając swoje. Opadła mi szczęka. Kiedy później tłumaczyłem mu, dlaczego, nie uwierzył, dotąd chyba nie wierzy: jego imię i nazwisko brzmiały tak jak jedyny w miarę konsekwentnie przez mnie używany pseudonim, powiedzmy, artystyczny z lat liceum, inspirowany imieniem i nazwiskiem jednego z moich pradziadków. Poprosiłem go o kontakt do niego. Dał mi namiary na swój komunikator tlen.
Nazajutrz po południu, w piątek, złapałem go na tlenie. Z moim facetem szykowaliśmy się właśnie do organizowanej przez nas wieczorem dużej imprezy z okazji naszej piątej rocznicy. Zaprosiłem go:
Ja: Masz ochotę wpaść?
Michał: A co to za impreza?
Ja: Rocznicowa moja i mojego faceta.
Michał. Okej, chętnie, ale będę bez mojego faceta, bo jest w Londynie.
——————————————————————
Przyszedł na imprezę. Widywałem go jeszcze potem, gadaliśmy, łazili. Ostatnio mało się widzimy.
Na ostatniej paradzie był z pieskiem imieniem Tadeusz.