Lata temu w Kanadzie. Zima, mróz, śnieg po kolana. Ojcu mrówkodzika padł akumulator, nie może odpalić silnika. Stoi więc gdzieś na poboczu zestresowany i zatrzymuje kolejne samochody, pytając:
- Excuse me, can you help me? I need some booze.
Kierowcy na dźwięk tych słów zamykają szybę i odjeżdżają bez słowa. O co chodzi? Dopiero któryś z kolei zatrzymany przygląda się przez chwilę i mówi z namysłem:
[zimą w środku nocy przy Sezamie z grupką Francuzów]
- Ojej, mówisz po francusku! Jesteś Kanadyjczykiem?
- Kurwa, nie, nie jestem Kanadyjczykiem. Jestem pijany. Jak jestem pijany, to brzmię jak Kanadyjczyk, tak, to jest do dupy. Na trzeźwo za to trochę jak Belg. Wiem, nie jest dobrze.
Wbrew pozorom słowa naprawdę mają znaczenie. Czytaj, proszę, między wierszami, czytając staraj się odczytać też to, co chciałem naprawdę przekazać, a nie interpretujesz dowolnie jak chcesz i to jeszcze w taki najgorszy sposób.
Lover of GOD: You mean “Goot Gott in Himmel?” That is German, meaning “Good God in Heaven”.
[z jakiegoś forum]
*
Bezpieczeństwo jest ciągłym dialogiem między użytkownikami facebooka.
[administracja fb]
*
Jutro lecę do Ukrainy choć pochodzę z Kosiny i miałem kiedyś zębów bez liku, a teraz bez kitu, został mi kikut, zacznę je wprawiać, kły sobie sprawiać, kasę wydawać i zęby usprawniać, jak już kły będę miał ładne i nowe, choć nie będą żywe tylko akrylowe, wtedy założę katanę i pulower, i pójdę już z kłami i w katanie na łowy…
[komentarz na portalu pudelek.pl]
*
Koniec dyplomatycznej wojny z Białorusią. Polski ambasador w Mińsku
Myszor: To wyślę Ci, powiesz, co sądzisz. W sumie dzięki Tobie m. in. ją napisałem. Będę starał się ją wydać, ale muszę ją doszlifować (np. czytam książkę po niemiecku mimo nieznajomości niemczyzny).
Właśnie Judym tłumaczył matce coś interesującego, gdy uczuł, że go malec zaczyna łechtać po łydkach. W pierwszej chwili sądził, że mu się zdaje, ale wkrótce, rzuciwszy okiem, zobaczył na obliczu łobuza znamię chytrości i wywieszony język, którym ten pomagał sobie niejako w procedurze łechtania. Dyzio wsuwał rękę między nogawicę spodni Judyma i cholewkę jego kamaszka, odchylał skarpetkę i wodził po gołej skórze długą, ostrą słomą. Judym nie zwracał na to uwagi, w nadziei że mania psotnicza ominie małego towarzysza drogi. Stało się przeciwnie. Dyzio wynalazł pod siedzeniem jakiś zabłąkany długi, ostry badyl i tym sięgał aż do kolana. I to mu nie wystarczyło: wyskubywał nitki ze skarpetek, usiłował zdjął kamasz, zawijał ineksprymable, dopóki się dało itd. Poczęło to wreszcie doktora drażnić. Odsunął szorstkim ruchem rękę łobuza raz, drugi, trzeci. Wszystko na nic. Język, wywieszony na bok, coraz bardziej wskazywał, że gotują się nowe eksperymenty. [...]
Skoro tylko powóz się wstrzymał, otwarł drzwiczki, jednym zamachem skoczył na ziemię i wyciągnął ze sobą Dyzia. Tam ujął go za kark lewą ręką, przechylił w sposób właściwy na kolanie i wysypał mu prawą około trzydziestu klapsów spod ciemnej gwiazdy.
[Żeromski, Ludzie bezdomni, rozdział pt. Swawolny Dyzio]
Hilary Clinton mówiła dziś bardzo ładnie w Genewie:
Gay rights are human rights, and human rights are gay rights.
co tvn24 przetłumaczyło jako:
Prawa homoseksualistów są prawami człowieka, a prawa człowieka są prawami homoseksualistów.
No, dobrze, że nie prawa pederastów. Albo prawa osób, które wybrały homoseksualny styl życia. Tvn24 po raz kolejny okazuje się równie „liberalny światopoglądowo”, co obecny rząd.
Częstym argumentem na rzecz używania stygmatyzującego, medycznie brzmiącego określenia homoseksualista jest to, że angielskie słowo gay odnosi się nie tylko do mężczyzn, ale i kobiet, więc nie można tłumaczyć go jako gejów lub gejowski.
Warto jednak zauważyć, że przymiotnik gay doskonale można oddać przez wyrażenie gejów i lesbijek. I jeszcze zaoszczędzamy jedną sylabę w stosunku do używania słowa homoseksualistów, jeśli ktoś chciałby mówić o ekonomice języka!
Na gayromeo trafił mrówk na profil założony celem znalezienia chętnych na wyjazd do Indii (nie wiadomo, czy to biuro podróży, czy oferta towarzyska). Cytuję się najsmaczniejsze kawałki:
[…] Po śniadaniu wsiadamy do wynajętego samochodu którym udamy się po Radżastanie.
[…] Możliwość Uszycia sobie strojów hinduski i nie tylko. Po obiedzie czas wolny, nocleg. 9-Rano po śniadaniu odebranie zakupów z zakładów krawieckich
[…] Wczesnym rankiem około godziny 7 zwiedzanie Pałacu Taj Mahal.
[…] Podziwianie wschodu słońca na rzeką, pływanie łódką wzdłuż brzegu i obserwacja Poranny modłów i codziennego życia.
Automatyczne skojarzenie z bdb piosenką Kasi Nosowskiej Przebijśnieg ze stosunkowo mało znanej i chyba niedocenianej płyty Sushi. Wraz z moim byłym, mmch, nazywaliśmy tę piosenkę roboczo Między Nami, od nazwy niegdyś bardzo modnego warszawskiego fancy-jazzy-trendy baru-biforowni-bistra na Brackiej.
Mam na imię Kasia Dla przyjaciół – Agnes Bo Agnes lepiej brzmi Co się samo przez się słyszy Z zainteresowań ja wymienić mogę Przyrodę, urodę, modę, wygodę Kubę, snowboard, tao, kino I Ching, Feng Shui, Sushi Ying Yang, drum and bass Buena Vista Social Club Przepraszam na chwileczkę Muszę w toalecie przypudrować nosek Johnny, masz może puder?
Ja przepraszam państwa najmocniej za zgrzytanie zębami
Jezu, mówię wam Bez wyjazdu do Indii dłużej rady nie dam Słyszałam, że w Indiach oświecenie ulicami Razem z krowami, z krowami ulicami Mam już spodnie khaki Na miejscu kupię sari Pojem trochę ryżu Pojem trochę curry Kiedy wrócę, to sobie pogadamy Relację zdam z pobytu mego w Indiach
Jeż T. doniósł mrówkowi o istnieniu gatunku zwierzęcego o nazwie mrównik.
Mrównik nazywa się po grecko-łacińsku Orycteropus afer, co można przetłumaczyć jako Grzebonóg afrykański. Łatwo jednak skojarzyć przymiotnik afer z rzeczownikiem aper – dzik. Używa się też nazwy prosię ziemne (kalka z niderlandzkiego aardvark, por. ang. earth pork), co wzmacnia skojarzenie z dzikiem, czyli knurkiem leśnym.
Mierzy ponad dwa metry, co teoretycznie mogłoby budzić szacunek, ale po odjęciu ogona nie jest już takie imponujące.
Mózg mrówników ma niewielkie rozmiary, półkule są słabo pofałdowane. Mrówniki mają węch lepiej rozwinięty niż jakikolwiek inny ssak.
Język mrównik ma długi o skórze stwardniałej, co czyni go odpornym na ukąszenia owadów.
Mrównik prowadzi nocny tryb życia. Dzień spędza w wykopanych przez siebie jamach (kilku). Z nory wyłania się późnym popołudniem lub tuż po zachodzie słońca i wędruje nawet całkiem daleko od domu, huśtając długim nosem na boki, aby wyczuć pożywienie.
Jego tryb życia jest również samotniczy, więc jest mu raczej smutno, choć nie powie, żeby się nie przyzwyczaił. Trochę.
W niewoli dożywa 24 lat.
Może spać na plecach, na boku, żerować lub stać wypchany w muzeum.