Szczeniak coś komentując, chyba polską piosenkę na Euro 2012, z rozpędu:
- Kwa, kwa, kwa, kwa – gdaczą gęsi.
Szczeniak coś komentując, chyba polską piosenkę na Euro 2012, z rozpędu:
- Kwa, kwa, kwa, kwa – gdaczą gęsi.
Błukasz i mrówkodzik prawią komplementy Buziakowi:
Błukasz: Jesteś piękny jak kwiat lotosu!
Mrówk: Ale nie aż tak powykręcany.
Błukasz: Jesteś piękny jak żyto!
Mrówk: Jak garść świeżo zerżniętego żyta!
Błukasz: A kolegę znasz?
Mrówk: Tak, próbowałem go kiedyś bezskutecznie poderwać.
Błukasz: A warto! Spróbuj!
Kolega: Nie jestem towarem.
Mrówk: Ooo, to nie poleżymy razem na półce.
Mrówk: No i jak wczoraj, późno zamykaliście?
Buziak (barman): Raczej tak, było sporo ludzi.
Mrówk: Była Jadźka habilitowana?
Buziak: Jego wczoraj nie było. Elka za to długo siedziała. I Halina była.
Mrówk: Halina?
Buziak: No tak, Halina, znasz ją. Bywa regularnie, zawsze pije wódkę.
Mrówk: Nie kojarzę.
Buziak: Kojarzysz, kojarzysz. Gadaliście ze sobą nie raz. Długie włosy blond, kręcone.
Mrówk: Ej no, z długimi blond kręconymi włosami to bym skojarzył. Jak ma na imię?
Buziak: Kto?
Mrówk: Halina.
Buziak: No Halina!
Buziak: Jak to Halina?
Buziak: Halina, po prostu Halina.
Mrówk: No to mów od razu, że to kobieta jest! Pewnie, że znam.
Mrówk rozmawia w pubie ze znajomym Brytyjczykiem Jonathanem przez chwilę po niemiecku (z jakichś bliżej nieokreślonych przyczyn). Nagle z boku odzywa się do Jonathana jakiś koleś, mówiąc:
- Wow, you speak English very well!
Mrówk wychodzi z zaprzyjaźnionego pubu, względnie wcześnie i całkiem samotnie.
Barman: O, wychodzisz już? Sam?
Mrówk: Nie do końca. Jestem oburęczny, więc można powiedzieć, że szykuje się trójkąt.
Pijany, kozaczący heteryk w Lodi Dodi dopomina się od mrówk (ubranego w obszerną bluzę z kapturem i czapeczkę i wyglądającego wybitnie stereotypowo niegejowsko), żeby ten dał mu się napić od siebie piwa.
Mrówk: Nie.
Koleś: Postawię ci potem.
Mrówk: Ale ja nie potrzebuję.
Koleś: Nie bój się, nie jestem pedałem i nie mam syfa.
Mrówk: Za to ja jestem pedałem i chętnie bym cię czymś zaraził.
Mmch i mrówk wchodzą do Lodi. Zamawiają piwo. Podchodzi do nich znajomy mrówka, Jelizawieta Kakuszkina. Nie wiedzieć czemu, nastaje niezręczna cisza. Mmch kieruje się do toalety, rzucając:
- Przerwę wam chwilę milczenia.
Mrówk siedzi na piwie z mmch w Lodi. Pokazując na ładnego faceta w czapce, mrówk przypomina mmch, że kiedyś mmch dał tamtemu w twarz za, delikatnie mówiąc, niedelikatne podwalanie się do mrówk (gdyż byli kiedyś dłuuugo razem). Mmch się cieszy.
Po kilku chwilach ktoś mówi coś zaczepnie do mmch i odchodzi. Mmch mruczy pod nosem do samego siebie o samym sobie:
- Uważaj. Ta pani dała już kiedyś komuś w mordę.
Tazio, pierwszy raz w Lodi Dodi będąc, patrzy na materiały informacyjne i zabezpieczające wystawione na stojaczku przez organizację LAMBDA. Patrzy z daleka, wpatruje się, czyta i mówi:
- Co tam jest napisane? Lambada?
Trzech kolesi po trzydziestce rozmawia w LD o “Nocach i Dniach”, serialu, filmie, powieści. Jeden z nich wspomina słynną scenę, w której pewien gentleman wchodzi w białym garniturze do stawu, by narwać lilii wodnych dla promenującej opodal damy, którą wielbi (ona zaś go odrzuca, czego potem przez cały film żałuje). Drugi komentuje, mówiąc, co znajomy powinien zrobić dla swojego faceta:
- Musisz wejść do tego bajora i narwać mu nenufarów.
Nie wiem czemu, ale jakoś naprawdę dziwnie mi się to skojarzyło.
Mrówk odkrył, że jak się w Lodi Dodi korzysta z pisuaru za dolnym barem, to słychać bardzo dobrze, co kto mówi przy jego końcu. To taka galeria szeptów… Szu szu szu.
Rozmowa dwóch kolesi w LD, podsłuchana:
- A skąd wiedziałeś, że jestem pasywny?
- No tak, jakoś cię wyczułem.
- Fajnie. – Po chwili podając mu słodycz: – Chcesz czekoladkę?
Rozmowa ze znajomym malarzem KS w LD nt. zahamowań:
KS: Ja już się wyzwoliłem i wychodzę z domu.
Ja: A od czego się wyzwoliłeś?
KS: Od siedzenia w domu.