Archives for posts with tag: miłość

 

 

 

 

 

 

 

 

When they answered the bell on that wild winter night,

There was no one expected – and no one in sight.

 

Then they saw something standing on top of an urn,

Whose peculiar appearance gave them quite a turn.

 

All at once it leapt down and ran into the hall,

Where it chose to remain with its nose to the wall.

[...]

In the night through the house it would aimlessly creep,

In spite of the fact of its being asleep.

 

It would carry off objects of which it grew fond,

And protect them by dropping them into the pond. [...]

 

[Edward Gorey,  The Doubtful Guest]

Do rzeczowników nieoznaczających osoby (nieosobowych), których liczbę mnogą może tworzyć sufiks -ān, należą: […]

e) rzeczowniki, które tradycyjnie utrzymały liczbę mnogą -ān: gonāhān „grzechy”, anduhān „zmartwienia”, soŭgandān „przysięgi”, γamezgān „kokieteryjne mrugania”

 

B. Składanek Wprowadzenie do gramatyki języka perskiego, Wyd. Akad. Dialog, 1997

- Mężczyźni mogą kochać natychmiast, a kobiety zakochują się w perspektywie. 

[wbrew temu, co mi się wydawało, nie powiedziała tego Magdał, ale jakiś młody hetero koleś spod sklepu, który zagadnął w środku nocy Żubra o fajkę]

Jeszcze poczuć się trzeba

Z godzinę, dwie

W łóżku

Przytuliłbym się

Kicię mam

Anatomia człowieka

 

[wiadomość z fb, cytat dokładny z wersyfikacją włącznie]

 

Can she excuse my wrongs with virtue’s cloak?

Shall I call her good when she proves unkind?

Are those clear fires which vanish into smoke?

Must I praise the leaves where no fruit I find?

 

No, no, where shadows do for bodies stand

Thou may’st be abus’d if thy sight be dimm’d.

Cold love is like to words written on sand

Or to bubbles which on the water swim.

 

Wilt thou be thus abused still,

Seeing that she will right thee never?

If thou cans’t not o’ercome her will,

Thy love will be thus fruitless ever.

 

Was I so base, that I might not aspire

Unto those high joys which she holds from me?

As they are high, so high is my desire.

If she this deny, what can granted be?

 

If she will yield to that which reason is,

It is reason’s will that love should be just.

Dear, make me happy still by granting this

Or cut off delays if that I die must.

 

Better a thousand times to die

Than for to live thus still tormented,

Dear, but remember it was I

Who for thy sake did die contented.

Chłopak F. mówi mu w kłótni:

I wcale nie jestem rozerotyzowanym nastolatkiem! Jestem stypendystą Fundacji Dzieła Nowego Tysiąclecia!

[podrzucone przez Tajnego D.]

 

 

 

 

 

Na osłodę najbardziej uroczy tercet z przywołanej w poprzednim wpisie opery:

 

I taniec wielkiej fai (sic! Danse de la grande pipe de la paix) schoreografizowany na wesoło:

 

Patrząc na ten taniec, zastanawiam się, czy nie byłby dobrym urozmaiceniem pląsów sabatowo-synodowo-soborowych pod auspicjami i wew obediencji Lotte, której łaskawej uwadze polecam, a osobie poświęcam.

Les Indes galantes ou les Incas du Pérou, J.-Ph. Rameau. Mocno nierówne. Ale jest jeden taki tercet w scenie VII (trwa de facto od pierwszej do drugiej minuty). Proszę w miarę możliwości nie oglądać obrazu.

(Jutjub twierdzi, że to jest wykonanie pod Christie’em; ja mam z nim inne, sporo przyjemniejsze, mogę wysłać na życzenie. Jeśli ktoś znajdzie na jutjubie lepsze, chętnie podmienię link)

Wcześniej, w scenie 6 Huascar (niegodny kochanek) śpiewa do Phani (niby że takiej rozdartej):

Plus que le péril mon amour vous étonne!

Bardziej niż niebezpieczeństwo niepokoi cię moja miłość!

W tej operze chodzi o wybuch wulkanu, ale przyszła mi na myśl kompletnie inna interpretacja. Powiedzmy: bardziej życiowa.

[opowiada znajomy]

*

Byłem pijany i wracałem taksówką. Fenomenalny taksówkarz! No i złożyłem mu propozycję. Powiedział, że nie robi takich rzeczy w godzinach pracy, to powiedziałem, żeby wszedł na drinka. Wtedy powiedział, że ma żonę i dzieci i zaczął płakać.

*

Wracaliśmy razem po imprezie i weszliśmy na stację benzynową kupić wódkę i papierosy. Tacy rozweseleni i przytuleni. Sprzedawca, podając nam zakupy, powiedział, że może nam dać klucz do pokoiku na zapleczu.

Podczas niedawnego wieczoru pieśni (bez tańca) u Wehwalta zanuciłem moją ulubioną passacaglię z Króla Artura Purcella, How Happy The Lover. Na co Wehwalt wyciągnął, nie zwlekając (!) The Fairy Queen tegoż i puścił mi bliźniaczą w pewnym sensie passacaglię czy ciacconę If love’s a sweet passion.

 

 

If Love’s a Sweet Passion, why does it torment?

If a Bitter, oh tell me whence comes my content?

Since I suffer with pleasure, why should I complain,

Or grieve at my Fate, when I know ’tis in vain?

Yet so pleasing the Pain, so soft is the Dart,

That at once it both wounds me, and tickles my Heart.

 

 

How happy the Lover,

How easy his Chain,

How pleasing his Pain!

How sweet to discover

He sighs not in vain.

For Love ev’ry Creature

Is form’d by his Nature;

No Joys are above

The Pleasures of Love.

 

In vain are our Graces,

In vain are your Eyes,

If Love you despise;

When Age furrows Faces,

’Tis time to be wise.

Then use the short Blessing,

That flies in Possessing:

No Joys are above

The Pleasures of Love.

[teksty raczej zrozumiałe, to nie tłumaczę, chociaż ten pierwszy kawałek anonimowego librecisty kojarzy mi się z Donne’em i może się kiedyś pokuszę]

Mrówk: Że bez realizacji, to jeszcze nie bez wpływu. Ja się kocham w jednym takim, i też bez wpływu na życie, w sensie: na codzienność, ale ogólnie z dużym wpływem. Ta rozpacz zaczyna mi się jakoś podobać.

Tajny D.: Ja od rozpaczy mam byłe związki, całą, dziękuję uprzejmie, kostniczkę. Jest to oczywiście kostniczka uprawna, zapładniająco duchowo, pozwalająca kontemplować cierpienia, hodować teksty i takie tam.

[appendix do poprzedniego wpisu z cytatem z Prousta o nieobecności , przypomniało mi się i wygrzebałem; definitywnie zatem nie ja pierwszy na to wpadłem]

L’absence n’est-elle pas pour qui aime la plus certaine, la plus efficace, la plus vivace, la plus indestructible, la plus fidèle des présences?

Czyż nieobecność nie stanowi dla kochającego najpewniejszej, najskuteczniejszej, najżywotniejszej, najodporniejszej, najwierniejszej ze wszystkich obecności?

[jakiś wiersz młodego Prousta, tłum. mrówk]

Ponufry do mrówk à propos związków i przeżywania samotności:

no to wiem, ty jesteś romantyczny, ja nie bardzo.
chociaż jak mój eks nie dojadł kanapki to sobie ją schowałem do lodówki na pamiatkę

zapytany, czy to taka pogodna kpina, odparł:

no niestety nie jest to kpina. włożyłem ją do lodówki, gdzie uschła, a potem próbowałem zmienić ją w kryształ soli. to znaczy zawiązałem na niej nitkę i włożyłem do słoika, na którego dnie była bardzo zasolona woda. liczyłem na to, że obrośnie solą i będę miał ją na zawsze. ale potem, bo to już było po zerwaniu, stwierdziłem że jestem pojebany skoro to robię i wyrzuciłem ją do śmieci.

Rozmowa z kumplem o parze kolesi na jakiejś imprezie domowej:

Wanda: I tak tańczyli.

Mrówk: O, jakie to romantyczne!

Wanda: Cholernie. Tańczą jeden na jednego, a trzeci w pamięci.

I

Jadę metrem. Czynię to raz w tygodniu, mniej więcej regularnie, i to w godzinach szczytu popołudniowego. Nienawykły do panującego o tej porze tłoku, chłonę otoczenie, o ile nie śmierdzi. Chociaż wtedy niejako chłonę bardziej, no i tym silniej próbuję się skupić na tym, co pociąga, przyciąga, odciąga; zajmuje, cieszy.

Dziś w metrze chłopak, na oko 18-20 lat. Średnioblond długawe włosy, na nich słuchawki z pałąkiem. Ciemnoniebieskie oczy z silnie rozszerzonymi źrenicami. Górna warga nieznacznie wysunięta, co nadaje wygląd lekko kojarzący się z mrówkojadem (jednak bez większego nosa skojarzenie może być co najwyżej połowiczne). Stoi pół metra ode mnie. Mimo to – a może właśnie dlatego – nie patrzy na mnie. Ani razu.

Pomyślałem z bezbrzeżnym smutkiem znamionującym przeczucie nadchodzącej straty, że z biegiem lat staję się coraz większym efebofilem. Może poniekąd na mocy definicji. Ale jakoś wcześniej, szybciej, bardziej.

II

W tym samym czasie Wehwalt wysyła do mnie smsa. Jest na próbie w filharmonii. Widzi słodkiego młodego blondyna, który śpiewa i tańczy w przedstawieniu, na które mam iść wieczorem: chłopak siedzi w sportowym ubraniu na podłodze i coś komuś tłumaczy.

Że ów blondyn jest moim równolatkiem, dowiaduję się później, przejrzawszy program przedstawienia i wyszukawszy go w internecie.  Nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy martwić.

III

Niedawno w Galerii. Siedzi sobie z bardzo atrakcyjną dziewczyną najładniejszy bodaj chłopak w klubie (jak się potem okazało – klasa maturalna). Skejciorek, niezbyt chłopięcy, ale świeży; wyraźnie męski, ale nie maczo. Ktoś nas ze sobą poznaje, zaczynamy rozmawiać o niczym. Jego dziewczyna okazuje się studentką I roku anglistyki, pyta, co robię. Wydaje się tym zafascynowana, tym bardziej, że z miejsca odpowiadam jej na jakieś pytanie językowe, na które nie mogła znaleźć nigdzie odpowiedzi. (Bo nie umie szukać, a nie dlatego żeby było takie trudne.)

Widzę w jej oczach, że na mnie leci, nie może oderwać ode mnie wzroku. Ja gapię się na jej faceta, który w zasadzie nie zwraca na mnie uwagi. Jak z opowiadania Iwaszkewicza à rebours: nie mogę mieć jego, więc mam chociaż ją, którą ma on, a która nie może mieć mnie.

Chłopak mówi, że mam fajne buty. Dziękuję i schylam się lekko, żeby zerknąwszy na jego, móc odwzajemnić komplement. Gdy się obaj pochylamy, zderzamy się daszkami niemal identycznych czapek i, uniósłszy szybko  głowy, wybuchamy śmiechem.

IV

Nie wchodzi mi alkohol, moje w połowie wypite piwo stoi smętnie na barze. Chłopak pyta mnie, czy może się napić. Ja mówię: proszę, weź, ja już nie będę pił. Najwyżej potem zamówię następne.

Bierze, pije.

Aschenbach brudzi młodego chłopca uszminkowanymi ustami.

——————————————-

[tytuł i tematyka - patrz: forewerjang]

1. Mam mikrofon i wibrator

Szukam dyskretnego na seks. Mam kamerke, skype, mikrofon i wibrator. Pójdę na całość bez ograniczeń.

2. Za mocno haha

Chyba zintelektualizowany romantyk, czasem za mocno haha, w sumie wesoły, miły chłopka, lubiący małe kina, w których się wszystko zapomina wciśnięty w pluszowy fotel…. I co by tu jeszcze….. No a o resztę zapytaj

3. Bez możliwości

szukam kochanka z gorzowa z lokum. lubie oral i byc czasem posuwany w ciasna dupke. niestety niemam mozliwosci jesli chodzi o fotki

4. Akt strzelisty

[...] Boże dziekuje ci za moje cialo na ktore poleci kazda kurwa meska , selekcja z moim cialem to istny cud! ale huj okazuje sie ze same kurewki tutaj siedza i niema czego tu szukac. ze o reszcie nie wspomne nie bede robil wiecej reklam bo populacja geji umierajaca na aids spadnie i niedlugo wyginie. [...]

5. Rzecz jasna

Normalny bisex, szukający normalnego, najlepiej na dłuższy czas, bez związków rzecz jasna ;)

6. Dziedzictwo

JAK JUŻ JESTEŚ TO ZOSTAW COŚ PO SOBIE

7. Pogardzia

Poszukuje młodego i energicznego nie grubasa , takimi gardzie !!!

8. Puszczalskie profile

Profil powstał w celu informowaniu innych użytkowników tego portalu o profilach z którymi nie warto nawiązywać znajomości lub bliższych relacji ze względu na to że oszukują, kłamią, puszczają się. [...]

—————————————————————-

Cytaty pochodzą z opisów z fellow.pl; jeżeli nie zaznaczam inaczej (tj. znakiem [...]),  stanowią całość opisu.

Skoro już o tym nie ma mowy, to pomieszczam specyficzny madrygał Gesualda, wraz z tłumaczeniem mrówk.


Moro, lasso, al mio duolo,
E chi può dar mi vita,
Ahì, che m’ancide e non vuol darmi aita!

O dolorosa sorte,
Chi dar vita mi può,
Ahì, mi dà morte!

Konam znużony wśród bólu,
A ten, co me życie ma w mocy,
Zabija mnie, skąpi pomocy.

O, mój bolesny losie,
Ten, co mógłby dać życie,
Ach, tylko mi śmierć przynosi.

Właśnie, to skoro o podsumowaniach mowa (pół żartem, bardziej serio). Długi wstęp. Śpiewać zaczynają po drugiej minucie, jakby co.


I’ vo piangendo i miei passati tempi
i quai posi in amar cosa mortale,
senza levarmi a volo, abbiend’ io l’ale
per dar forse di me non bassi essempi.

 Tu che vidi i miei mali indegni ed empi
Re del cielo, invisibile, immortale,
socorri a l’alma disviata e frale,
e ’l suo defetto di tua grazia adempi;

 sì che, s’io vissi ’n guerra ed in tempesta,
mora in pace ed in porto; e se la stanza
fu vana, almen sia la partita onesta.

 A quel poco di viver che m’avanza
ed al morir, degn’esser tua man presta:
tu sai ben che ’n altrui non ò speranza.

[Petrarca, CCCLXV]

Idę i płaczę nad mym dawnym życiem,
Które oddałem miłości na świecie,
W lot się nie wzbiłem, mając skrzydła przecież,
By się pokazać godnym należycie.

Ty, któryś widzał me niegodziwości,
O niewidzialny, wieczny niebios Królu,
Ratuj mą duszę zbłąkaną wśród bólu,
Jej słabość pokryj pełnią łaskawości

Tak, bym umierał w spokojnej przystani,
Przeżywszy burze i wojny; i  niechaj
Po próżnym życiu cny koniec nastanie.

W tej resztce życia, w ostatnich oddechach,
Gdy śmierć przybędzie, racz mi dać twe ramię:
W tobie jedynej nadziei pociecha.

[tłum. mrówkodzik]

Amerykański naukowiec słowackiego pochodzenia Daniel Carleton Gajdusek odkrył w latach pięćdziesiątych chorobę kuru, wywoływaną przez priony, za co w 1976 uhonorowano go Nagrodą Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Kuru to śmiertelna choroba układu nerwowego, na którą zapadali kanibale z afrykańskiego plemienia Fore. Była przekazywana w trakcie konsumpcji ciał i nacierania twarzy mózgiem zmarłego (priony przenikały wówczas przez spojówki).

Profesor Gajdusek w filmie dokumentalnym przyznał się do uprawiania seksu pedofilskiego z kilkuset papuaskimi chłopcami.

O kazirodztwie publicznie wyrażał się z uznaniem.

Po obronie ze strony środowisk naukowych i ugodzie z sądem w więzieniu spędził rok.

[nie, nie jestem pijany; źródła: BBC, LA Times, NY Times , Times HE]

Seks jest korzeniem, erotyzm łodygą, a miłość kwiatem.Co jest owocem?

Owoce miłości są nieuchwytne i to jest właśnie jedna z jej zagadek.

Pochodzi to cudo z opisu kolesia z gejromeo.  Kiczowatość tego, hm, aforyzmu tak mnie zachwyciła, że poszperałem i przez angielski dotarłem do hiszpańskiego oryginału:

El sexo es la raíz, el erotismo es el tallo, y el amor la flor. ¿ Y el fruto ?

Los frutos del amor son intangibles. Éste es uno de sus enigmas.

Autorem jest Octavio Paz, literacki noblista z 1990.

Rzadko pomieszczam tego typu utwory, ale ten naprawdę zasłużył na publikancję.

 

Majstersztyk jest od 0’39″ do 0’49″ i potem jeszcze trochę. Ten dialog:

- Cześć mam na imię Urszula, a ty?

- Oksana.

- Bardzo mi miło, aaa! Czy możesz nam powiedzieć, jakie masz zainteresowania?

- Znaczy ogólnie tooo –

Interwały na “miło, aaa” i “ogólnie tooo” są mistrzowskie.

Pardwa:

nie jest to chyba zakamuflowana oferta matrymonialna.

 Mrówk:

jak jej się przyjrzeć, to mogłaby być.
oczywiście nie ważyłbym się tego powiedzieć, a może nawet pomyśleć, gdyby nie to, że wiem, że to nie ma znaczenia.

 Pardwa:

defetysta

 Mrówk:

po prostu wyciągam wnioski

zamiast ciągnąć losy

 

[I tak zostałem raperem.]

Chłopię:

a ja smutny w domu leze

Mrówkodzik:

poleżałbym z tobą. na tobie?

Mrówkodzik:

Ehh nie tak predko dam rade z kimkolwiek, niedawno sie rozstalem , boli bardzo.

Mrówkodzik:

odbyt?

Chłopię:

Nie, serce

Mrówkodzik:

jesli masz dusznicę bolesną, to poppers rozszerza naczynia wieńcowe i powinien dać pewną ulgę

[co mnie naszło? to pewnikiem ten wichr]

I ostatnie z nagrań sonetów Szekspira do muzyki i w wykonaniu Rufusa Wainwrighta – sonet XLIII. Najodważniejsze harmonicznie, może się skojarzyć z późnymi pieśniami Brahmsa; przywodzi mi też na myśl niektóre pieśni Debussy’ego albo Poulenca.

 

When most I wink, then do mine eyes best see,
For all the day they view things unrespected;
But when I sleep, in dreams they look on thee,
And darkly bright are bright in dark directed.
Then thou, whose shadow shadows doth make bright,
How would thy shadow’s form form happy show
To the clear day with thy much clearer light,
When to unseeing eyes thy shade shines so!
How would, I say, mine eyes be blessed made
By looking on thee in the living day,
When in dead night thy fair imperfect shade
Through heavy sleep on sightless eyes doth stay!

All days are nights to see till I see thee,
And nights bright days when dreams do show thee me.

Jak fejsbukowiec dotknięty logowicą (patrz: słowniczek) wyznaje swe uczucia:

Słuchaj, bo ja naprawdę bardzo cię lubię to…

[wymyślone z Taziem]

Mrówk i mmch schodzą na dół w Lodi, bo tam można palić, a mmch pali.

Znajomy z dawniejszych czasów barman patrzy na nas i uśmiecha się. Mmch mówi:

- Popatrzył na nas tak, jakbyśmy znów byli razem.

a mrówkowi ściska się gardło.

Mmch ma na wewnętrznej części lewego przedramienia tatuaż: Mały Książę siedzi na murku i rozmawia ze żmiją, która wspina się jakby od dołu.

Pasuje mi do tego klimatem fragment ostatniego wpisu Lotte:

– Pozor – mówi i podaje mi rękę, jak dziecku. Wchodzimy na piętro, chłopak cicho się śmieje. – Ideme do neba, hej?

Niebo, ku mojemu zaskoczeniu, też znajduje się na parterze.

Barman Zdzisio o tym, kiedy zapoznał się z twórczością włoskiej piosenkarki Miny:

 - Pierwszy raz trafiłem na Minę gdy…

Mina, skądinąd mocno nierówna, miejscami jest naprawdę ciekawa. Warto wspomnieć chociażby spopularyzowaną przez Luz Casal piosenkę Un año de amor (w Wysokich obcasach Almodovara):

 

w pierwotnej wersji Un anno d’amore:

 

Oraz późną, nostalgiczną, schyłkową, w mahlerowski sposób symfoniczną piosenkę Ma come hai fatto (moją ulubioną):

 

Ma come hai fatto a trasformare il tempo

in un’attesa di rivederte

no non ha senso questa mia vita

e più ci penso e più è un filo

nelle tue mani

No to jest skomplikowane. Lubię się litować i troszczyć, i głaskać, i okazywać czułość, najchętniej jeśli ktoś jest właśnie taki biedny, wybiedzony, zbity, jak zbity pies. No i właśnie czasem trzeba go w tym celu przedtem zbić.

Seks niepewny,

seks wątpliwy,

seks niepożądany,

seks niemożliwy.

 

[Rubuk, oceniając czterech kolesi przy barze]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.