Archives for posts with tag: opera

Torquato zachęca mnie i Tomka do posłuchania Rossiniego, za którym żaden z nas nie przepada. Mówi o sile przekazu Otella:

 - No bo posłuchajcie sceny burzy! Sceny śmierci Desdemony! Sceny… sceny w ogródku!

 

Dry those eyes which are o’erflowing,

All your storms are overblowing.

While you in this isle are biding,

You shall feast without providing,

Ev’ry dainty you can think of,

Ev’ry wine that you can drink of,

Shall be yours and want shall shun you,

Ceres’ blessing too is on you.

Nie, myliłem się. Z wodą jednak można pięknie. Pięknie. Pięknie.

 

——————————————-

Podrzucił Torquato.

 

Po mokrym przedstawieniu, patrząc na wykonawców i różnego rodzaju realizatorów zgromadzonych na jakimś podium, rozmawiam z przyjaciółką JvD, starszą już panią. Pytam ją retorycznie:

 - Must all of them be gay?

Na co ona, z uśmiechem nakładając jedną dłoń na drugą dwukrotnie pod różnymi kątami, odpowiada:

 - As long as it fits, it’s okay.

Mrówkodzik: Rozmawialiśmy potem o tym trochę i doszliśmy do wniosku, że to się mieści w stylistyce operowej. W teatrze raczej nie krzyczy się brawo; W operze – tak. W teatrze się nie buczy; w operze – prędzej.

Agathé: Już rozumiem. To pewnie dlatego opera jest tak popularna wśród pedalstwa i wszelkiego autoramentu drama queens… a może na operach się buczy, bo chodzi tam pedalstwo?

 

Mokre przedstawienie. Akt drugi. Dziewczyny kręcą: summ und brumm.

 

Torquato: Spinnen! Hahaha! Ty wiesz, co to znaczy?

Mrówkodzik: Chyba wiem…

Torquato: Ale oprócz znaczenia podstawowego?

Mrówkodzik: No, tak jak po polsku, kręcić.

Torquato: Haha! No właśnie!

Mrówkodzik: Da spinnen die Mädchen, da lachen die Dorfbub’n?

Torquato: [napad śmiechu]

 

Nie tylko spinnen ma dwa znaczenia. Brummen też.

 

Ze specjalną dedykacją dla Torquata:

Przedstawienie The Tempest Purcella w Collegium Nobilium (teatr Akademii Teatralnej w Warszawie). Brak miejsc siedzących, bo wstęp wolny. Jakiś nieznajomy próbuje znaleźć sobie miejsce do wygodnego stania. Trochę po sobie depczemy, choć nie bez sympatii, na balkonie.

- To przedstawienie będzie bardzo dobre, bo czeka nas owacja na stojąco.

- Z konieczności.

- Chociaż możemy też klęknąć tu przy barierce. W świątyni sztuki.

- Możemy się też opierać.

-  No właśnie: klęknąć czy się opierać?

Na osłodę najbardziej uroczy tercet z przywołanej w poprzednim wpisie opery:

 

I taniec wielkiej fai (sic! Danse de la grande pipe de la paix) schoreografizowany na wesoło:

 

Patrząc na ten taniec, zastanawiam się, czy nie byłby dobrym urozmaiceniem pląsów sabatowo-synodowo-soborowych pod auspicjami i wew obediencji Lotte, której łaskawej uwadze polecam, a osobie poświęcam.

Les Indes galantes ou les Incas du Pérou, J.-Ph. Rameau. Mocno nierówne. Ale jest jeden taki tercet w scenie VII (trwa de facto od pierwszej do drugiej minuty). Proszę w miarę możliwości nie oglądać obrazu.

(Jutjub twierdzi, że to jest wykonanie pod Christie’em; ja mam z nim inne, sporo przyjemniejsze, mogę wysłać na życzenie. Jeśli ktoś znajdzie na jutjubie lepsze, chętnie podmienię link)

Wcześniej, w scenie 6 Huascar (niegodny kochanek) śpiewa do Phani (niby że takiej rozdartej):

Plus que le péril mon amour vous étonne!

Bardziej niż niebezpieczeństwo niepokoi cię moja miłość!

W tej operze chodzi o wybuch wulkanu, ale przyszła mi na myśl kompletnie inna interpretacja. Powiedzmy: bardziej życiowa.

Podczas niedawnego wieczoru pieśni (bez tańca) u Wehwalta zanuciłem moją ulubioną passacaglię z Króla Artura Purcella, How Happy The Lover. Na co Wehwalt wyciągnął, nie zwlekając (!) The Fairy Queen tegoż i puścił mi bliźniaczą w pewnym sensie passacaglię czy ciacconę If love’s a sweet passion.

 

 

If Love’s a Sweet Passion, why does it torment?

If a Bitter, oh tell me whence comes my content?

Since I suffer with pleasure, why should I complain,

Or grieve at my Fate, when I know ’tis in vain?

Yet so pleasing the Pain, so soft is the Dart,

That at once it both wounds me, and tickles my Heart.

 

 

How happy the Lover,

How easy his Chain,

How pleasing his Pain!

How sweet to discover

He sighs not in vain.

For Love ev’ry Creature

Is form’d by his Nature;

No Joys are above

The Pleasures of Love.

 

In vain are our Graces,

In vain are your Eyes,

If Love you despise;

When Age furrows Faces,

’Tis time to be wise.

Then use the short Blessing,

That flies in Possessing:

No Joys are above

The Pleasures of Love.

[teksty raczej zrozumiałe, to nie tłumaczę, chociaż ten pierwszy kawałek anonimowego librecisty kojarzy mi się z Donne’em i może się kiedyś pokuszę]

Wehwalt mi pokazał hipnotyzującą arię z  opery, ponoć napisanej przez Vivaldiego w pieć dni, pt. Tito Manlio w wykonaniu Viviki Genaux pod Biondim z Galantami.

 

Splender fra ’l cieco orror

il mio bel sol vedrò;

 

e nell’occaso ancor

sua luce adorerò.

 

Przez ciemność ślepą i straszną

zaświeci mi piękne słońce;

 

i jeszcze gdzieś na zachodzie

zachwyci mnie jego światło.

 

[libretto Matteo Noris, tł. mrówk]

Mrówk: Nikt nie wie, co to jest ta cała dzięcielina pała.

Matka mrówk: To jest taki ziół czerwony na polach.

*

Mrówk: [podśpiewuje coś barokowego po niemiecku]

Matka mrówk: Niee!

Mrówk: Co?

Matka mrówk: No… Lubię twoją śpiewność, ale…

Mrówk mówi Żubrowi, na czym polega wykonanie semisceniczne:

To znaczy, że jakby stali, toby nie chodzili, a że nie stoją, to trochę chodzą.

Świetna inicjatywa! Chciałbym kiedyś coś takiego przeżyć na żywo, na dworcu. Pewnie zwinąłbym się ze śmiechu (i radości!) w kulkę i potoczył się szynami do Ostrołęki:-)

 

 

 

Artkuł o tym pomyśle można przeczytać tutaj.

 

Tak, tak. Korzystając z ogromnej uprzejmości barmana Zdzisia, mrówk wraz z Arturem B. puścili parę kawałków, których ten nocny pub-klub nie zaznał bodaj nigdy przedtem. Ludzie byli zadziwieni. A ukoronowaniem tego maratonu było puszczenie (z jutjuba, oczywiście) finałowej arii z Dydony i Eneasza Henry’ego Purcella When I am laid in earth, znanej powszechnie jako lament Dydony. Wybraliśmy wykonanie mało może purcellowskie, ale bardzo poruszające i oczywiście doskonałe technicznie – niezrównanej Jessye Norman:

Co w bardziej typowo barokowym wykonaniu może brzmieć np. tak (opcja nieco subwersywna, hehe):

When I am laid in earth,
May my wrongs create
No trouble in thy breast.
Remember me, remember me,
But ah! forget my fate.

 

What power art thou,
Who from below,
Hast made me rise,
Unwillingly and slow,
From beds of everlasting snow!

Seest thou not how stiff,
And wond’rous old,
Far unfit to bear the bitter cold.

I can scarcely move,
Or draw my breath,

Let me, let me,
Freeze again to death!

[sł. John Dryden, muz. H. Purcell; aria pochodzi z półopery King Arthur i jest powszechnie znana pod tytułem Cold Song]

Ogromne podziękowania dla Herr Krullicka za pokazanie mi tej arii!

Tworzenie cudnych pieśni i uprzyjemnianie przymilnym jazgotem czasu innym to przecież twoja specjalność, nie?

[mmch do mrówk]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.