Archives for posts with tag: poezja

 

 

 

 

 

 

 

 

When they answered the bell on that wild winter night,

There was no one expected – and no one in sight.

 

Then they saw something standing on top of an urn,

Whose peculiar appearance gave them quite a turn.

 

All at once it leapt down and ran into the hall,

Where it chose to remain with its nose to the wall.

[...]

In the night through the house it would aimlessly creep,

In spite of the fact of its being asleep.

 

It would carry off objects of which it grew fond,

And protect them by dropping them into the pond. [...]

 

[Edward Gorey,  The Doubtful Guest]

M. S.-C.

To okno zgasło już i ogień lampy mdły
Dyktuje chwiejny krok kolejnych ruchów rąk,
Co w górę oraz w dół nadają nikły rytm
Substancjom których gniew wypełnia rurek spląt,
Bo tak nakazał im zwyczajny ludzki spryt,
Gdy pracy słony fakt w ten wąski wstąpił kąt.
Cóż, słońce zaszło już, a szyby ślepy blask
Tak ostro w ciszy brzmi, bo sens swój stracił smak.

Lecz jeszcze chociaż raz – powtórzyć ręki ruch,
Wypełnić mrokiem pięść retorty, dolać coś,
Nad palnik przenieść szkło i mocno skupić słuch,
By zanim zawrze płyn odstawić go na bok,
Choć za oczami tkwi bolesny, sztywny słup,
A do przelania jest: tak dużo, dużo ton.
I czasem gdzieś w tym śnie, jak świadomości ślad,
Przebija poprzez ból raz polon, a raz rad.

(znalezione tutaj)

Torquato: Luter te psalmy to ściągał z łacińskich…

Mrówkodzik: No to co. Ja tam lubię jego poetykę, retorykę.

Torquato: No jasne. Trudno lubić jego erotykę.

rozważam mikrosensy, też z myślą by całość skrócić
sens makro istnieje, co wiem na rozum,
choćby dlatego że kiedyś go czułem.
pomęczę się trochę i wróci

[Rubuk, standardowo z rozpędu we wiadomości]

[Wiersz, który mnie przed laty wzruszył, na tablicy niedaleko skrzyżowania Grójeckiej z Bitwy Warszawskiej. Sfotografował dla mnie Plu i przetranskrybować pomógł, czytając.]

 

Ja jestem zła ulica. Nie przystępuj do mnie,

Najeźdźco, który niesiesz śmierć samolotową!…

Swojego bronię miasta twardo i niezłomnie…

Do walki jestem zawsze skorą i gotową…

 

Ja jestem zła ulica!… Stawiam barykady

I pluję armatami, karabinem walę.

Nie przerażą mnie twoich bomb tonowych grady

I czołgi twe jaszczurcze chwytam wciąż zuchwale.

 

Ja jestem zła ulica!… Lecz swe kocham dzieci,

Których mi co dzień więcej na łonie umiera,

Gdy kamienic granica przy tym jasno świeci.

 

Ja jestem zła ulica!… Lecz choć głód doskwiera,

Nie wpuszczę cię do miasta, gwałcicielu krwawy!

———————————————————–

Ja, pani Opaczewska, bronię dziś Warszawy!

 

Jan Janeczek (1898-1944) Żołnierz Armii Krajowej

Czasem dociera z opóźnieniem.

 

Sans frayeur dans ce bois seulle je suis venue

J’y vois Tircis sans estre esmue

ah, n’ay je rien a mesnager

qu’un jeune coeur insensible est a plaindre

je ne cherche point le danger

mais du moins je voudrois le craindre 


Bez trwogi weszłam samotnie do lasu

I nie poruszył mnie widok Tircisa.

Ach, czy nie mogę poradzić nic na to

Nieszczęsne młode i nieczułe serce?

Nie czekam wcale na niebezpieczeństwo;

Gdybym tak chociaż mogła się go bać.


[tłum. mrówkodzik; pokazane przez Lotte]

Wyjątkowo długie frazy z wyszukiwarek ostatnio. Dzisiaj wybrane z nich na kształt poniższy:

 

*

nie lubie jak mi sie ktos kreci w kuchni

teledysk facet siedzi w klubie i obserwuje dziewczyny

narod niewierny tworzy sie przez lata nasturcjo nasza

heksakosjoiheksekontaheksafobia

 

zgwałceni przez dresiarzy gejowskie opowiadania

dwóch geje nie mógł wyciągnąć kutas

pedzio gay z wytryskiem do paszczu

po co lizbijce facet?

 

wyścig szczurów sromo woro

mała mysz jak się nazywa

chłopiec dupczy owcę

 

szrom niewiesci

albertyna bdsm

13 do kutania

Yolanda: Entonces yo blablabla…

Tłumaczka: Rozmawialiśmy o poezji…

Co ciekawsze frazy wyszukiwarek (niemodyfikowane), po jakich trafiano na mrówkodzika z ostanich kilku tygodni w postaci krótkich wiązanek:

 

oderwane kulki analne co zrobic

czy geje się nie brudzą

jak pachnie kokorico

anus mundi

*

chcemy rewitalizowac znikajacy powszechny

trybadyzm

głowa w pipie porno

porno obleśne

*

nie umiem nawiązywać bliższych znajomości maturalna

czy podczas autofellatio opryszczka

od czego wzieło sie słowo ksobny

wyślij smsa klątwa

*

na co to jest jak biedronki wlatuja do domu

jak włożyć coś lub palec do pochwy

kategorie opisu fenomenologia

scenka rodzajowa samobojstwo

*

koncert w teatrze collegium nobilium

czystość w wc śmieszny wierszyk

jak zrobić zdjęcie stare

znowu ten kutas za barem

W katedrze na Krecie w czerwonej rokiecie

Grał klerykowi prepozyt na flecie.

A że flet krótki,

To słabe nutki

Niknęły w nawie jak woda w klozecie.

*

Na wyspie Cyprze grał raz na cytrze

Archimandryta Dymitry w mitrze.

Że wielki był ciężar mitry

Archimandryta Dymitry

Opierał co rusz o cytrę ją chytrze.

*

Raz w mieście Trieście na czeleście

Grał mnich odziany w szaty niewieście.

Gdy to zoczył na mszy opat,

Żar go taki uczuć dopadł

Że rzekł do wiernych: „Bierzcie i grzeszcie!”

 

[patrz też tutaj]

ja chcę fajne sny ostatnio ciągle jakieś nudy

muszę się budzić zmęczony szukaniem jakichś papierów ludzi

z tym pędem to skomplikowana sprawa ale jak napisałeś o kokonie

pomyślałem kokon spoko ale w sensie wiosennego wylęgania

czuję się bardziej rośliną na razie przynajmniej

[wiadomość na od Rubuka; "wersyfikacja" prawie niezmieniona]

Raz w samej archikolegiacie w Tumie

Grał organista w kobiecym kostiumie.

Proboszcz mu przyganiał:

“Nie do wytrzymania!

Z transwestytą pracować nie umiem!”

*

W mieście Turynie na spinettinie

Raz archidiakon grał w pelerynie.

A że z ministrantami

Lubił ćwiczyć parami,

Grali wszystko, co się nawinie.

*

Tuż przy Pigalle na wirginale

W zdobnym infułat grał pektorale.

A że złożył był śluby,

To – choć obok cheruby -

Tylko gorzkie mógł grywać żale.

*

Na fisharmonii raz w mieście Anjou

Grał prałat w kapie barwy oranżu.

By wzmóc chorały,

Deptał pedały,

Niczego nie chcąc w rewanżu.

 

—————————————-

[zainspirowane wymianą limeryków pod wpisem jesiennym i w ramach niej po części]

Podczas niedawnego wieczoru pieśni (bez tańca) u Wehwalta zanuciłem moją ulubioną passacaglię z Króla Artura Purcella, How Happy The Lover. Na co Wehwalt wyciągnął, nie zwlekając (!) The Fairy Queen tegoż i puścił mi bliźniaczą w pewnym sensie passacaglię czy ciacconę If love’s a sweet passion.

 

 

If Love’s a Sweet Passion, why does it torment?

If a Bitter, oh tell me whence comes my content?

Since I suffer with pleasure, why should I complain,

Or grieve at my Fate, when I know ’tis in vain?

Yet so pleasing the Pain, so soft is the Dart,

That at once it both wounds me, and tickles my Heart.

 

 

How happy the Lover,

How easy his Chain,

How pleasing his Pain!

How sweet to discover

He sighs not in vain.

For Love ev’ry Creature

Is form’d by his Nature;

No Joys are above

The Pleasures of Love.

 

In vain are our Graces,

In vain are your Eyes,

If Love you despise;

When Age furrows Faces,

’Tis time to be wise.

Then use the short Blessing,

That flies in Possessing:

No Joys are above

The Pleasures of Love.

[teksty raczej zrozumiałe, to nie tłumaczę, chociaż ten pierwszy kawałek anonimowego librecisty kojarzy mi się z Donne’em i może się kiedyś pokuszę]

Mrówk: Że bez realizacji, to jeszcze nie bez wpływu. Ja się kocham w jednym takim, i też bez wpływu na życie, w sensie: na codzienność, ale ogólnie z dużym wpływem. Ta rozpacz zaczyna mi się jakoś podobać.

Tajny D.: Ja od rozpaczy mam byłe związki, całą, dziękuję uprzejmie, kostniczkę. Jest to oczywiście kostniczka uprawna, zapładniająco duchowo, pozwalająca kontemplować cierpienia, hodować teksty i takie tam.

[appendix do poprzedniego wpisu z cytatem z Prousta o nieobecności , przypomniało mi się i wygrzebałem; definitywnie zatem nie ja pierwszy na to wpadłem]

L’absence n’est-elle pas pour qui aime la plus certaine, la plus efficace, la plus vivace, la plus indestructible, la plus fidèle des présences?

Czyż nieobecność nie stanowi dla kochającego najpewniejszej, najskuteczniejszej, najżywotniejszej, najodporniejszej, najwierniejszej ze wszystkich obecności?

[jakiś wiersz młodego Prousta, tłum. mrówk]

a ja ty i nie tylko pewnie,

no dobra, tak mi się teraz włączyło,

ale nie wiem czemu, jakoś teraz tak się porobiło,

pielęgniary w szpitalu też ciągle sprośne żarty o kozetkach,

był mój ulubiony szczurek pielęgniarz na izbie

ale to takie nieśmiałe jeszcze bardziej niż ja

no i tak to do soboty może przejdzie

tematów na pewno nie zbraknie

 

[wiadomość na od Rubuka; "wersyfikacja" prawie niezmieniona]

Z okazji prawie trzydziestego zestawienia fraz, które wpisawszy, goście na mrówkodzika trafiali –  wracam do dawnych dobrych zwyczajów i w formie wierszowej statystyki pomieszczam [frazy wyszukiwarki przytoczone w ich dokładnym brzmieniu, każda w osobnej linijce].

*

rudy chłopak

ssak z długim nosem

kiedy szedłem szukać szynki -

pokusa poznań

 

(huj to nie skowronek

kelner nosi ścierkę na

penis co urywa przy seksie

uprzedzenie fonologiczne)

 

kurwiska drogowe seks

ściskamy się

dupa odbyt larwa

pokusa poznań

 

wieczór solidarności polsko-węgierskiej wołomin

kurwa pod latarnią w łomży

czyn lubieżny

ściskamy się

 

dicho-wiersze

grzyby plath

pokusa poznań

nagi gej dziad

Się ostatnio wzruszam. Wykonanie specyficzne, na początku drażniące, ale warto się przyzwyczaić. Ten androgyniczny głos ma coś w sobie. No i tekst, kawałek poezji ludowej.

Najbardziej mnie rusza wspięcie się melodii w górę pasażykiem (D7 z 4 zam. 3, mówiąc technicznie). Słychać to na „dombrowy”, „iść kåzåł”,„-ka klénkli” itd.

 

Paśli pastérze woły na zielônej dombrowy.
Anioł sie im pokåzåł, do Betléjem iść kåzåł.
A ôni sie go zlénkli, jaz na kolanka klénkli.
Pytać sie go nie śmieli, gdzie Pana sukać mieli.
Jaze nad łônki zbiegli, tam do sopki przybiegli.
Znaleźli dziecie w złobie, nié miało nic na sobie.
[…]
Przez twoje narodzénie, däj grzéchów odpuscénie
A odpuściwsy złości, däj nåm zazyć radości.
Radości wiekuistéj, däjze nåm, Jezu Chryste.

[transkrypcja fragmentów ze słuchu przez mrówk, z wątpliwościami]

 

Jest też bardzo ładne opracowanie w polszczyźnie standardowej z muzyką a la wczesny XVI wiek:

 

Ponufry do mrówk à propos związków i przeżywania samotności:

no to wiem, ty jesteś romantyczny, ja nie bardzo.
chociaż jak mój eks nie dojadł kanapki to sobie ją schowałem do lodówki na pamiatkę

zapytany, czy to taka pogodna kpina, odparł:

no niestety nie jest to kpina. włożyłem ją do lodówki, gdzie uschła, a potem próbowałem zmienić ją w kryształ soli. to znaczy zawiązałem na niej nitkę i włożyłem do słoika, na którego dnie była bardzo zasolona woda. liczyłem na to, że obrośnie solą i będę miał ją na zawsze. ale potem, bo to już było po zerwaniu, stwierdziłem że jestem pojebany skoro to robię i wyrzuciłem ją do śmieci.

Skoro już o tym nie ma mowy, to pomieszczam specyficzny madrygał Gesualda, wraz z tłumaczeniem mrówk.


Moro, lasso, al mio duolo,
E chi può dar mi vita,
Ahì, che m’ancide e non vuol darmi aita!

O dolorosa sorte,
Chi dar vita mi può,
Ahì, mi dà morte!

Konam znużony wśród bólu,
A ten, co me życie ma w mocy,
Zabija mnie, skąpi pomocy.

O, mój bolesny losie,
Ten, co mógłby dać życie,
Ach, tylko mi śmierć przynosi.

Właśnie, to skoro o podsumowaniach mowa (pół żartem, bardziej serio). Długi wstęp. Śpiewać zaczynają po drugiej minucie, jakby co.


I’ vo piangendo i miei passati tempi
i quai posi in amar cosa mortale,
senza levarmi a volo, abbiend’ io l’ale
per dar forse di me non bassi essempi.

 Tu che vidi i miei mali indegni ed empi
Re del cielo, invisibile, immortale,
socorri a l’alma disviata e frale,
e ’l suo defetto di tua grazia adempi;

 sì che, s’io vissi ’n guerra ed in tempesta,
mora in pace ed in porto; e se la stanza
fu vana, almen sia la partita onesta.

 A quel poco di viver che m’avanza
ed al morir, degn’esser tua man presta:
tu sai ben che ’n altrui non ò speranza.

[Petrarca, CCCLXV]

Idę i płaczę nad mym dawnym życiem,
Które oddałem miłości na świecie,
W lot się nie wzbiłem, mając skrzydła przecież,
By się pokazać godnym należycie.

Ty, któryś widzał me niegodziwości,
O niewidzialny, wieczny niebios Królu,
Ratuj mą duszę zbłąkaną wśród bólu,
Jej słabość pokryj pełnią łaskawości

Tak, bym umierał w spokojnej przystani,
Przeżywszy burze i wojny; i  niechaj
Po próżnym życiu cny koniec nastanie.

W tej resztce życia, w ostatnich oddechach,
Gdy śmierć przybędzie, racz mi dać twe ramię:
W tobie jedynej nadziei pociecha.

[tłum. mrówkodzik]

Vrublini: „Iwaszkiewiczowski” się powinno pisać z małej, bo to przymiotnik, nie?

Mrówk: Jeśli odnosi się do konkretnych dzieł, dajmy na to, Mickiewicza to wielką literą, a jeśli do dzieł pokrewnych Mickiewiczowi – małą. Na przykład “Dziady Mickiewiczowskie” ale “mickiewiczowskie frazy u Dehnela”. Chociaż nie, czekaj, jeśli u Dehnela to musi być wielką literą.

Szostakowicz, Symfonia XIII Babi Jar, cz. 1.

 

Mój ulubiony fragment, pod spodem przekład filologiczny mrówk:

 

Мне кажется -

я – это Анна Франк,

прозрачная,

как веточка в апреле.

И я люблю.

И мне не надо фраз.

Мне надо,

чтоб друг в друга мы смотрели.

Как мало можно видеть,

обонять!

Нельзя нам листьев

и нельзя нам неба.

Но можно очень много -

это нежно

друг друга в темной комнате обнять.

 

Zdaje mi się, że jestem Anną Frank,

przeźroczystą jak pęd w kwietniu.

I kocham. I nie potrzebuję słów.

Musimy tylko patrzeć na siebie.

Jak mało można widzieć, nosem czuć!

Nie wolno nam mieć liści ani nieba.

Lecz można bardzo wiele mieć, to znaczy czule

Nawzajem objąć się w ciemnym pokoju.

 

[sł. J. Jewtuszenko, całość tekstu tutaj]

Pomieszczam jedyny niezły fragment złego filmu pt. Pół serio. Grubą nicią, choć miejscami udatne. Kto mnie zna, wie, czemu akurat ten fragment zwrócił moją uwagę. No i żeby nie było, że nie mam dystansu, hehe.

 

chuj tam nie słowik, to skowronek, suko,

ryja drze z rana, aż mu jebnę chyba

*

słowik to, a nie skowronek się zrywa,

i leci, leci na pysk – prosto w błoto

Vrublini przyniósł mi stosik książek do przeczytania. Wśród nich kilka rzeczy Jerzego Jarniewicza, krytyka i literaturoznawcy, tłumacza i znawcy literatury anglojęzycznej. Tłumaczy mi, czemu warto go poczytać:

- Z niego dowiesz się, kogo jeszcze można czytać. Kto się kim inspirował. Kto był Żydem i kogo nie czytać…

Seks jest korzeniem, erotyzm łodygą, a miłość kwiatem.Co jest owocem?

Owoce miłości są nieuchwytne i to jest właśnie jedna z jej zagadek.

Pochodzi to cudo z opisu kolesia z gejromeo.  Kiczowatość tego, hm, aforyzmu tak mnie zachwyciła, że poszperałem i przez angielski dotarłem do hiszpańskiego oryginału:

El sexo es la raíz, el erotismo es el tallo, y el amor la flor. ¿ Y el fruto ?

Los frutos del amor son intangibles. Éste es uno de sus enigmas.

Autorem jest Octavio Paz, literacki noblista z 1990.

I ostatnie z nagrań sonetów Szekspira do muzyki i w wykonaniu Rufusa Wainwrighta – sonet XLIII. Najodważniejsze harmonicznie, może się skojarzyć z późnymi pieśniami Brahmsa; przywodzi mi też na myśl niektóre pieśni Debussy’ego albo Poulenca.

 

When most I wink, then do mine eyes best see,
For all the day they view things unrespected;
But when I sleep, in dreams they look on thee,
And darkly bright are bright in dark directed.
Then thou, whose shadow shadows doth make bright,
How would thy shadow’s form form happy show
To the clear day with thy much clearer light,
When to unseeing eyes thy shade shines so!
How would, I say, mine eyes be blessed made
By looking on thee in the living day,
When in dead night thy fair imperfect shade
Through heavy sleep on sightless eyes doth stay!

All days are nights to see till I see thee,
And nights bright days when dreams do show thee me.

Kolejne nagranie Wainwrighta – sonet XXIX. Ciekawa harmonika, nie można się nudzić. Lżejszy niż poprzedni, to znaczy mniej ciężki. Za to mocny, jak hymn.

 

When, in disgrace with fortune and men’s eyes,
I all alone beweep my outcast state
And trouble deaf heaven with my bootless cries
And look upon myself and curse my fate,
Wishing me like to one more rich in hope,
Featured like him, like him with friends possess’d,
Desiring this man’s art and that man’s scope,
With what I most enjoy contented least;
Yet in these thoughts myself almost despising,
Haply I think on thee, and then my state,
Like to the lark at break of day arising
From sullen earth, sings hymns at heaven’s gate;

For thy sweet love remember’d such wealth brings
That then I scorn to change my state with kings.

Rufus Wainwright napisał muzykę do kilku sonetów Szekspira. I zrobił to naprawdę ciekawie; dla mnie na pograniczu dobrze pojętej eklektyzującej muzyki współczesnej, tzw. „poważnej” (co za kontrowersyjny sąd).Wybrałem trzy do pomieszczenia tutaj – XX, XXIX i XLIII.

Najpierw sonet XX – najsmutniejszy ze wszystkich w wersji Wainwrighta (zakończenie!), a przy okazji jeden z najciekawszych i najbardziej tajemniczych w całym zbiorze Szekspira.

 

A woman’s face with Nature’s own hand painted
Hast thou, the master-mistress of my passion;
A woman’s gentle heart, but not acquainted
With shifting change, as is false women’s fashion;
An eye more bright than theirs, less false in rolling,
Gilding the object whereupon it gazeth;
A man in hue, all ‘hues’ in his controlling,
Much steals men’s eyes and women’s souls amazeth.
And for a woman wert thou first created;
Till Nature, as she wrought thee, fell a-doting,
And by addition me of thee defeated,
By adding one thing to my purpose nothing.

But since she prick’d thee out for women’s pleasure,
Mine be thy love and thy love’s use their treasure.

Piosenka, nietypowo nieco, mi się podoba, głównie ze względu na bardzo trafiony tekst i modulację do moll w trzeciej strofie.

 

Cigarettes and chocolate milk
These are just a couple of my cravings
Everything it seems I like’s a little bit stronger
A little bit thicker
A little bit harmful for me

If I should buy jellybeans
Have to eat them all in just one sitting
Everything it seems I like’s a little bit sweeter
A little bit fatter
A little bit harmful for me

And then there’s those other things
Which for several reasons we won’t mention
Everything about them is a little bit stranger
A little bit harder
A little bit deadly

It isn’t very smart
Tends to make one part so broken-hearted

———————————————

Zapodane przez Wiewióra.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.