Archives for posts with tag: policja

Problem pojawił się w wyniku wieloletniego zaniedbania tego odcinka rzeki.

[reporter tvn24]

*

Ale męka – asfalt pęka

[z paska Polsatu]

*

Zawód: korespondent wojenny. Płeć: kobieta. Trudno to pogodzić, ale są takie, które próbują.

[prezenterka tvn24]

*

Kulisy funkcjonowania biurokratycznej machiny towarzyszącej każdej akcji specjalnej podejmowanej przez U.S.A. na całym świecie. C.I.A., N.S.A. i inne agencje współpracujące ze sobo, a jednocześnie rywalizujące o wpływy i pieniądze. Solidna serialowa produkcja z nigdy do końca nie docenionym Dennisem Hooperem w jednej z głownych ról. Dla polskich widzów specjalny smaczek, ponieważ głowny bohater major Tisnewski jest z pochodzenia Polakiem, poza tym pojawiają się i inne motywy związane z naszym krajem.

[opis serialu z iitv.info]

*

[Kobiety w policji] sprawdzają się, oczywiście. Tylko jest taki… Po roku, dwóch, trzech od przyjęcia do pracy, służby w policji kobiety są pylne, wiatropylne, jak to się mówi, one są. Zachodzą w ciążę i mamy już po służbie. […] Po roku [po powrocie z urlopu macierzyńskiego] są mniej efektowne. Mniej efektowne.

[Ignacy Krasicki, szef NSZZ Policjantów województwa opolskiego]

*

Ja na swoją sukę mówię „pieska”. Bo suka to brzmi pejoratywnie.

[Magdalena Środa, Babilon]

*

Czy chciałbyś, abyśmy częściej organizowali konkursy z pytaniami o komunikacji miejskiej, gdzie można wygrać drobny gadżet?

[ankieta ze strony ZTM]

Niedzielne popołudnie. Wychodzę i czekam na ulicy na rodziców. Mają podjechać za kilka minut. W bocznej uliczce parkuje czarny sportowy samochód. Wysiada niewysoki wyglądający na silnego mężczyzna koło trzydziestki. Proste czarne adidasy, dopasowane jeansy, czarna kurtka typu flek, wystaje biały kaptur bluzy dresowej. Na środku łysej głowy krótki szeroki irokez. Wygląd kibola, przywodzi na myśl niektóre produkcje wytwórni Cazzo. Za nim wyłania się drugi. Wysoki, bardzo muskularny, na obcisłym t-shircie skórzana kurtka. Ten przypomina raczej żołnierza mafii. Idą dość żwawym krokiem, wyglądają na ludzi, którzy mają coś do załatwienia.

Mijają mnie. Najdyskretniej jak mogę obracam za nimi głowę. Nagle ten wyższy odwraca się i podchodzi do mnie blisko, trochę za blisko. Niższy gdzieś znika. Robi mi się dziwnie. Wyższy miga odznaką. Wyciągam z uszu słuchawki (Fairy Queen Purcella) i robię pytającą minę.

- Dokumenty.

- Proszę.

- Długo pan tu stoi?

- Jakieś dwie minuty.

- Na pewno tylko dwie minuty?

- Tak, mieszkam w tym bloku, właśnie wyszedłem, czekam na rodziców. Proszę, jestem w marynarce, idziemy do teatru.

[rozchylam kurtkę, a on patrzy mi przez chwilę ze skupieniem w oczy]

- Dobrze.

[oddaje mi dowód osobisty i odchodzi szybkim krokiem]

Rodzice podjeżdżają po kilku chwilach. Opowiadam im, co zaszło, a właściwie nie zaszło. Matka mówi, że tego niższego widziała za rogiem i zwróciła uwagę na jego dziwne zachowanie. Jakoś tak chodził, kołysząc się, jakby szukał guza.

Jeszcze przez jakiś czas czuję się nieswojo. Gdyby było nie popołudnie, a późny wieczór, nie miałbym marynarki, tylko bluzę z kapturem, i nie był trzeźwy, tylko po paru piwach, to nie jestem pewien, czy zadawaliby pytania.

Wczoraj wczesnym wieczorem, koło osiemnastej. Wracam od Michchała, idę od strony Teatru Wielkiego. Mijam po drodze kilkanaście wozów policyjnych, z tych większych. Przechodzę Świętokrzyską, tuż przy Poczcie Głównej. Okazuje się, że jest jakaś manifestacja. Dużo młodych ludzi, głównie chłopaków, o dresowato-kibolowatym wyglądzie. Pytam kogoś stojącego z boku, z jakiej okazji ta demonstracja i dowiaduję się, że chyba chodzi o niepodległość Kosowa.

Jestem umówiony z Vrublinim, który już na mnie czeka, więc postanawiam nie zmieniać trasy i przechodzę koło tłumu ulicą Jasną. Po lewej mam tych podejrzanych demonstrantów (szaliki jakieś dziwne, a flagi w kolorach bieli, czerni, niebieskie i zielone, co budzi nie najlepsze skojarzenia), a po prawej, pół metra ode mnie, stoi w dwóch rzędach kilkudziesięciu policjantów w hełmach i z tarczami. Jeżą mi się włosy na karku, gdy zdaję sobie sprawę, że jestem niejako między młotem a kowadłem, ale jest spokojnie i bez problemu docieram do domu. Myślę przez chwilę, jak musieli się czuć ludzie w czasie stanu wojennego. Ale tylko przez chwilę.

Dziś czytam o wczorajszej manifestacji w Wyborczej:

Na Nowym Świecie, niedaleko lokalu „Krytyki Politycznej”, wodzirej zaśpiewał: „A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści”. Tył manifestacji dodał: „I pedały też”. Kiedy kolumna maszerujących przechodziła obok Nowego Wspaniałego Świata, w okna kawiarni poleciały petardy, race, grudy śniegu i kamienie. Jeden roztrzaskał szybę. Policjanci, którzy otwierali, zamykali demonstrację i zabezpieczali ją po obu stronach, nie interweniowali. Czekali, aż marsz przejdzie dalej. Przez ten czas trwało torpedowanie kawiarni, a nacjonaliści skandowali: „Gdzie macie Niemców?”, „Antifa łowcy HIV-a”. Tego samego wieczoru Marcin Mrozek z biura prasowego policji stwierdził, że „nie ma przesłanek, które wskazywałyby, że związek ze zdarzeniem miały osoby biorące udział w zgromadzeniu”.

Całość do przeczytania tutaj.

Mrówk do policjantów: - A te hiacynty tak nam pięknie rosną, bo podlewamy je wódką z narkotykami.

Rubuk: - I z moczem!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.