Archives for posts with tag: Rubuk

„Ty stara dziwko” – chciałem napisać, lecz potem pomyślałem, że to zbyt autorefleksyjne, w gruncie rzeczy.

rozważam mikrosensy, też z myślą by całość skrócić
sens makro istnieje, co wiem na rozum,
choćby dlatego że kiedyś go czułem.
pomęczę się trochę i wróci

[Rubuk, standardowo z rozpędu we wiadomości]

- Oho, czuję, że będę miał dziś z nim fantazje seksualne.

- Dobrze ci tak!

Wychodzimy z Rubukiem z teatru już po zapadnięciu zmroku. W powietrzu czuć początki wiosny; dłużej nie da się ich lekceważyć, nawet gdyby chcieć. Ale kto by chciał!

Tu chłopak przemknie na hulajnodze, tam pokołysze się w czapce. Tu biegnie, tam się włóczy. Tu sam, a zaraz obok w grupce.  Wszędzie ich pełno.

Bo to jest ta godzina, gdy chłopaki wylegają na ulice. Tak naprawdę pewnie nie jest ich o tej porze więcej niż o wielu innych porach. Ale jakaś szczególna dyspozycja umysłu sprawia, że łatwiej ich dostrzec. Trudniej nie dostrzec.

Można sobie połazić.

ja chcę fajne sny ostatnio ciągle jakieś nudy

muszę się budzić zmęczony szukaniem jakichś papierów ludzi

z tym pędem to skomplikowana sprawa ale jak napisałeś o kokonie

pomyślałem kokon spoko ale w sensie wiosennego wylęgania

czuję się bardziej rośliną na razie przynajmniej

[wiadomość na od Rubuka; "wersyfikacja" prawie niezmieniona]

Polecam Rubukowi obejrzenie Żelaznej damy:

Jakiś czas temu widziałem francuską komedię o źle przetłumaczonym tytule Przepis na miłość (oryg. Les émotifs anonymes – anonimowi wrażliwcy). Wybuchłem potężnym śmiechem w pierwszej minucie. Na Żelaznej damie łzy w oczach miałem chyba w czwartej. To o czymś świadczy. Oczywiście poza tym, że jestem sentymentalnym histerykiem.

*

Rubuk o reakcji swojego faceta na wzmiankę o Żelaznej damie:

On na to hasło: “A co to, jakiś film o torturach…? To prawie jak żelazna dziewica tylko trochę zardzewiała, no i ma dłuższe kolce.”

a ja ty i nie tylko pewnie,

no dobra, tak mi się teraz włączyło,

ale nie wiem czemu, jakoś teraz tak się porobiło,

pielęgniary w szpitalu też ciągle sprośne żarty o kozetkach,

był mój ulubiony szczurek pielęgniarz na izbie

ale to takie nieśmiałe jeszcze bardziej niż ja

no i tak to do soboty może przejdzie

tematów na pewno nie zbraknie

 

[wiadomość na od Rubuka; "wersyfikacja" prawie niezmieniona]

Rubuk o wiadomości od Lotte:

Poprzedni sms, który od niej dostałem, zawiesił mi telefon; ale tam była śnieżno-mglista pustka, to tak mogło.

Lotte o Rubuku:

Jak się porusza po swoim mieszkaniu, to on wykonuje ruchy Browna.

————————————————————–

Ponadto podobno jest to zakaźne, zaraźliwe.

Historia z wiadrem jest taka mianowicie: Dawno, dawno temu istniała w Fortach budowla, zwana Magazynem Żelazek. Z niejasnych powodów zgromadzono w niej stare żelazka, trochę tylko nowszej konstrukcji niż te z duszą. Leżały sobie w pudłach, a gdzieniegdzie i luzem, w towarzystwie znacznej ilości guzików. Takich od mundurów, tyle że bez nich, tudzież korony na orzełku. I tak sobie to było przez jakiś czas.

Któregoś razu gdy tam byłem, żelazka znikły, następnie również guziki. Później zaś Magazyn zniszczono, metodą podpalenia, i w takiem stanie jest sobie do dziś. Poprzednio panowała w nim sadza i pustka, ale gdy byliśmy tam z Karo, znaleźliśmy, pośród morza czerni, na samym jej środku, Wiadro.

Stało sobie, jakby nigdy nic, z dużą, jak na pogodę, ilością wody w środku. Uznaliśmy zatem, że musi ono posiadać jakieś Specjalne Znaczenie; dość szybko zaszedł konsensus, iż służy ono do wywołania zakłóceń w Matrixie, tylko nie wiedzieliśmy co należy dokładnie z nim zrobić. Jedyna Sensowna Operacja, którą udało nam się wymyślić, polegała na wywołaniu Fali Stojącej, co dość szybko, acz z pewną nieśmiałością, uczyniliśmy. Stało się Nic, albo przynajmniej tak nam się wydawało, w zakresie naszej skromnej Percepcji.

[opowieść przysłana przez Rubuka w odpowiedzi na moje pytanie, o co chodzi z pełnym wody plastikowym wiadrem, które jest na jednym z jego zdjęć; za łaskawym pozwoleniem Rubuka pomieszczam]

Z okazji tzw. urodzin mrówkodzika, przybyli do niego Lotte, Rubuk i Herr Krullick. Żubr przygotował znakomity ratatouille (dziękuję, Żubru!), było wino i śpiew z odtwarzacza.

Mrówk, jak to nierzadko bywa podczas imprez, sprawdzał coś w słowniku poprawnej polszczyzny. Natrafił tam niechcący na pedofilskie hasło nóżęta.

nóżęta [...] pieszczot. “nogi, zwłaszcza dziecka”

Potem sąsiedzi walili w ścianę (po 23) bo im bachory podobno nie mogły spać. Mrówk skomponował na tę okazję wierszyk-klątwę:

Ścierpną nóżęta dziecięciu za ścianą,

Przestanie mu bić serduszko;

Rodzice sami bez dziecka zostaną,

Gdy krew popłynie zeń strużką.

Spontaniczne spotkanie na spokojnie (co za aliteracja!) u mrówk. Lotte dość cicho mówi coś do Rubuka, siedząc półtyłem do mrók. Było to coś w rodzaju: “… na chwilkę jedną”. A głuchowaty mrówk usłyszał:

Ruchaj mnie brudną kredką.

Rubuk, kilka lat temu, w mieszkaniu mrówk na Ochocie, patrząc na resztki zioła w fifce, sentencjonalnie:

- Dopaliło się.

Miej mnie na baczności.

 

[Rubuk, idąc w tany]

Rubuk: To ja idę z nim zatańczyć.

Mrówk: Thou hast my blessing.

Rubuk: I’ve got mine own, and that’s the best part of it!

Rubuk:

Mam predyspozycje do bycia psychopatą i hochsztaplerem.

Mrówk i Rubuk rozmawiają o jakimś kolesi w Galerii:

 

Mrówk: Czy on ma porażenie VII nerwu?

Rubuk: Ale że obustronne?

Mrówk: No nie wiem, może tylko prawostronne.

Rubuk: Nie, pewnie po prostu jest mocno pijany.

Seks niepewny,

seks wątpliwy,

seks niepożądany,

seks niemożliwy.

 

[Rubuk, oceniając czterech kolesi przy barze]

Miał dwadzieścia sześć lat

i na imię jakoś tam.

 

[Rubuk o chłopaku z dawniejszej przeszłości]

 

Rubuk snuje rozważania na temat sadomasochizmu:

“[...] zastanawiam się, na ile warto się rozpuścić oraz czy przypadkiem BDSM i seks z obcymi nie łączą elementu bardziej obiektowego podejścia do … no cóż, obiektu.”

:-D

Rubuk o uzależnieniach:

- Byłby ze mnie świetny alkoholik, gdybym nie był narkomanem.

Rozmowa podczas pożegnalnej parapetówki u mrówk:

Rubuk: ... i ewentualnie potem byśmy poszli do “Powiększenia”.

Mrówk:  Antonioniego?

Rubuk: A nie wiem, co tam powiększają.

Mrówk do policjantów: - A te hiacynty tak nam pięknie rosną, bo podlewamy je wódką z narkotykami.

Rubuk: - I z moczem!

Mrówk do Rubuka: A jak tam w Instytucie Śmierci i Nędzy?

Rubuk: A co masz na myśli?

Mrówk: No, Instytut Psychiatrii i Neurologii.

Rubuk: Aaa, a myślałem, że moje mieszkanie.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.