Archives for posts with tag: smutne

 

Skarżyła mi się wujenka, że gdy kocha wuj, to męka.

Zadręczały ją te szały i brewerie.

Za to radość niepomierną niosła jej wuja niewierność,

Bo jej całą zawdzięczała biżuterię.

Hop, hop, hejże ha! Całą biżuterię.

 

Złotą broszę za tę Olę, co z nią młócił wuj w stodole.

Bransoletę za konkietę madame Lili.

A ten pierścień ze szmaragdem to wuj wujnie dał za Magdę,

Gdy go w życie z nią o świcie wykosili.

Hop, hop, hejże ha! W życie wykosili.

 

Cud pektorał wuj na święta kupił wujnie za bliźnięta,

Co je wzięła z nim poczęła panna Zocha.

Krzyżyk z kości i emalii – za tę praczkę, co do balii

Głową wpadła, gdy ją z nagła wuj pokochał.

Hop, hop, hejże ha! Z nagła wuj pokochał.

 

Wachlarz z pereł i szyldkretu – za szantezę z kabaretu.

A egretkę za subretkę Teklę Pośpiech.

Brylantową aureolę dał wuj wujnie za pacholę,

Gdy zabronił mu kanonik kobiet w poście.

Hop, hop, hejże ha! Ksiądz kanonik w poście.

 

Aż szafując zdrowiem bujnem wuj odumarł Hanię – wujnę.

Pewnej doby wpadł w choroby na ostatek.

A gdy zapalała świéce, to wuj jeszcze – siostrzenicę…

Po czym – Haniu – szepnął – za nią to już spadek.

Hop, hop, hejże ha! Wieczny odpoczynek.

 

Stabat Mater Giovanniego Sancesa vel Sanciego. Śpiewa Carlos Mena.

 

Dry those eyes which are o’erflowing,

All your storms are overblowing.

While you in this isle are biding,

You shall feast without providing,

Ev’ry dainty you can think of,

Ev’ry wine that you can drink of,

Shall be yours and want shall shun you,

Ceres’ blessing too is on you.

 

——————————

Podrzucone przez Tazia

Okulary Kleofasa uległy jakiś czas temu zniszczeniu. Wciąż nie daje rady zrobić sobie nowych. Widzi bez nich na tyle dobrze, że radzi sobie w pracy i codziennych czynnościach, ale pewne szczegóły mu umykają. Mówi:

 - Kiedy spotykam kogoś w okularach, to pytam o wadę i jak się zgadza, to zakładam, żeby zobaczyć na chwilę świat.

 

 

Ja: Czarny przypływ nie nadchodzi?

Michał: S.: Nie mów. Powiedz jakieś zdanie, do którego mógłbym się odnieść.

 

 

 

 

 

L’absence n’est-elle pas pour qui aime la plus certaine, la plus efficace, la plus vivace, la plus indestructible, la plus fidèle des présences?

Czyż nieobecność nie stanowi dla kochającego najpewniejszej, najskuteczniejszej, najżywotniejszej, najodporniejszej, najwierniejszej ze wszystkich obecności?

[jakiś wiersz młodego Prousta, tłum. mrówk]

Polecam Rubukowi obejrzenie Żelaznej damy:

Jakiś czas temu widziałem francuską komedię o źle przetłumaczonym tytule Przepis na miłość (oryg. Les émotifs anonymes – anonimowi wrażliwcy). Wybuchłem potężnym śmiechem w pierwszej minucie. Na Żelaznej damie łzy w oczach miałem chyba w czwartej. To o czymś świadczy. Oczywiście poza tym, że jestem sentymentalnym histerykiem.

*

Rubuk o reakcji swojego faceta na wzmiankę o Żelaznej damie:

On na to hasło: “A co to, jakiś film o torturach…? To prawie jak żelazna dziewica tylko trochę zardzewiała, no i ma dłuższe kolce.”

Zakłułam się tarnem z Tabulatury Jana z Lublina.

Tak to się najwyraźniej pisało po polsku w pierwszej połowie XVI wieku.

A tak marznięty chłopiec gra na organach dzisiaj.

 

Christ lag in Todesbanden to moja ulubiona kantata, a może raczej: w jakimś sensie najważniejsza. Zamieszczałem już kiedyś na dziku moje tłumaczenie trzech pierwszych versus oraz linki do dobrego wykonania, które się zdążyły zdezaktualizować, więc poprawiałem, w sumie na lepsze.

Dziś wykonanie zupełnie inne. Dyryguje Richter, więc jest mocno organowo. Bardziej ociężale, nie na starych instrumentach i z chórem zamiast solistów. Ale chociażby dla tych organów warto posłuchać (jest to versus II – Den Tod niemand zwingen kunnt’)

 

Stoję sobie smętnie w klubie, nie spotkawszy jeszcze akurat tego wieczora nikogo znajomego. Na kanapie nieopodal siedzi niebrzydki, ale nieco groźnie wyglądający chłopak w stylu dresowatym (z tych, co oczy może oderwać trudno, ale do domu by się takiego nie zabrało). Zerka na mnie ze dwa razy bez zainteresowania, coś tam klika na telefonie. Po trasach jego wzroku widać, że zdecydowanie bardziej niż rówieśnicy interesują go starsi mężczyźni.

Po paru chwilach podchodzi do mnie starszy ode mnie o dobre trzydzieści lat względnie bliski znajomy, którego pojawienie się jest zwykle gwarancją, że nie będę się nudził, że będzie można porozmawiać ciekawiej i poważniej niż to zwykle w klubach. Witamy się niezbyt wylewnie; można by pomyśleć, że się nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Chyba pyta mnie, czy mam ochotę się czegoś napić. Sam pija głównie koniak, najchętniej w imponującym pękatym kieliszku, o ile mają taki na barze. Rozmawiamy przez moment półgłosem.

Chłopak z kanapy obserwuje. Zanim oddalę się ze znajomym ku barowi, patrzę mu na krótko w oczy i po raz pierwszy widzę w nich coś na kształt zainteresowania. Nie, nie zainteresowania. Solidarności. Znużonego zrozumienia.

We must do lunch sometime often means:

I don’t care if I never see you again.

[Herbert Paul Grice]

i tak patrzył tymi oczami, i chciał do mnie jechać ze mną, a ja wpadłem w smutki i mówiłem mu, że nie wiem, czy chcę, bo on mi ucieknie i te jego oczy też, i to bez sensu. ale wreszcie pojechaliśmy do mnie i było miło. i uciekł

[wiadomość mrówk o Zs. do Lotte]

I

Jadę metrem. Czynię to raz w tygodniu, mniej więcej regularnie, i to w godzinach szczytu popołudniowego. Nienawykły do panującego o tej porze tłoku, chłonę otoczenie, o ile nie śmierdzi. Chociaż wtedy niejako chłonę bardziej, no i tym silniej próbuję się skupić na tym, co pociąga, przyciąga, odciąga; zajmuje, cieszy.

Dziś w metrze chłopak, na oko 18-20 lat. Średnioblond długawe włosy, na nich słuchawki z pałąkiem. Ciemnoniebieskie oczy z silnie rozszerzonymi źrenicami. Górna warga nieznacznie wysunięta, co nadaje wygląd lekko kojarzący się z mrówkojadem (jednak bez większego nosa skojarzenie może być co najwyżej połowiczne). Stoi pół metra ode mnie. Mimo to – a może właśnie dlatego – nie patrzy na mnie. Ani razu.

Pomyślałem z bezbrzeżnym smutkiem znamionującym przeczucie nadchodzącej straty, że z biegiem lat staję się coraz większym efebofilem. Może poniekąd na mocy definicji. Ale jakoś wcześniej, szybciej, bardziej.

II

W tym samym czasie Wehwalt wysyła do mnie smsa. Jest na próbie w filharmonii. Widzi słodkiego młodego blondyna, który śpiewa i tańczy w przedstawieniu, na które mam iść wieczorem: chłopak siedzi w sportowym ubraniu na podłodze i coś komuś tłumaczy.

Że ów blondyn jest moim równolatkiem, dowiaduję się później, przejrzawszy program przedstawienia i wyszukawszy go w internecie.  Nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy martwić.

III

Niedawno w Galerii. Siedzi sobie z bardzo atrakcyjną dziewczyną najładniejszy bodaj chłopak w klubie (jak się potem okazało – klasa maturalna). Skejciorek, niezbyt chłopięcy, ale świeży; wyraźnie męski, ale nie maczo. Ktoś nas ze sobą poznaje, zaczynamy rozmawiać o niczym. Jego dziewczyna okazuje się studentką I roku anglistyki, pyta, co robię. Wydaje się tym zafascynowana, tym bardziej, że z miejsca odpowiadam jej na jakieś pytanie językowe, na które nie mogła znaleźć nigdzie odpowiedzi. (Bo nie umie szukać, a nie dlatego żeby było takie trudne.)

Widzę w jej oczach, że na mnie leci, nie może oderwać ode mnie wzroku. Ja gapię się na jej faceta, który w zasadzie nie zwraca na mnie uwagi. Jak z opowiadania Iwaszkewicza à rebours: nie mogę mieć jego, więc mam chociaż ją, którą ma on, a która nie może mieć mnie.

Chłopak mówi, że mam fajne buty. Dziękuję i schylam się lekko, żeby zerknąwszy na jego, móc odwzajemnić komplement. Gdy się obaj pochylamy, zderzamy się daszkami niemal identycznych czapek i, uniósłszy szybko  głowy, wybuchamy śmiechem.

IV

Nie wchodzi mi alkohol, moje w połowie wypite piwo stoi smętnie na barze. Chłopak pyta mnie, czy może się napić. Ja mówię: proszę, weź, ja już nie będę pił. Najwyżej potem zamówię następne.

Bierze, pije.

Aschenbach brudzi młodego chłopca uszminkowanymi ustami.

——————————————-

[tytuł i tematyka - patrz: forewerjang]

Skoro już o tym nie ma mowy, to pomieszczam specyficzny madrygał Gesualda, wraz z tłumaczeniem mrówk.


Moro, lasso, al mio duolo,
E chi può dar mi vita,
Ahì, che m’ancide e non vuol darmi aita!

O dolorosa sorte,
Chi dar vita mi può,
Ahì, mi dà morte!

Konam znużony wśród bólu,
A ten, co me życie ma w mocy,
Zabija mnie, skąpi pomocy.

O, mój bolesny losie,
Ten, co mógłby dać życie,
Ach, tylko mi śmierć przynosi.

A to Vrublini mi pokazał. Pierwsze wrażenie nie najlepsze. Zaczyna się jak dicho, chłopak brzydki, tekst banalnawy. Ale to taki kawałek, że jak się go słyszy (tzn. jak ja go słucham) po raz drugi, to mam ochotę na trzeci i piąty. Oczywiście dlatego, że smętny, wypełniony pustką i poczuciem zawiedzenia.

Tu tekst jest istotny, to przetłumaczę może ważniejsze kawałki:

qui dit étude dit travail

qui dit taf te dit les thunes

qui dit argent dit dépenses

qui dit crédit dit créance

qui dit dette te dit huissier

oui dit assis dans la merde

qui dit amour dit les gosses

dit toujours et dit divorce

kto mówi studia mówi praca

kto mówi praca mówi kasa

kto mówi pieniądze mówi wydatki

kto mówi kredyt mówi wierzyciele

kto mówi dług mówi komornik

tak mówi siedząc w gównie

kto mówi miłość mówi dzieci

mówi zawsze i mówi rozwód

qui dit proches te dit deuil

car les problèmes ne viennent pas seuls

qui dit fatigue dit réveil

[...]

alors on sort pour oublier

tous les problèmes

alors on danse

kto mówi bliscy mówi żałoba

bo problemy chodzą grupami

kto mówi zmęczenie mówi budzik

[…]

więc wychodzimy żeby zapomnieć

o wszystkich problemach

i tańczymy

et là tu te dis que c’est fini

car pire que ça ce serait la mort

[…]

et puis tu pries pour que ça s’arrête

mais c’est ton corps c’est pas le ciel

alors tu te bouches plus les oreilles

et là tu cries encore plus fort

et ça persiste

 

a wtedy mówisz sobie że to koniec

bo gorzej to już tylko śmierć

i modlisz się żeby się skończyło

ale to ciało a nie niebo

więc jeszcze mocniej zatykasz uszy

i jeszcze głośniej krzyczysz

a to nadal trwa

Barman: A co słychać u twojego byłego?

Mmch: Ja poszedłem w karierę, a on w życie.

Teraz jej oczy, usta, całe ciało wyrażały tylko zmęczenie. Może była chora i bała się ataku choroby? Ludzie, którzy wiedzą, że nieuchronnie nadejdą cierpienia, mają taki właśnie tępy i napięty wyraz twarzy narkomana czekającego na nową dawkę narkotyku.

[G. Simenon Maigret i trup w kanale]

Moja racja żywnościowa (śniadanie) ze szpitala sprzed paru lat.

Postanowiłem czasem sobie pogrzebać w pamięci, by wyciągnąć co ciekawsze/ważniejsze dla mnie kawałki tekstów, muzyki i muzyki z tekstem i pomieszczać. Zaczniemy od tego.

Film – Tańcząc w ciemnościach – polecam w całości, jak ktoś nie widział. Jest w mojej pierwszej trójce. W sensie formalnym jest to musical, hehe, ale taki, że można dostać palpitacji… Bardzo niemusicalowy.

Tekst tej piosenki jest niebylejaki. W sumie gdybym nie wiedział, że to piosenka Bjork, to czytając, o autorstwo mógłbym podejrzewać Whitmana albo Audena czy Plath.

 

[…]

 You haven’t seen elephants, kings or Peru!
I’m happy to say I had better to do
What about
China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn’t fall!

[…]

You’ve never been to Niagara Falls?
I have seen water, its water, that’s all…
The
Eiffel Tower, the Empire State?
My pulse was as high on my very first date!

[…]

I’ve seen what I chose and I’ve seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I’ve seen what I was and I know what I’ll be
I’ve seen it all – there is no more to see!

[...]

Niezwykle mocna piosenka Billie Holiday. Warto się przyjrzeć znakomitemu tekstowi.

 

Strange fruit

Southern trees bear strange fruit,
Blood on the leaves and blood at the root,
Black bodies swinging in the southern breeze,
Strange fruit hanging from the poplar trees.

Pastoral scene of the gallant south,
The bulging eyes and the twisted mouth,
Scent of magnolias, sweet and fresh,
Then the sudden smell of burning flesh.

Here is fruit for the crows to pluck,
For the rain to gather, for the wind to suck,
For the sun to rot, for the trees to drop,
Here is a strange and bitter crop.

I ostatnie z nagrań sonetów Szekspira do muzyki i w wykonaniu Rufusa Wainwrighta – sonet XLIII. Najodważniejsze harmonicznie, może się skojarzyć z późnymi pieśniami Brahmsa; przywodzi mi też na myśl niektóre pieśni Debussy’ego albo Poulenca.

 

When most I wink, then do mine eyes best see,
For all the day they view things unrespected;
But when I sleep, in dreams they look on thee,
And darkly bright are bright in dark directed.
Then thou, whose shadow shadows doth make bright,
How would thy shadow’s form form happy show
To the clear day with thy much clearer light,
When to unseeing eyes thy shade shines so!
How would, I say, mine eyes be blessed made
By looking on thee in the living day,
When in dead night thy fair imperfect shade
Through heavy sleep on sightless eyes doth stay!

All days are nights to see till I see thee,
And nights bright days when dreams do show thee me.

Kolejne nagranie Wainwrighta – sonet XXIX. Ciekawa harmonika, nie można się nudzić. Lżejszy niż poprzedni, to znaczy mniej ciężki. Za to mocny, jak hymn.

 

When, in disgrace with fortune and men’s eyes,
I all alone beweep my outcast state
And trouble deaf heaven with my bootless cries
And look upon myself and curse my fate,
Wishing me like to one more rich in hope,
Featured like him, like him with friends possess’d,
Desiring this man’s art and that man’s scope,
With what I most enjoy contented least;
Yet in these thoughts myself almost despising,
Haply I think on thee, and then my state,
Like to the lark at break of day arising
From sullen earth, sings hymns at heaven’s gate;

For thy sweet love remember’d such wealth brings
That then I scorn to change my state with kings.

Piosenka, nietypowo nieco, mi się podoba, głównie ze względu na bardzo trafiony tekst i modulację do moll w trzeciej strofie.

 

Cigarettes and chocolate milk
These are just a couple of my cravings
Everything it seems I like’s a little bit stronger
A little bit thicker
A little bit harmful for me

If I should buy jellybeans
Have to eat them all in just one sitting
Everything it seems I like’s a little bit sweeter
A little bit fatter
A little bit harmful for me

And then there’s those other things
Which for several reasons we won’t mention
Everything about them is a little bit stranger
A little bit harder
A little bit deadly

It isn’t very smart
Tends to make one part so broken-hearted

———————————————

Zapodane przez Wiewióra.

Mało gdzie można w tak czystej formie zaobserwować to, co tak szczególnie mnie porusza – deklaracje nadziei (…shall all your cares beguile…), w którą wypowiadający się ewidentnie nie wierzy, której nie ma. Wystarczy posłuchać, żeby nie mieć co do tego wątpliwości. Poniżej wykonanie Dellera i, jak zwykle, Scholla.

 

 

Music for a while
Shall all your cares beguile.
Wond’ring how your pains were eas’d
And disdaining to be pleas’d
Till Alecto free the dead
From their eternal bands,
Till the snakes drop from her head,
And the whip from out her hands.

Można jeszcze zerknąć na to wykonanie Doultona, choć szkoda trochę, że przy From their eternal bands śpiewa sekundy wielkie zamiast małych, co trochę odbiera ponurego dramatyzmu.

—————————————————-

Podziękowania dla Lotte za przypomnienie mi tego kawałka i pokazanie go w wykonaniu Dellera.

Capriccio sopra la lontananza del fratello dilettissimo czyli “Kaprys na wyjazd ukochanego brata” Bacha (BWV 992). Szczególnie polecam lament (w formie, jakżeby inaczej – passacaglii), początek w 3’49″. Gra Rinaldo Alessandrini.

 

——————————————————

Ogromne podziękowania dla Szamka za pokazanie mi tego utworu.

Pierwsze takie od czasów Nie niszczmy jamniczka, jakie widziałem.

nagle całkiem nieoczekiwanie następuje wzruszenie

na zasadzie: a więc ty jesteś taki,

a ja myślałem że ty jesteś owaki,

ja ci tak zazdrościłem przez cały czas,

a ty też płakałeś

[autorką scenariusza, lalek, animacji i lektorką jest Natalia Brożyńska]

Trafiłem na to przypadkiem i słucham tego w kółko jak hm, no właśnie, modlitwy („mantra” mi się raczej średnio kojarzy). Nie mogę się oderwać.  Autentyzm, mięsistość i bezkompromisowość poetyki języka cerkiewnosłowiańskiego w takich przypadkach robią na mnie szczególne wrażenie.

Благослови, душе моя, Господа,

благословен еси Господи.

Благослови, душе моя, Господа,

и вся внутренняя моя имя Святое Его.

Благослови, душе моя, Господа,

и не забывай всех воздаяний Его,

очищающаго вся беззакония твоя,

исцеляющаго вся недуги твоя,

избавляющаго от истления живот твой,

венчающаго тя милостию и щедротами,

исполняющаго во благих желание твое:

обновится яко орля юность твоя.

Щедр и Милостив Господь,

Долготерпелив и Многомилостив.

Благослови, душе моя, Господа,

и вся внутренняя моя имя Святое Его.

Psalm CII (CIII)

[Benedic, anima mea, Domino, et omnia quæ intra me sunt nomini sancto eius.
Benedic, anima mea, Domino, et noli oblivisci omnes retributiones eius.
Qui propitiatur omnibus iniquitatibus tuis; qui sanat omnes infirmitates tuas:
qui redimit de interitu vitam tuam; qui coronat te in misericordia et miserationibus:
qui replet in bonis desiderium tuum; renovabitur ut aquilæ iuventus tua:
[...]
Miserator et misericors Dominus : longanimis, et multum misericors.]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.