Archives for posts with tag: stan nagannego upojenia alkoholowego

- Jak nogi odmawiają posłuszeństwa, to nie ma co iść na nogach. 

Na ulicy. Jeden taki, przeginając się straszliwie, mówi:

- Miałyśmy pójść tylko na herbatę, a jak zwykle wracamy najebane!

Bu go strofuje, więc ten powtarza męskim głosem:

- …a jak zwykle wracamy najebane!

 

[opowiedziane przez Bu]

Szczeniak coś komentując, chyba polską piosenkę na Euro 2012, z rozpędu:

- Kwa, kwa, kwa, kwa – gdaczą gęsi.

- Byliśmy naćpani i wyrywaliśmy sobie nawzajem włosy.

- Ale dlaczego?

- No co, nie zawsze byłem dojrzałym statecznym człowiekiem.

*

- Otwieram szafkę w łazience, a tam dziesięć narkotyków!

*

- Idę się oddać i zaraz wracam.

- Idziesz się co?!

- Idę się odlać i zaraz wracam.

Budzę się koło południa, chyba już trzeźwy. Wydaje mi się, że czuję na sobie czyjś zapach. Chyba nie spałem sam. W pościeli wala się mała brązowa buteleczka.

Jak on mógł mieć na imię? Nie zostawił telefonu. Pamiętam, było ich tam dwóch, bardzo podobnych do siebie, obaj w okularach. Nie jestem pewien, z którym z nich wróciłem do domu. A może jednak mi się śniło, a zapach rzeczywiście się tylko wydaje?

Wstaję. Podnoszę rolety. Na stole pudełko zapałek. Nie palę. Na szafce nocnej leżą okulary, proste, w minimalistycznych oprawkach. Nie noszę okularów.

Zakładam je na chwilę. Wada nie jest duża, ale do czytania się dla mnie nie nadają. Za to wyraźniej widzę w nich dalekie budynki, na które mam widok z okna.

Bax: Ja miałem ostatnio jedenastoletnią dziewczynę. Tzn. jedenaście lat ode mnie młodszą.

Ja: Nie martw się, ja powiedziałem coś kiedyś głośno o moim ośmioletnim chłopaku. Tzn. takim, z którym byłem przez prawie osiem lat.

Ja: Czarny przypływ nie nadchodzi?

Michał: S.: Nie mów. Powiedz jakieś zdanie, do którego mógłbym się odnieść.

Jakiś w zasadzie nieznajomy w pubie:

 - Idziesz, dziwko?

I poszłem, li tylko hommage à Lotte von Kirschenstein. No bo jak!

Mrówk: Jak masz na imię?

Dresik: [mówi niewyraźnie]

Mrówk: Jak?

Dresik: [znów niewyraźnie]

Mrówk: Magiel?

Dresik: Magiel.

Mrówk: Magiel!?

Dresik: Daniel!

Mrówk: Masz zapalenie zatok?

Dresik: Nie, jestem naćpany. 

[opowiada znajomy]

*

Byłem pijany i wracałem taksówką. Fenomenalny taksówkarz! No i złożyłem mu propozycję. Powiedział, że nie robi takich rzeczy w godzinach pracy, to powiedziałem, żeby wszedł na drinka. Wtedy powiedział, że ma żonę i dzieci i zaczął płakać.

*

Wracaliśmy razem po imprezie i weszliśmy na stację benzynową kupić wódkę i papierosy. Tacy rozweseleni i przytuleni. Sprzedawca, podając nam zakupy, powiedział, że może nam dać klucz do pokoiku na zapleczu.

- A kiedy tak piłeś ukradkiem, to twój facet był wtedy w domu?

- Oczywiście! Przecież sam bym nie pił!

Koleś o wyglądzie i sposobie bycia dresa. Koło trzydziestki. ADHD albo kokaina, amfetamina, na pierwszy rzut oka. Twarz trochę wyrokowca, kiedyś mógł być ładny. Nie znam go. Podchodzi, staje nieco za blisko mnie, i mówi niemal jednym ciągiem:

Popatrz na tamtego, fajny ten koleś, ten czarny, zajebisty. Myślałem, że może z nim, ale… Moja żona miała raka. Przyszła do mnie do szpitala. Bo wypadłem z czwartego piętra. A na sali leżał ze mną taki jeden i do niej mówi, ją pociesza: nie martw się, ja wypadłem z siódmego… Muszę iść. Zostawiłem bluzę z turkusowym obszyciem.

- Ty czym wracasz?

- Dziesiątką.

- Na Bemowo?

- Nie, w przeciwną.

- To zaczekam.

Wik: Co za typ.

Mrówk: Ej, może on nie jest wcale aż taki…

Wik: Ja go nie oceniam. Ja gardzę.

Agathé: Ja już zaczynam się jąkać.

Lotte: To znaczy, że jesteś już blisko prawdy.

Lotte: „Jak uszczęśliwić chłopaka w Walentynki?”

Rozhulantyna: Obrzydlistwo!

Jak patrzę na pawie zachowania niektórych broda-etosowych gejów jakby sklonowanych z produkcji Wurstfilmu, to mam ochotę zeskrobać sobie zarost aż do kości.

[rozgoryczony i poirytowany mrówk do znajomego w klubie]

Wiesz jak to mówią: raz pod wozem, raz pod wozem.

[jakiś koleś w klubie]

Mrówk: No i?

Romek: Na twoje pytanie odpowiadam: tak.

Mrówk:  Ale to nie było pytanie rozstrzygające.

Romek: Ale to było pytanie kiedy.

Znajomy gej do mrówkodzika:

- Bo ty jesteś takim moim gay-friendly kolegą…

PB i mmch pokazują mrówkodzikowi liczne flakony rzadkich i finezyjnych perfum, które kolekcjonują. Ten już z wolna traci rozeznanie wobec tej orgii zapachów. W którymś momencie mmch chwyta popielniczkę pełną popiołu i podstawia ją mrówkodzikowi pod nos, wykrzykując niemal:
- A to jest zapach Kim Dzong Ila, zmarłego niedawno zresztą. Eau de Kim Dzong Il!

Artur B. do mrówk:

Bardzo jestem zadowolony z życia, że cię poznałem.

Mrówk: Oblałeś mi buta drinkiem.

Nieznajomy: Nie szkodzi, odkupisz mi później.

 Ostatnio w Café „Po Schodkach” działy się rzeczy niezwykłe. Był jeden półdługowłosy, strasznie najebany koleś (co nie jest takie niezwykłe znów). Bardziej niezwykli byli jego przeciętnie napierdoleni towarzysze – ładny blondynek o zjawiskowo dolichocefalicznej czaszce podkreślonej progenią (długa głowa z wysuniętą żuchwą) i około czterdziestoletni człowiek, który mówił, że studiował filozofię i teologię, jak również był kiedyś w zakonie michalitów. Przytoczył mi nawet najważniejszą tradycyjną modlitwę braci michalitów:

 Sancte Michaël Archangele, defende nos in prœlio. Contra nequitiam et insidias diaboli esto præsidium!

 co się przekłada:

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną!

Ale do rzeczy. Ów półdługowłosy był tak porobiony, że gadał straszne bzdury i robił dziwne miny, a w którymś momencie bełkotał, leżąc na podłodze w korytarzu. Jak zareagowali koledzy?

Młodszy trzymał bełkoczącego, a starszy, po łacinie, odprawiał nad nim… egzorcyzmy.

Alkohol mi dobrze wchodzi. Nie mam problemu z piciem.

[Michałek W.]

Ktoś ogląda w Lodi dystrybuowany w klubach test na pigułkę gwałtu (chyba wykrywa ketaminę i GHB):

Ktoś: Ooo, a co to jest?

Mrówk: Test na pigułkę gwałtu.

Ktoś: Znaczy, że w ciąży jestem?

W Café “Po Schodkach”:

Ktoś do chłopaka: Parlez-vous français? Polonais?

Chłopak: Nie, ja nie palę.

Mmch (z mądrą miną): Dinozaury też kiedyś żyły w epoce.

Żubr zasugerował, że mrówk ma ochotę spędzić wieczór w sposób upojeniowo-promiskuityczny. Mrówk na to:

- Poczułem, że zaciska mi się ręka na tej ścierce, którą trzymam. Ale nie wiedziałem, czy mam najpierw pieprznąć nią ciebie, czy siebie samego…

Ktoś: Proszę się nie śmiać.

Mrówk [pod wpływem]: Ale ja się nie śmię!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.