Wehwalt: I wtedy Zawieyski umarł.
Grzegorz: Zawieyski to wyskoczył przez okno.
Wehwalt: Tak. I w wyniku tego umarł.
Wehwalt: I wtedy Zawieyski umarł.
Grzegorz: Zawieyski to wyskoczył przez okno.
Wehwalt: Tak. I w wyniku tego umarł.
Z okazji zapadnięcia na vagneritis, z życzeniami nieuleczalności.
[link i dedykacja od Wehwalta]
*
Czy jeśli słysząc, jak szafka w łazience skrzypi mi kwartę w górę, myślę o Holendrze, to jest już bardzo źle?
Wehwalt, który złożony chorobą nie zdołał przybyć na działania Hufca, pyta niewinnie:
- No i jak tam na cmentarzu? Podobno jakiś fragment muru się dziś zawalił – to wasza robota?
Podczas niedawnego wieczoru pieśni (bez tańca) u Wehwalta zanuciłem moją ulubioną passacaglię z Króla Artura Purcella, How Happy The Lover. Na co Wehwalt wyciągnął, nie zwlekając (!) The Fairy Queen tegoż i puścił mi bliźniaczą w pewnym sensie passacaglię czy ciacconę If love’s a sweet passion.
If Love’s a Sweet Passion, why does it torment?
If a Bitter, oh tell me whence comes my content?
Since I suffer with pleasure, why should I complain,
Or grieve at my Fate, when I know ’tis in vain?
Yet so pleasing the Pain, so soft is the Dart,
That at once it both wounds me, and tickles my Heart.
How happy the Lover,
How easy his Chain,
How pleasing his Pain!
How sweet to discover
He sighs not in vain.
For Love ev’ry Creature
Is form’d by his Nature;
No Joys are above
The Pleasures of Love.
In vain are our Graces,
In vain are your Eyes,
If Love you despise;
When Age furrows Faces,
’Tis time to be wise.
Then use the short Blessing,
That flies in Possessing:
No Joys are above
The Pleasures of Love.
[teksty raczej zrozumiałe, to nie tłumaczę, chociaż ten pierwszy kawałek anonimowego librecisty kojarzy mi się z Donne’em i może się kiedyś pokuszę]
Wehwalt mi pokazał hipnotyzującą arię z opery, ponoć napisanej przez Vivaldiego w pieć dni, pt. Tito Manlio w wykonaniu Viviki Genaux pod Biondim z Galantami.
Splender fra ’l cieco orror
il mio bel sol vedrò;
e nell’occaso ancor
sua luce adorerò.
Przez ciemność ślepą i straszną
zaświeci mi piękne słońce;
i jeszcze gdzieś na zachodzie
zachwyci mnie jego światło.
[libretto Matteo Noris, tł. mrówk]
Po spotkaniu z autorem pracy naukowej z dziedziny szeroko pojętej muzykologii pięknie wydanej w formie książkowej, wyłożono w kuluarze księgę, do której uczestnicy spotkania mogli wpisywać swoje gratulacje i laudacje.
Pierwszy wpisał się zamaszyście pan z bardzo szacownej instytucji:
W imieniu instytucji takiej a takiej pragnę…
Wehwalt, niejako idąc za ciosem, napisał więc od siebie:
W imieniu instytucji takiej a takiej składam…
Mrówkodzik zaś:
In nomine Patris et Filii -
Spiritus Sanctus.
Odezwałem się do znajomego, Wehwalta, na brzydkim złym portalu. Zanim zaprosił mnie do znajomych, skierował do mnie takie oto pytanie:
Czyżby to był ten łysy gruboskórny zwierz o duszy szesnastoletniej klawesynistki?