L’absence n’est-elle pas pour qui aime la plus certaine, la plus efficace, la plus vivace, la plus indestructible, la plus fidèle des présences?
Czyż nieobecność nie stanowi dla kochającego najpewniejszej, najskuteczniejszej, najżywotniejszej, najodporniejszej, najwierniejszej ze wszystkich obecności?
[jakiś wiersz młodego Prousta, tłum. mrówk]
A dla dalszego kontrastu parodia tego hymnu w wykonaniu niezrównanego Spitting Image. (Warto najpierw przesłuchać klip z poprzedniego postu.)
Między innymi za to uwielbiam Brytyjczyków: nic świętego. Chciałbym sobie wyobrazić polskiego satyryka, który dzisiaj, trzydzieści lat po tym angielskim klipie, zrobiłby parodię – tak ostrą, a zarazem tak kunsztowną warsztatowo – Mazurka Dąbrowskiego (czy może raczej Roty), pokazując w teledysku spółkującą królową Jadwigę oraz premiera ze swastyką na ramieniu. Wybuchłyby rozruchy. Próbkę z psimi kupami i Wojewódzkim już mieliśmy.
Aż tekst pomieszczę; kursywą – oryginał, pogrubionym – przeróbka.
And did those feet in ancient times
Walk upon England‘s mountains green:
And was the holy Lamb of God,
On England‘s pleasant pastures seen!
And did those feet in ancient times
Walk upon England’s lower class,
And did our forefathers of old
Tell them to get up off their arse
And did the Countenance Divine,
Shine forth upon our clouded hills?
And was Jerusalem builded here,
Among these dark Satanic Mills?
And did they try and pass the blame
For all of their society’s ills?
And now we’re just the same (only worse),
We’ve closed the dark satanic mills.
Bring me my Bow of burning gold;
Bring me my Arrows of desire:
Bring me my Spear: O clouds unfold!
Bring me my Chariot of fire!
Bring me Victorian values of old
Bring me inflation that is low
Bring me your cash, oh! Business fold!
But don’t bring me your tales of woe.
I will not cease from Mental Fight,
Nor shall my Sword sleep in my hand:
Till we have built Jerusalem,
In England‘s green and pleasant Land
I shall not turn from my great plan,
No matter how insane it seems,
Till we have built Jerusalem
And made it look like Milton Keynes.
[Podziękowania dla Wiewióra za to, że mi pokazał]
[sms od Agathé]
Śniło mi się, że pedał-konwertyta (konwertyta na hetero), Włoch, mały i brzydki, ubrany w cheeleaderkową obcisłą sukienkę na ramiączka (zza dekoltu wyłaziły mu włochy), posuwał mnie w kiblu przy muzyce z Tarantino, potem na stole, a potem bił mnie fiutem po twarzy i obudziłam się ze spuchniętym, podbitym lewym okiem. Chyba nawiedził mnie inkub…
————————————————-
Agathé, adeptka Safony skądinąd, przebiła tym samym chyba nawet Wiewióra, któremu przez sen inkub poturbował żebro…
Z cyklu “jaki ten świat jest mały” – przeglądamy na flikrze fotki z Europride’u w Warszawie zrobione przez Vrubliniego.
Na kilku z nich, wybitnie charakterystycznych i doskonale mi znanych, widnieje… Wiewiór!
(Vrublini i Wiewiór się w zasadzie nie znają. Zetknęli się tylko przy okazji robienia tych fotek.)
Tak o.
Chyba Wiewiór:
- Jak już się miał spuścić, to nawet dostałem erekcji.
Mmch: I co wy tak razem robicie?
Mrówk: Nic w sumie specjalnego…
Mmch: Ja wiem! Uprawiacie seks haiku.
Mrówk: On ma umysł trochę ścisły…
Mmch: No to seks sudoku.
Chinglish i Singlish bawią (i nie uczą) niezmiennie od lat. Z Wiewiórem przeglądałem tego ostatnio sporo. Wybrałem te, które pobudzają do refleksji, czasem zupełnie poważnej, albo są już totalnie absurdalne.
Mrówk: Dobra, to ja ci wyciągnę tę ładowarkę.
(włazi pod biurko)
Wiewiór (władczo, choć żartem): Ale tyłem!
Mrówk (nieruchomieje i po chwili zastanowienia): Nie. Ja bym tego jednak nie zniósł.
Wiewiór beknął przeciągle i dumnie. Komentuje:
- Poczułem się tak męsko, że chyba zaraz zaczną mi rosnąć włosy na jajach.
Wiewiór: Stwierdzono pewne wady strukturalne [w konstrukcji krakowskiego Hotelu „Forum”]…
Mrówk: To znaczy jakie?
Wiewiór: Że się zawali.
Wiewiór i Mrówk oglądają fotki bardzo męskich kolesi na portalu tematycznym.
- Jaki duży i zły! Faaajny… Pasywny? A, to odpada. Master? No to tym bardziej odpada…
Piosenka, nietypowo nieco, mi się podoba, głównie ze względu na bardzo trafiony tekst i modulację do moll w trzeciej strofie.
Cigarettes and chocolate milk
These are just a couple of my cravings
Everything it seems I like’s a little bit stronger
A little bit thicker
A little bit harmful for me
If I should buy jellybeans
Have to eat them all in just one sitting
Everything it seems I like’s a little bit sweeter
A little bit fatter
A little bit harmful for me
And then there’s those other things
Which for several reasons we won’t mention
Everything about them is a little bit stranger
A little bit harder
A little bit deadly
It isn’t very smart
Tends to make one part so broken-hearted
———————————————
Zapodane przez Wiewióra.
Trudno się oderwać. Jeden z ciekawszych dokumentów, jakie widziałem w ostatnim czasie.
Warto obejrzeć całość (pozostałe dwie części gdzieś obok) i inne filmy też. Najciekawsze będę pewnie pomieszczać. [Ukazał Wiewiór.]
Wiewióra bolało żebro. Twierdzi, że stłukł je sobie przez sen (sic) przed przyjazdem do mrówk.
Mrówk: Mam cię dotykać w bolące miejsca?
Wiewiór (pośpiesznie, usłużnie): Ja już się sam tam dotykam.
Mrówk: Taka ośmiornica to by dopiero mogła dokazywać.
Wiewiór: A jak mogłaby się modlić! Na przykład do Światowida.
Wiewiór opowiada o roli Petera Mandelsona jako szarej eminencji, Dark Lorda, gabinetu Tony’ego Blaira.
Mrówk (dociekliwie): To znaczy, że de facto był trzecią osobą w państwie?
Wiewiór: Drugą osobą. Czyli pierwszą.
Wiewiór (czytając profil jakiegoś kolesia): Popatrz, leje mu się z mordy.
Mrówk: Jak to?!
Wiewiór: Pisze, że jestem mouth-watering.
Wiewiór opowiada o polityce imigracyjnej w Wielkiej Brytanii, która jest łagodna wobec osób nieposiadających prawa pobytu na wyspach:
- Najpierw to najwyżej wyślą do ciebie pismo z tekstem: „Uprasza się o samowysiedlenie”, i jeszcze spytają, czy masz kasę na transport.
Mrówk: Ta, a „Noc kryształowa” w wykonaniu krakowian polegałaby na myciu Żydom witryn sklepowych. Tyle, że środkami z dużą zawartością kamienia.
Wiewiór: Owszem. Wtedy nie było Calgonu.
No to jest skomplikowane. Lubię się litować i troszczyć, i głaskać, i okazywać czułość, najchętniej jeśli ktoś jest właśnie taki biedny, wybiedzony, zbity, jak zbity pies. No i właśnie czasem trzeba go w tym celu przedtem zbić.
Piosenka do wiersza śpiewającej go Juliette Noureddine, jakości samej w sobie, jednej z największych indywidualności francuskiej piosenki.
Wiersz nazywa się Sur l’oreiller. Jego dobre koncertowe wykonanie jest na jutjubie, ja jednak wole poprzednie (z albumu Irrésistible), ale nie ma go na sieci. Mogę wysłać na życzenie.
Podaję tylko tłumaczenie (własne), bo wiersz i tak jest długi. Oryginał jest np. tutaj.
Na poduszce
Na pewno będzie za gorąco
Za ciemno, ale co to szkodzi
Okna na pewno nie otworzę
Drzwi pozostawię też zamknięte
Pragnę zachować aż do śmierci
To co pozostawiłeś u mnie
Na gruzach naszej namiętności
Twój zapach na poduszce
Pozwól teraz odgadnąć
Te delikatne wonie
Niech węszy niech je tropi
Mój nos jak inkwizytor
Są w tobie takie kwiaty
Których nie umiem nazwać
Które zazdrośnie skrywa
Moja pomięta pościel
Tak kruche jednak to więzienie
Że nawet lekki podmuch wiatru
Starczy by cenne wonności
Znikły i z życia, i z tapczanu
Popatrz, odkryłem tutaj
Ukryte pod oczywistością
Twoich codziennych perfum
Sekretne detonacje
Tak powinienem je zatrzymać
By ciało dać bezcielesnemu
Aby eliksir twój odtworzyć
I ubrać w niego me chimery
Na pewno trzej królowie przyszli
Uczcić twe narodziny
Mówili: przyjmij proszę
I mirrę, i kadzidło
A wróżki prosto z bajki
Nad kołyską schylone
Lawendą nasączyły
Twą skórę twoje oczy
Odgadłem wszystkie te efekty
Tutaj jest jaśmin odciśnięty
Tutaj goździka odrobina
A tutaj czuć kroplę benzenu
Twoje dzieciństwo opowiedzieć
Mogę bo tkwi w esencji rzeczy
Łatwo poznać zapach wakacji
W ogrodzie całym pełnym róż
Babcię i słodkie konfitury
Zapach torebki z podwieczorkiem
Ostre jeżyny, słodkie morwy
Nie da się zmyć zapachu dziecka
Cały ten cukier to ty
Cały cukier i miód
Landrynki i słodycze
I migdały w karmelu
Dzięwczęta waniliowe
I cytrynowi chłopcy
Aleja grabów latem
A kasztanowce zimą
Najchętniej wydobędę
Pieszczotę którą skrywasz
By znaleźć pod choinką
Świąteczną mandarynkę
Oto pośród bukietów
Kwiatuszków i cukierków
Mój nos się nagle niepokoi
Zapachem który go dobiega
Jest to zwierzęcy zapach
Zapach kondycji ludzkiej
Zapach potu i brudu
Zapach kiepskiej bawełny
A dalej już się skrada
Aromat zagrożenia
Zapach ciała w agonii
W ostatniej swej pościeli
Zanim potężny władca Czas
Drażniący się okrutnie z nami
Nie uprowadzi twej miłości
Lub mojej ku pościeli innej
Pragnę zachować aż do śmierci
To co pozostawiłeś u mnie
Na gruzach naszej namiętności
Całą twą duszę na poduszce
Whose woods these are I think I know.
His house is in the village though;
He will not see me stopping here
To watch his woods fill up with snow.
[…]
The woods are lovely, dark and deep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep,
And miles to go before I sleep.
Robert Frost, Stopping by the Woods on a Snowy Evening
Cytuję ten wiersz nie tylko dlatego, że bardzo go lubię, ani nie dlatego, że 3-go maja padał śnieg, ani nawet nie dlatego, że też czuję, jakbym zaglądał przez okno do domu kogoś bliskiego, kto nie wie o mojej obecności, lecz głównie dlatego, że dziwiłem się, że nikt do tego wiersza nie napisał muzyki.
A tu owszem, napisano do niego kilka pieśni, popowych, klasycznych, solowych chóralnych. Na uwagę zasługuje bodaj jedynie wersja autorstwa neoromantycznego kompozytora Randalla Thompsona (z cyklu Frostiana), którego patrząc na samą konstrukcję chóralności miejscami można by wziąć nawet za Brahmsa.
najlepsze wykonania jakie udało mi się znaleźć to:
- Strasznie jestem obolały. Coś ty mi robił?
- No właśnie niewiele w zasadzie.
- A, to może z przyzwyczajenia.
Als Neuling trat ich ein in dein Gehege;
Kein Staunen war vorher in meinen Mienen,
Kein Wunsch in mir, eh ich dich blickte, rege.
Der jungen Hände Faltung sieh mit Huld,
Erwähle mich zu denen, die dir dienen
Und schone mit erbarmender Geduld
Den, der noch strauchelt auf so fremdem Stege.
[te pieśni są strasznie krótkie - powiedział mrówk
i noszą czarne skarpetki - dodał Wiewiór]
Chodzi o pieśń Schoenberga, tutaj można słuchać.
I zrobiłem przekład filologiczny dla nieznających niemieckiego. Zabawne, ta pieśń przyszła mi do głowy znikąd. Jako muzyka bardziej niż tekst. A pasuje doskonale. Choć doskonałości jakoś ogólnie niewiele.
Jako nowicjusz wstąpiłem do twego kręgu;
w moich gestach nie było zdziwienia,
nie mąciło mnie żadne życzenie, dopóki cię nie zobaczyłem.
Spójrz przychylnie na złożone młode dłonie,
wybierz mnie na jednego z tych, którzy ci służą,
i miłosierną cierpliwością ochroń tego,
który stąpa po tak obcej ścieżce.
Wiewiór: Na Zachodzie jest zakaz miejsca publicznego.
[nie wiadomo do końca, co miał na myśli]
Mrówk: Moi rodzice od lat kupują Wprost, Politykę i Newsweeka.
Wiewiór: No to niezły przekrój.