Archives for posts with tag: zabawne

1. żłop macchiato doppio, suko!

szukam dominujacego kolesia na sex spotkania, moze jakos na kawie sie poznamy?

 2. gdzie sport popadnie

Przychodzisz do mnie, rozmawiamy chwile, moze pijemy piwko itp. w pewnym momencie juz nie mozemy wytrzymac i zaczynamy sie delikatnie dotykac, muskac skore przez ubrania, wreszcie calowac, delikatnie sie przytulajac i obmacujac. fajnie jesli jestes sportem lubiacym szczuplych wysokich facetow […] wytrysk gdzie popadnie.

jesli jestes fanem na maxa namietnej masturbacji z pieszczotami – daj znac. ja dwudziestoparolatek, na maxa dyskretny, szczuply. ty – podobny :) mam chate, mozemy sie spotkac nawet dzisiaj. chetnie staly dyskretny namietny uklad :)

 3. pozytywizm nie romantyzm

Ostatnio moją największą ułomnością okazało się być to, że jestem zdrowy, więc chyba takiego też wypada mi szukać, żeby nie narażać się na beznadziejne drgnienia serca…

 4. Barańczak się chowa, a Słomczyński cicho kwili

Dobrego człowieka, uczciwego, wiernego, niezależnego z pasjami.
I am looking for a rich, intelligent and caring man to compound.

5. ten jedyna

Poznam dużo ludzi – wielu z nich będzie w moim życiu tylko przez chwilę.

Poznam dużo ludzi – niewielu z ich będzie moimi przyjaciółmi.

Poznam dużo ludzi – niewielu będzie tymi wybranymi

Poznam dużo ludzi – moje serce oddam tej jedynej

 6. hierarchia

…lubię często… lubię pasywnych… ale czy to jest najważniejsze? …

 7. imperatywy i kategorie

Nie przykuwam uwagi na ulicy i tego samego wymagam. Nie zaglądam innym do łóżka, więc i nie widzę potrzeby aby oni zaglądali do mojego.

8. non facta, sed verba

Postanowienie wreszcie zrealizowane – od czerwca zaczynam chodzić na siłownię. Karnet do Calypso  kupiony, teraz tylko znaleźć motywację.

9. meta poznania

Poznam również ciekawe znajomości z ludźmi ze świata artystycznego, TV, teatr itp.

„Ty stara dziwko” – chciałem napisać, lecz potem pomyślałem, że to zbyt autorefleksyjne, w gruncie rzeczy.

Torquato zachęca mnie i Tomka do posłuchania Rossiniego, za którym żaden z nas nie przepada. Mówi o sile przekazu Otella:

 - No bo posłuchajcie sceny burzy! Sceny śmierci Desdemony! Sceny… sceny w ogródku!

- Jak nogi odmawiają posłuszeństwa, to nie ma co iść na nogach. 

1. wola i wyobrażenie

Chcę być lesbą ale z koleżanką.

Co mam zrobić podczas wiecie czego?

[ z jakiegoś forum]

 2. nie mów

Seks jest fajny nie powiem, ale wolę miłość, pocałunki, szczere rozmowy itp .

 3. praca hańbi

Szukam do wynajęcia w pełni umeblowany pokój w mieszkaniu z dostępem do internetu, prali, lodówki itp. Ja miły spokojny, bezkonfliktowy. Nie interesują mnie sex propozycje ani innego typu rzeczy. Wszelkie propozycje tj, cene oraz dzielnice proszę składać na pw :) z góry dzięki NIE JESTEM DZIWKĄ NIE SZUKAM PRACY ANI SPONSORA

 4. wybór

jestem uniwersalny ale z racji ze natura nie byla dla mnie laskawa pozbawiajac mnie duzego rozmiaru wole byc pasywny.

 5. ogrom jak pogrom

Pomijając wygląd, ważne jest też wypełnienie czaszki, co w dzisiejszych czasach jest największym problemem, patrząc na ogrom analfabetyzmu i żenujące wiadomości o skąpej i przerażającej treści.

 6. rzeczy i inne słowa

Aha i jeszcze jedna rzecz, nie mylmy chamstwa z poczuciem humoru, ironią, groteską, humoreską i innymi, fajnymi słowami

 7. ekwikwiwokacja

jestem dobry w gębie i do świata stoje otworem:

 8. puc na wodę

Wenn das Leben dir Zitronen gibt putz die Fenster damit

Na ulicy. Jeden taki, przeginając się straszliwie, mówi:

- Miałyśmy pójść tylko na herbatę, a jak zwykle wracamy najebane!

Bu go strofuje, więc ten powtarza męskim głosem:

- …a jak zwykle wracamy najebane!

 

[opowiedziane przez Bu]

Parę lat temu. Na pogrzebie babci mojego ówczesnego (dziadek zmarł kilka lat wcześniej) podchodzi do rodziny jakiś krewny. Starszy, wysoki, szara pociągła twarz, żółte zęby, przerzedzone siwe włosy. Słowem: stereotypowy wygląd przedsiębiorcy pogrzebowego. Zbliża się, otacza ramieniem ciotkę znajomego, a córkę zmarłej babci, i mówi głosem w którym pobrzmiewa coś na kształt satysfakcji z tego, że tak świat się kręci:

- No i co, Marysiu, nie masz już rodzicków.

[dzwoni mmch, wieloletni były, a obecnie przyjaciel mrówkodzika]

 

- Halo?

-Hej, znowu śniło mi się dzisiaj, że nie żyjesz. Tym razem podciąłeś sobie żyły. Nie wyglądałeś najlepiej.

- O, to wybacz. Żyję i mam się dobrze. Choć rzeczywiście parę godzin spędziłem dzisiaj na cmentarzu.

- I co, wykopałeś jakieś złote zęby?

- Jak możesz!

- Ja wiem, czemu ty tam chadzasz. Hieno cmentarna!

- Nieprawda! Tam się gada też o seksie.

- Aha! Więc nekrofilia. A może i fagia?

- Coś tam czasem przekąszamy.

- Ohyda. Dobra, kończ już, bo mnie nudzisz.

- To ty mnie nudzisz.

- No to spadam. A, masz pozdrowienia od mojego faceta.

- Pozdrów go ode mnie, ale całować nie musisz, bo wiem, jak to bywa po ładnych paru latach związku.

Wehwalt: I wtedy Zawieyski umarł.

Grzegorz: Zawieyski to wyskoczył przez okno.

Wehwalt: Tak. I w wyniku tego umarł.

Torquato: Poproszę mojito.

Kelnerka: Ale obawiam się, że nie mamy już limonek.

Torquato: To co może pani zaproponować?

Kelnerka: Nie wiem. Chyba nic.

Torquato: A czy można by je zastąpić cytryną?

Kelnerka: Chyba tak, ale nie gwarantuję, jak to będzie smakować.

Torquato: No dobrze, to zaryzykuję. Poproszę z cytryną.

[Kelnerka notuje i odchodzi]

Torquato [po chwili ciszy, z galanterią]: Ach, mój drogi, gdyby nie twoja obecność, zdemolowałbym ten lokal.

Torquato o Stefanie Burhardcie, który pieczołowicie katalogował był polonezy polskie:

Najpierw napisał tom II, a potem III. Tomu I nigdy nie ukończył.

[po chwili] Prawdę mówiąc to nigdy go nie zaczął. 

Wehwalt, który złożony chorobą nie zdołał przybyć na działania Hufca, pyta niewinnie:

- No i jak tam na cmentarzu? Podobno jakiś fragment muru się dziś zawalił – to wasza robota?

Jadźka habilitowana: Uniwersytet Warszawski zaszczycił mnie podwyżką. Podwyżka wynosi 10 (słownie: dziesięć) PLN. Brutto oczywiście.

Znajomy Jadźki: To nie była podwyżka tylko waloryzacja. Albo indeksacja. Albo inflacja. W ramach podwyżki dostaniesz “w zakładzie” kwiatek na Dzień Kobiet. W zakładzie pracy, ma się rozumieć. Smacznego!

Żubr mówi o sobie niekiedy per ciocia, a czasem per wujek (głównie w pracy). Od niedawna uczęszcza na siłownię. Podziwia się przed lustrem:

Wujek zaczyna dorabiać się bicepsów, więc ciocia jest bardzo zadowolona.

 

- A kiedy tak piłeś ukradkiem, to twój facet był wtedy w domu?

- Oczywiście! Przecież sam bym nie pił!

Po spotkaniu z autorem pracy naukowej z dziedziny szeroko pojętej muzykologii pięknie wydanej w formie książkowej, wyłożono w kuluarze księgę, do której uczestnicy spotkania mogli wpisywać swoje gratulacje i laudacje.

Pierwszy wpisał się zamaszyście pan z bardzo szacownej instytucji:

W imieniu instytucji takiej a takiej pragnę…

Wehwalt, niejako idąc za ciosem, napisał więc od siebie:

W imieniu instytucji takiej a takiej składam…

Mrówkodzik zaś:

In nomine Patris et Filii -

Spiritus Sanctus.

Mrówk: A wiesz, jak się mówi zbiorczo na Oxford i Cambridge?

Tazio: Hogwarts?

Mrówk: Moje życie zmieniła, najpierw na lepsze, bo wydobyła, a potem na gorsze, bo mi się bieguny oddzieliły. Jak w 7 dniach stworzenia. Ciekawe, który teraz mam dzień…

Agathé: Ooo, to oddzieleniu biegunów w 7 dniach stworzenia jest piękne! Pociągniesz tę historię?

Mrówk: Historia ciągnie się sama, chwilami – za mnie. I za mną.

 

 

Mrówk: Że bez realizacji, to jeszcze nie bez wpływu. Ja się kocham w jednym takim, i też bez wpływu na życie, w sensie: na codzienność, ale ogólnie z dużym wpływem. Ta rozpacz zaczyna mi się jakoś podobać.

Tajny D.: Ja od rozpaczy mam byłe związki, całą, dziękuję uprzejmie, kostniczkę. Jest to oczywiście kostniczka uprawna, zapładniająco duchowo, pozwalająca kontemplować cierpienia, hodować teksty i takie tam.

[appendix do poprzedniego wpisu z cytatem z Prousta o nieobecności , przypomniało mi się i wygrzebałem; definitywnie zatem nie ja pierwszy na to wpadłem]

Matka mrówkodzika, kiedy ją budzono, jeszcze w półśnie:

Idę podpisać zaraz – pobiję, to będzie źle.

kiedy indziej:

Jestem niebezpiecznym przestępcą.

*

Mrówkodzik budzony przez ojca, który poprzedniego dnia był u dentysty, półprzytomnie:

Spadaj, bezzębny dziadu!

Zrezygnowany mrówkodzik rozmawia z dwunastolatkiem o użyciu czasów gramatycznych:

- No dobrze, to może powiesz mi chociaż, co wyraża czas teraźniejszy?

- To, co będzie w przeszłości.

 

[Agathé doniosła i uprzejmie pozwoliła mi pomieścić na dziku. Pozostawiam ją jako narratora pierwszoosobowego.]

Dostałam dziś w nocy sms-a, którego przeczytałam – jak zwykle przez (pół)sen – jednym okiem. SMS brzmiał:

Czy wiedziałaś o istnieniu Mątek Pustynnych, żyjących w odosobnieniu medytująco-kątem plujących, wymieniających się tchem?

Zrobiłam wielkie oczy (a właściwie wielkie oko, oczywiście sokole) i pomyślałam, że chodzi o jakieś pustynne stworzenia, gryzonio-gado-owady, żyjące w bezruchu w piaszczystych norkach, od czasu do czasu spotykające się i chuchające na siebie (tchnienie) lub plujące lepkim jadem na przechodzące obok potencjalne ofiary. Bardzo mi się spodobało, że autorka wiadomości napisała o tych stworzonkach “medytujące”. Uznałam, że tak sobie żartobliwie zinterpretowała ich bezruch.

*

Kiedy ponownie przeczytałam sms-a, tym razem obojgiem oczu, przekonałam się, że brzmi on następująco:

Czy wiedziałaś o istnieniu Matek Pustyni? Żyjących w odosobnieniu medytująco-kontem plujących? Wymienia się je jednym tchem po Ojcach Pustyni, jakby równie zasłużone były… Niesłychane.

A to jeszcze nie koniec – już wiedziałam, że chodzi o Matki Pustyni, ale nadal myślałam, że są one medytująco-kątem plujące. I że autorka wiadomości napisała “kontem”, bo lubi bawić się głoskami. I sądziłam, że pisząc o spluwaniu kątem chciała wyrazić niechęć do Matek. Że niby to jakieś stare wiedźmy-eremitki, które tylko medytują i od czasu do czasu złośliwie sobie spluną. Kątem.

*

Jovanka Krajstová ujawnia:

Ja myślałem, że są muZŁUmanie, i że ma to coś wspólnego ze złem, manią i mu.

Oraz, że szpinak rośnie w morzu, a jak nie, to na polach zalanych słoną wodą, i że ma dużo wspólnego z algami.

A jajka są produktem starych, pomarszczonych, siedzących w kucki Koreanek.

[wychowywał się częściowo w Korei, Południowej, oczywiście]

*

Przypomniało mi się, że mmch był w dzieciństwie przekonany, że lesbijki to lizbijki, a nazywają się tak, bo się liżą i biją (co nie bywa znów wcale takie dalekie od prawdy).

*

A na deser doniesienie Tajnego D.:

Z dziecięzyczeń: moja babcia od strony ojca, kiedy dzieci pytały ją, kiedy coś się wreszcie stanie/skończy/zacznie, odpowiadała: “Gdy przyjdzie czas i pora”. Mój ojciec sądził, że chodzi o jakiegoś Ipora i jego czas.

I jeszcze do pieśni kościelnych (zanotowane chyba przez ks. Twardowskiego): baby śpiewały nie “O, Panno czysta i niepokalana”, a “O panno cysta ino po kolana”.

A zatem kolejna dawka mniemań dziecięcych i nie tylko, doniesionych przez łaskawych czytelników mrówkodzika (także w komentarzach, z których niniejszym ekstrahuję). W dwóch porcjach, bo nie lubię długich wpisów.

*

Futurosioł pisze:

Mój kolega ze studiów jako dziecko zawsze zastanawiał się, co to za plemię „Winnisi”: „Niemało cierpiał niemało, żeśmy byli Winnisami.”

*

Ag dorzuciła:

Rodzinna legenda głosi, że jako całkiem małe dziecię dumnie paradowałam po korytarzu w akademiku (tam mieszkałam z rodzicami), śpiewając: „Pała na wysokości”.

Poza tym przez całe dzieciństwo byłam przekonana, że Bozia to żona Boga, która wchodzi w skład Trójcy (Bóg, Bozia i Dzieciątko Jezus – logiczne, nie?).

A dzieci chrzci się dlatego, że są niegrzeczne. To taka kara. Skąd ten wniosek? Mój młodszy starszy brat był potwornym łobuzem, nie znosiłam go. Aż pewnego dnia został ochrzczony – musieliśmy długo stać w kościele, było nudno i zimno, a on się darł wniebogłosy. Pomyślałam wtedy, że to musi strasznie boleć i później starałam się być bardzo grzeczna, żeby tylko nie zostać ochrzczoną. Nie wiedziałam, że to już się stało dawno temu.

*

Lotte także mniemała:

Byłam przekonana, że te miasta, które Bóg spalił, aż się żona Lota oglądała, nazywały się Stodoła i Komora.

Agathé: A na cieslakovitzu komplet przedpotopowych odcinków “Doodle Girl”.

Mrówk: Sama jesteś przedpotopowa! One są, powiedzmy, z zeszłego sezonu. Z sezonu naszej młodości.

Adam D: Strasznie zimno.

Mrówk: Zimno, zimno, za zimno.

Adam D.: No i z tego zimna się jej zmarło.

Mrówk: Specyficzne epitafium.

Adam D.: Och, to przecież właśnie ślad jej ducha!

Dzieci miewają przekonania. Te czasem biorą się z ich własnej inwencji lub (dys)interpretacji, a czasem ktoś im coś błędnie podrzuci, niechcący czy dla żartu.

*
Znajoma, taka jedna Agata P., wierzyła na przykład latami w to, że ksiądz i lekarz nigdy nie umierają.

*
Kiedyś, jako dość małe dziecko, ta sama Agata P. przekomarzała się z nieco starszym kuzynem.

Ona: Gdzie jest kuchnia?
On: W domu.
Ona: A gdzie jest dom?
On: W Wołominie.
Ona: A gdzie jest Wołomin?
On: W Polsce.
Ona: A Polska?
On: W Europie.
Ona: A Europa?
On: Na Ziemi.
Ona: A co to jest Ziemia?
On: Taka wielka kula.
Ona: A gdzie jest ta kula?
On: W kręgielni!

Były to lata siedemdziesiąte, może osiemdziesiąte. Kręgielni w Polsce nie bywało. I ona tak do wczesnej dorosłości miała przekonanie, że Ziemia to kula w jakiejś tajemniczej kręgielni.

*
Jej mąż za to jako dziecko był przekonany, że ognia nie da się zgasić wrzątkiem.

*
Agathé zaś, słuchając piosenki zimowej Dzieci stawiają bałwana, dorośli stawiają kołnierze, wyobrażała sobie dzieci lepiące ze śniegu bałwana, a dorosłych – lepiących ze śniegu kołnierz.

Ponufry snuje plany na mroźny styczniowy wieczór:

Ja chyba pójdę do takiego miejsca jak kino Pokusa. Jest tutaj w poznaniu owiane złą sławą jako syf i burdel, a ja mimo roku tutaj nie byłem tam nigdy. I nie mogę się wypowiedzieć!

vrublini:

No chyba że się mylę co do jego preferencji, choć takie artystki jak on to pewnie nieźle dokazują w łóżku albo mają jakieś fetysze z księżyca… ot, on mógłby wąchać książki zamiast poppersa, albo lubi okładać swoją laską ;P, albo co gorsza myśleć o swojej babce podczas stosunku

mrówkodzik:

czy ja wiem, czy artystki dokazują… hm. część tych, z ktorymi spałem jest przepisowo nudna, a największe wyuzdania zdarzają się i u kasjerów z tesco…

vrublini:

Zapytałbym, z którymi artystkami spałeś, ale to mogłoby naruszać ich albo twoje dobre imię

mrówkodzik:
obawiam się, że nierzadko właśnie moje

Mmch opowiada o pewnych perfumach Jil Sander, które szczególnie lubi, ale jego facet, PB,  za nimi nie przepada, dlatego mmch używa ich tylko czasem, na przykład kiedy idzie spać, tak niezobowiązująco, dla miłych snów. Opowiada o tym zwyczaju, w obecności swojego faceta, następująco:

- PB ich nienawidzi, dlatego czasem się spsikuję do łóżka.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.