Archives for posts with tag: żałosne

Jest to fajna gra. Jest to fajna alternatywa dla spędzenia czasu z dzieckiem. Czy nie o to nam wszystkim chodzi?

[Anna Nowak-Ibisz, Pani Gadżet, TVN Style]

Lipomal – zawiera największą dawkę lipy

*

Jeśli gorączka przekroczy 38,5ºC należy podać dziecku leki obniżające temperaturę, np. Lipoma.

[łac. lipomatłuszczak, cytaty pochodzą z oficjalnej strony produktu www.lipomal.pl, pisownia oryginalna]

1. Fides et ratio

Nie wierzę w taki twór jak Bi. Albo się lubi cycki albo kutasy.
Jeszcze coś – siłownia to nie sport. Więc jeśli na pytanie – jaki sport uprawiasz odpowiesz – siłka – to nie pisz.

2. Ofensywa

Pokazuj mi treści, które mogą być seksualnie ofensywne.

[z interfejsu kumpello.pl]

3. Wszystko inne jest opinią

Nie słucham opinii ludzi, mam swoje zdanie na ten temat. […]

4. Pozory pozorów

ooo coś o sobie to powiem tak nie jestem ciotką mimo tego iż zdjęcia na to wskazują. Wiem czego chcę od życia pracuję i tworzę różne dziwne przedmioty, lubię zabawę w dobrym towarzystwie a o resztę zapytaj sam

5. Ogłoszenie masażysty

[...] Mężczyźni zrozumieli, że dbanie o swój wygląd to „inwestycja”, która się opłaca. Dobry wygląd to nie tylko znakomite samopoczucie i wysoka samoocena, to także jeden z warunków powodzenia w biznesie.
Żyjemy w czasach, kiedy wygląd zaczyna odgrywać bardzo ważną rolę, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Dziś rzadko oddziela się urodę od zdrowia i odwrotnie.

dla jasności… nie świadcze usług seksualnych,cenie swoją wartość oraz zdrowie. Nie odpowiadam na wiadomości typu “sex”

6. Item

Konkretnie szukam dla konkretnych konkretow czyli wiadomo o co kaman.

7. Nie wchodząc

jestem młodym przystojnym facetem, szukajacym prawdziwego meskiego sexu, nie wchodzac sobie w droge, piszac do mnie podaj od razu hasło. odpisuje na wszystkie wiadomosci.

8. Nie, to nie

Szukam chłopaka młodego do 24 lat pasywa na seks zabawę w hotelu, lecz jeśli nie jesteś zainteresowany to nie proś o hasło po to by zobaczyć kto szuka. [...]

9. W związku ze spotkaniem
PROFIL O WIADOMYM CHARAKTERZE.
SZUKAM DOJRZAŁEGO EMOCJONALNIE I FIZYCZNIE FACETA […]
NIE PYTAJ MNIE O HASŁO I FOTO TWARZY. JEŚLI NIE MOŻESZ POŚWIĘCIĆ MI 5 MINUT NA SPOTKANIE W REALU TO NIE JESTEM TOBĄ ZAINTERESOWANY!
JA W ZWIĄZKU (JESTEM BI)

10. Alternatywa rozłączna

[...] szukam fajnych i przystojnych facetów do fajnej zabawy…SEKS LUB ORAL

—————————————————————–

Cytaty pochodzą z opisów z fellow.pl (chyba że podaję inne źródło); jeżeli nie zaznaczam inaczej,  cytowane słowa stanowią całość opisu.

Mike Andrea to jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk Francuskiej Riviery. To on wraz ze swoim przyjacielem Alex Beca założyli AFRODISIAC SESSION cykl prestiżowych imprez który od paru lat święci triumfy na lazurowym wybrzeżu.
Mike Andrea to nowa generacja Djów i promotorów otwarta na to co nowe, wykraczające poza ramy, określająca nowe definicje nihilistycznej zabawy.

[z opisu jakiegoś kolesia na FB]

opis kolesia z gejromeo o nicku LANVIN:

jeśli jesteś męski bez przegięc ok, bez fotek nie pisz

————————————————

przekonał mnie :-)

tomek…:

Siema,mampytanie do Ciebie

mrówk:

istnieje prawdopodobieństwo, że nawet na nie odpowiem, uprzednio dowiedziawszy się z kim rozmawiam [nie znam go, nie miał nic o sobie na profilu ani fotki, stąd ten ton]

tomek…:

mam tylko FB,lub moge przesałać na mail

mrówk:

no to klops.

tomek…:

widziałes mnie na Sk8terboy, miałem nick […]

mrówk:

doprawdy, jeśli masz problem z wgraniem fotki na GR, to dzięki.

tomek…:

zamiesciłem

mrówk:

witam. o co chciałeś zapytać?

tomek…:

jaki masz numer buta?

mrówk:

i tyle zachodu po to, żeby dowiedzieć się tego, co mam w opisie!

Agathé doniosła mi, że jest taka wystawa w “Zachęcie”, na której niejaka Goshka Macuga (tak, wiem) prezentuje między innymi różne obelżywe listy nadesłane do Andy Rottenberg, nierzadko pisane tzw. pismem parkinsonowym lub kaligrafią starczą. Zacytowany przez Agathé nagłówek jednej koperty mnie rozwalił:

Bezwstydna Prostytutka
dyrektor gmachu “Zachęty”
krajowa cudzoziemka
żydówa ANDA ROTTENBERG
00-001 Warszawa

—————————————————-

Wystawa wydaje się ciekawa; jest opisana tutaj typowym dla galerii sztuki name-droppingowym tautologicznym bełkotem, więc jeśli czytać, to raczej dla śmiechu. Dowiemy się stamtąd, że Goshka Macuga (tak, wiem):

łączy przeszłe fakty z rzeczywistością i współczesnymi problemami, unaoczniając podobieństwa i zależności, odsłaniając to, co niewidoczne

oraz uprawia własną metodologię pracy,

jak również interesuje się kolekcjami instytucji, w których wystawia.

Co szczególnie ciekawe, w przeciwieństwie do wcześniejszych wystaw Macugi, złożonych z prac o czasami trudno rozpoznawalnych relacjach, prace w Zachęcie wydają się snuć nić jasnych powiązań.

W sumie nie powinno to dziwić, skoro jej wystawy, które nierzadko cechuje oszczędność formalna, składają się z wielu warstw znaczeniowych niełatwych do identyfikacji.

W różnych wspomnieniach Elgara z tamtych lat wiadomo, że okolica go zauroczyła. Codziennie wybierał się na spacery do lasu. Pojawiają się sugestie, że to lasy wpłynęły na muzykę Elgara.

[cytat dokładny za wikipedią]

[Odkryłem taki nieopublikowany przez przeoczenie post:]

Niniejszym pomieszcza się dokładne cytaty z powyborczych wypowiedzi sędziego Stefana Jaworskiego, od niepamiętnych czasów przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, byłego sędziego Trybunału Konstytucyjnego, a w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – prokuratora.

cztery milionów

trzysta szesnaście tysiący

czterdzieści dziewięć tysiące

 to jest osiem dwadzieścia cztery setne procent

to jest dziesięć dwie setne procent

 siedemset siedemdziesiąt trzy głosów

i na pożegnanie:

W dniu jutrzejszym spotkamy się w godzinach wieczornych.

————————————————–

Wolałbym jednak nie… Chociaż z drugiej strony nierzadko w godzinach wieczornych w miesiącu październiku w położonym nad rzeką Wisłą mieście stołecznym Warszawie odnotowuje się zaistnienie faktu stanu bycia nudno, w nawiązaniu do czego stwierdza się konstatację uprawdopodobnienia ewentualności wystąpienia okoliczności, o której mowa w cytowanym przytoczeniu. Wobec powyższego, wnoszę jak w ustępie.

Anegdota opowiada, że, mistrz Rikyū, zapytany kiedyś o istotę drogi herbaty, odpowiedział:
Latem stworzyć wrażenie rześkiego chłodu, a zimą – rozgrzewającego ciepła, węgla wziąć tyle, by zawrzała woda, herbaty zaś tyle, by zrobić dobrą herbatę. I to jest cała tajemnica.
Kiedy jego rozmówca rozczarowany rzekł, że to wszystkim jest wiadomo, mistrz odrzekł, że zostanie uczniem tego, któremu się uda tak herbatę podać.

[za wikipedią]

Dowiedziałem się właśnie, że Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego oficjalnie tłumaczy swoją nazwę na angielski jako…

University of Life Sciences.

Wiara to jest każdy mój ruch, każdy mój gest, każdy mój wygłup.

[Cezary Pazura w tvn 24, przedwczoraj]

 Ostatnio w Café „Po Schodkach” działy się rzeczy niezwykłe. Był jeden półdługowłosy, strasznie najebany koleś (co nie jest takie niezwykłe znów). Bardziej niezwykli byli jego przeciętnie napierdoleni towarzysze – ładny blondynek o zjawiskowo dolichocefalicznej czaszce podkreślonej progenią (długa głowa z wysuniętą żuchwą) i około czterdziestoletni człowiek, który mówił, że studiował filozofię i teologię, jak również był kiedyś w zakonie michalitów. Przytoczył mi nawet najważniejszą tradycyjną modlitwę braci michalitów:

 Sancte Michaël Archangele, defende nos in prœlio. Contra nequitiam et insidias diaboli esto præsidium!

 co się przekłada:

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną!

Ale do rzeczy. Ów półdługowłosy był tak porobiony, że gadał straszne bzdury i robił dziwne miny, a w którymś momencie bełkotał, leżąc na podłodze w korytarzu. Jak zareagowali koledzy?

Młodszy trzymał bełkoczącego, a starszy, po łacinie, odprawiał nad nim… egzorcyzmy.

Biskup Antoni Długosz, ordynariusz częstochowski, na łamach “Super Expressu” radził, jak wolno przeklinać katolikowi, a które sformułowania są zabronione:

Wolno mówić:

- Motyla noga!
- Kurza stopa!
- Kurza melodia!
- Kurczę blade!
- Kurtka na wacie!
- Kuchnia felek!
- Psiakość!
- Do kroćset fur beczek!
- Na krowie kopytko!
- Kurcze pióro!
- Kurczę pieczone!

Nie wolno mówić:

- Na rany Chrystusa!
- Do stu tysięcy diabłów!
- Niech cię licho porwie!
- Niech mnie kule biją!
- Tam do kata!
- Niech to szlag!
- Na rany koguta!
- Niech to piekło pochłonie!
- Matko Boska i wszyscy święci!
- Tam do diaska!

[źródło , wytłuszczenia pochodzą od mrówk]

Zdaje się, że Dziwisz też coś ostatnio na ten temat mówił.

Miłe złego początki i dobrymi chęciami. Chcieli uczcić artystę, a wyszło jak zwykle.

Kto im kazał tłumaczyć Nulla dies sine linea Apellesa?

(Swoją drogą banknot do kreski się przydaje.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Twoje lęki mają depresję?
Ulecz ją misami tybetańskimi lub lampą Biptron!
Poddaj się hipnozie i zabiegom fantomowym (nie mają skutków ubocznych, bo cały zabieg tylko sobie wyobrażasz!)
A na koniec – odchódź się!

Bez komentarza

Pomieszczam kolejny wypłód logicznego myślenia i dojrzałości emocjonalnej, oczywiście opis kolesia z gayromeo, ze słowem normalny w nicku [pisownia i układ tekstu oryginalne]:

w miare normalny facet, bez przegiec, ponoc przystojny…
nie lubie towarzystwa gejow, nie bywam w modnych branzowych miejscach, ze srodowiskiem laczy mnie tylko ten portal…

poznam faceta bi
nieskazonego pedalskim srodowiskiem, zadbanego dojrzalego i zdrowego, rowniez emocjonalnie. Faceta do dlugiej relacji. Zdrowie, dyskrecja, zaufanie… bez wchodzenia sobie w zycie.

to co cie dyskwalifikuje na starcie to zajebiscie dluga lista znajomych w tym pierdolniku

———————————————

zatem ów gej (tak zaznaczył w danych użytkownika), nie lubi przebywać z gejami, szuka więc kolesia bi, żeby stworzyć z nim długą relację bez wchodzenia sobie w życie, a czyni to na portalu, którym gardzi. wooow.

Jesteśmy dorosłymi ludźmi a ponieważ ja chce by szanowano mój czas a także chce szanować czas innych napisze bez zbędnych podchodów i pseudoczarowania: Mam 24 lata, jestem chłopakiem wykształconym, poukładanym, nie związanym ze środowiskiem homoseksualnym, nie posiadam gorszącej przeszłości, byłem tylko raz związany i uważam, że związek ten był dużym błędem z mojej strony mimo, iż doszedł do etapu zaręczyn. Nie mam ochoty marnować swojego życia na bieganie na randki z byle kim, bawienie się w jakieś 2 letnie związki i innego typu głupoty. Jeśli jesteś rozsądnym, poukładanym chłopakiem, też męczy Cie to, że zmuszony jesteś obcować w takich miejscach by odnaleźć swoją drugą połówkę, napisz, być może wyjdzie z tego jakaś przyjaźń lub związek na całe życie. Tyle z mojej strony.

[ogłoszenie niejakiego Eneasza z gejromeo]

Ale z Polaków, którzy słusznie uwielbiają Mistrza i Małgorzatę, nikt się nie dowie, jak nazywał się faktycznie ich autor. Bo na jego wydawanych po polsku książkach i na plakatach spektaklów (a nawet w skandalicznym, pełnym osłupiającego niechlujstwa, tendencyjności, luk, przeinaczeń, fałszów i niekompetencji Słowniku pisarzy rosyjskich Wiedzy Powszechnej) widnieje tylko zmyślone nazwisko: Bułhakow. Skąd się coś takiego wzięło?

Wymyślili to nazwisko po prostu jego tłumacze: Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski. Zresztą spytałem ich kiedyś: co im strzeliło do głowy? Osłupiałem, gdy okazało się, że jedynym, lecz nieodpartym argumentem na rzecz samowolnego przekręcenia nazwiska Bułgakowa jest fakt, iż w Polsce istnieje nazwisko BUŁHAK. Więc… nazwisko pisarza też trzeba koniecznie „przetłumaczyć”. Rzekomo na polskie. Choć w „Bułhaku” tez nie ma krzty polszczyzny. Wydaje się raczej białoruskie i bodajże spokrewnione z nie używanym już rosyjskim czy ogólniej ruskim wyrazem „bułga” – „rozróbka”.

Lubiłem ich oboje i byli to dobrzy tłumacze. Ale nie uznam przecież, nawet jeśli mój przyjaciel sobie coś głupio ubrda, że nieodpowiedzialna brednia jest mądra i słuszna. Bo z kolei ktoś wymyśli, że nazwisko Tołstoj i Gorki „przetłumaczyć” wypada na „Tłusty” i „Gorzki”, następnie Czechow  na „Czechowicz”, Puszkin na „Armatniak” i Babel na „Bąbel”, czy zgoła, nie daj Boże, na „Bubel”.

[z felietonu Roberta Stillera Zemsta na Rosjanach]

Mrówk: A bardziej lansiarskiej siłowni niż Holmes Place [w Hotelu Hilton] nie było?

Ktośtam: Nie jest lansiarska, Pure Health jest bardziej lansiarska.

Mrówk: Aha. Châteauneuf-du-Pape nie jest lansiarskie, bo Château Lafite-Rothschild jest bardziej.

Jakieś nieznajome rozwrzeszczane nastolatki do Anody na imprezie:

- O rany, ty jesteś aaaaaawesome!

Na co Anoda przytomnie:

- No dobrze, że nie pszczoooołom!

Dziennikarz tvn24 zadaje niezwykle błyskotliwe pytania ludziom w Wawie w środku nocy, w okolicach zmiany czasu.

Dziennikarz: Wracacie z imprezy?
Imprezowicz (paląc,bez zainteresowania): Nie, zmieniamy imprezę.
Dziennikarz: Chcecie wykorzystać tę godzinę dodatkową na imprezowanie?
Imprezowicz: Nam to wisi, bo i tak śpimy, ile chcemy.

W swojej najnowszej powieści Mario Vargas Llosa pisze o pederaście i zdrajcy stanu, a zarazem obrońcy praw ludzkich [...]

 A cytowane przez Llosę fragmenty [Black Diairies, dzienników Rogera Casementa] są drastyczne. Takie zapiski jak: „Ogromny, bardzo twardy, co najmniej 9 cali. Pocałunki, ugryzienia, penetracja, krzyczałem. Two pounds” czy „Bardzo piękny i ogromny (…) Wyłem” nie należą do rzadkości. Momentami zresztą wydaje się – i zwraca na to uwagę Llosa – że Casement przesadza i fantazje seksualne („Trzech kochanków jednej nocy, w tym dwóch marynarzy”) przedstawia jako swoje przeżycia.

 [Krzysztof Masłoń, „Uważam Rze” 37/2011]

——————————————————————-

Charakterystyczna ekscytacja i – tak częsty przy tego rodzaju wypowiedziach – swoisty przymus dość szczegółowego przytaczania tych “najdrastyczniejszych” fragmentów idą pod rękę z powątpiewaniem, że takie rzeczy w ogóle są możliwe. Niebywałe.  Autor recenzji nie wierzy w istnienie dwudziestodwucentymetrowych członków lub w to, że można mieć kilkoro kochanków w jedną noc. I to, w co powątpiewa, zarazem go oburza. Wooow.

——————————————————————-

Przypomina mi się stary dowcip o studentce medycyny zdającej egzamin z anatomii i fizjologii człowieka. Wylosowała budowę i funkcjonowanie męskich narządów płciowych i opisuje, dość monotonnym głosem, bez zająknięcia:

- … a twardość podczas wzwodu penis uzyskuje dzięki kości…

Na co profesor unosi brwi i stwierdza:

- Proszę pani… Za wiedzę należy się pani dwója. A tróję stawiam pani za niewinność. I na pocieszenie.

Zgadzam się, skądinąd i mniej więcej, z opinią Andrzeja Markowskiego na temat nadania dziecku imienia Tupak. Ale uzasadnienie jest kuriozalne. Profesor, występując w tej odpowiedzi (mającej potencjalne znaczenie dla decyzji USC) oficjalnie, jako przewodniczący RJP, albo robi sobie dość niesmacznie protekcjonalne jaja z rodziców, udając, że nie wie, że najprawdopodobniej zainspirował ich Tupac Shakur, albo – co gorsze – naprawdę nie wie, że taki człowiek istniał. Oto fragmenty jego oficjalnej opinii (do przeczytania w całości tutaj):

[...] Napisałbym jednoznacznie, że kierownik USC powinien odmówić przyjęcia takiego oświadczenia, gdybym był pewien, że rodzice chłopca chcą go tak nazwać, bo tak rozkosznie tupie [...] Przypuszczam jednak, że rodzice, wybierając imię dla swego syna, myśleli o ostatnim nieszczęśliwym szesnastowiecznym królu Inków Tupaku Amaru i jego osiemnastowiecznym potomku [...] którzy współcześnie patronują radykalnie lewicowym, niekiedy terrorystycznym ruchom społecznym w Ameryce Południowej (np. Tupamaros w Urugwaju) [...] Imię Tupak może się Polakom kojarzyć bądź z tupaniem, bądź z krwawym terrorem Tupamaros [...]

——————————————————

Tak. Słowo Beatles kojarzy się Polakom z biciem lesbijek, Prince z bryndzą, a Garou z “do garów”. Gratulacje.

Niezła piosenka, choć za nieco zazaangażowana. Mocny, pomysłowy refren, i seksowny. To „halo!” jest takie, że mrrr.

Ale – cholera, kurwa – ten fragment przypomina mi, niestety, „Mezo, który nie używa przekleństw”:

Tu internauci i interniści

są za—

— bardzo mili

i jeśli chcesz trochę chamstwa, to musisz naprawdę się wysilić

Czy Pablopavo liczy na to, że dzięki tej mikrokastracji będą go puszczać w telewizji śniadaniowej między wywiadem z autorką poradnika, jak karmić piersią, a rolnikiem, który wyhodował największego patisona?

Oto kartka ze zsypu śmieciowego w bloku, gdzie od niedawna mieszka mrówk (autentyk – skan):

[Absurdalność tytułu tej kartki podkreśli uświadomienie sobie, że odezwa (dziś już słowo w sumie przestarzałe) to uroczysta mowa, rodzaj orędzia wygłaszanego do szerokiej rzeszy ludzi, zwykle przez przedstawiciela najwyższych władz państwowych lub wojskowych; kojarzy się z wystąpieniem sytuacji nagłej, kryzysowej, takiej jak np. wojna – por. „Odezwa Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa” z 1919 czy „Odezwa na wkroczenie wojsk polskich do Królestwa Kongresowego” z 1914.)]

Opowiada rzeczy, w które – niektóre przynajmniej – sam nie wierzy.

[reporter tvn24 o Miedwiediewie; notabene, nie znam chyba drugiego słowa z czterema „ie”; za to kolekcjonuję słowa z więcej niż dwoma „ó” i z więcej niż czterema „y”, np. półgłówków, współkrólów, przybyłybyśmy, wyżyłybyśmy, ha; proszę o dostarczanie nowych]

Dzisiaj kolejny odcinek poszukiwań duchowych. Piękna buddyjska Sutra Serca, która zdaje się być równie koherentna i wartościowa, co zapisy starotestamentowej Księgi Powtórzonego Prawa.

Buddyzm jako filozofia jest bardzo atrakcyjny, w miarę oryginalny (choć większość tego powiedzieli także filozofowie europejscy, od starogreckich poczynając, no ale Tybet jest taki à la mode i en vogue), odżywczy i naprawdę go doceniam.

Jako religia jest, cóż, jak to religie. Przekombinowany, przerośnięty, hierarchiczny, hochsztaplerski, wycwaniony. Przykładem niech będzie ten oświecony tekst:

Maha Pradżnia Paramita Hridaja Sutra

Bodhisattwa Awalokiteśwara,
Praktykując głęboko Pradżnię Paramitę,
Postrzega pustkę wszystkich pięciu skandh
I uwalnia się od wszelkiego cierpienia i niepokoju.

Siariputro,
forma nie jest różna od pustki,
pustka nie jest różna od formy.
To, co jest formą, jest pustką,
A to, co pustką — formą.

[...]

Siariputro,
Wszystkie dharmy są puste;
Nie pojawiają się ani nie znikają,
Nie są skalane ani czyste,

[...]

Dlatego dla bodhisattwy zagłębionego w Pradżni Paramicie
Umysł nie jest przeszkodą;

[...]

Wszyscy buddowie trzech czasów,
Polegają na Pradżni Paramicie
I osiągają Annutara Samjak Sambodhi.

[...]

Dlatego głoś mantrę Pradżni Paramity,
Głoś mantrę, która brzmi:

Gate gate paragate parasamgate bodhi svaha

—————————————————–

Faktycznie, dla bodhisattwy umysł nie jest najwyraźniej, hm, “przeszkodą”.

Kiedy czytam fragment o pustce i formie, przypominają mi się słowa Malaklpisy Młodszego o sensie i bezsensie (patrz jeden z poprzednich wpisów z 23 września):

Wszystkie twierdzenia są w pewnym sensie prawdziwe, w pewnym sensie fałszywe, w pewnym sensie bez sensu, w pewnym sensie prawdziwe i fałszywe, w pewnym sensie prawdziwe i bez sensu, w pewnym sensie fałszywe i bez sensu oraz w pewnym sensie prawdziwe, fałszywe i bez sensu.

 

I jak tu się nie zgodzić?

 

Z okazji tzw. urodzin mrówkodzika, przybyli do niego Lotte, Rubuk i Herr Krullick. Żubr przygotował znakomity ratatouille (dziękuję, Żubru!), było wino i śpiew z odtwarzacza.

Mrówk, jak to nierzadko bywa podczas imprez, sprawdzał coś w słowniku poprawnej polszczyzny. Natrafił tam niechcący na pedofilskie hasło nóżęta.

nóżęta [...] pieszczot. “nogi, zwłaszcza dziecka”

Potem sąsiedzi walili w ścianę (po 23) bo im bachory podobno nie mogły spać. Mrówk skomponował na tę okazję wierszyk-klątwę:

Ścierpną nóżęta dziecięciu za ścianą,

Przestanie mu bić serduszko;

Rodzice sami bez dziecka zostaną,

Gdy krew popłynie zeń strużką.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.