Archives for posts with tag: zdjęcie

Vrublini, patrząc na zdjęcie pewnej znanej i wpływowej osoby z ambitniejszego sektora rynku wydawniczego, obdarzonej spojrzeniem wyrażającym napięcie, a znanej z neurotyzmu:

Mam wrażenie, że jest to typ osoby, która codziennie chodzi sobie na płukanie okrężnicy.

Jakby tego było mało dostałem długopis w kształcie… Jamnika! On jest bardzo błyskotliwy, błyskotkowy, noworoczny, te rzeczy:-]

Vrublini przyniósł mi stosik książek do przeczytania. Wśród nich kilka rzeczy Jerzego Jarniewicza, krytyka i literaturoznawcy, tłumacza i znawcy literatury anglojęzycznej. Tłumaczy mi, czemu warto go poczytać:

- Z niego dowiesz się, kogo jeszcze można czytać. Kto się kim inspirował. Kto był Żydem i kogo nie czytać…

Skoro już mamy jesień, to taki kwiatek edytorski. Pamięci Borisa Viana poświęcam, myślę, że by mu się podobało.

Do not disturb.

It’s disturbing enough.

Z cyklu “jaki ten świat jest mały” – przeglądamy na flikrze fotki z Europride’u w Warszawie zrobione przez Vrubliniego.

Na kilku z nich, wybitnie charakterystycznych i doskonale mi znanych, widnieje… Wiewiór!

(Vrublini i Wiewiór się w zasadzie nie znają. Zetknęli się tylko przy okazji robienia tych fotek.)

Tak o.

[u mrówk w windzie]

Miłe złego początki i dobrymi chęciami. Chcieli uczcić artystę, a wyszło jak zwykle.

Kto im kazał tłumaczyć Nulla dies sine linea Apellesa?

(Swoją drogą banknot do kreski się przydaje.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Twoje lęki mają depresję?
Ulecz ją misami tybetańskimi lub lampą Biptron!
Poddaj się hipnozie i zabiegom fantomowym (nie mają skutków ubocznych, bo cały zabieg tylko sobie wyobrażasz!)
A na koniec – odchódź się!

Bez komentarza

Moja racja żywnościowa (śniadanie) ze szpitala sprzed paru lat.

 

 

 

 

 

——————————————–

Po jakimś dopiero czasie zrozumiałem, czemu Przerwa Technologiczna jest pisana wielką literą.

Bo to jest nazwa własna. Imię.

Podpis.

Kartka uchwycona w toalecie pewnego wydawnictwa:

—————————————–

Uzupełnienie:

Jak się później okazało, autorką korekty była… Lotte!

Jeden z moich ulubionych nagrobków z Powązek.

Ufundowany przez kolegów zmarłemu pracownikowi warszawskiej przedsiębiorstwa tramwajowego.

[Zdjęcie zrobione w zeszłym roku. A może dwa lata temu?A może trzy?]

 

 

 

Fotki zrobione na ulicach Warszawy. Szczególnie polecam fetysz znoszonych biustonoszy (tani) oraz efekt wibrującej kurwy do uzyskania za pomocą błyszczyka.

Z okazji Błogosławionego Aktu Beatyfikcji Jego Fluorescencji – ołtarzyk ekumeniczny współautorstwa Wolfa. Mszał trydencki, Koran, bóstwo płodności, czaszka, aborygeńska figurka, Budda, krucyfiks.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.