ordynatowa Podtworecka: Łógch! – zawtórowała jej Oksana po prasłowiańsku, gwoli zachowania dziedzictwa przodków i dziadów, a takoż iżby być w zgodzie a konkordyi z testamentum smoleńskiem, na odpuszczenie nas i całego narodu w scarpettach puszczenie. – Nada się ażwdy na pohybel, atoli! Takać mizerota, że ani dziejba w tech klubiech, ani potańcunek. A do Smoczy Jamy nieprędkam wtepędy.

hrabina Roletti: A dyćże! – odparła Jagoda, której imię wcale nie pochodziło od krasnego, lica lecz od licznych jagód, które zwykła była za sobą zostawiać, czy to na ziemi, czy podłodze izby, zawsze gdy tylko podekscytowaną była. Co i uczyniła tém razem, ponieważ frustracya też jest formą ekscytacyi, jeno z przeciwnym znakiem. Zaliż nie?

ordynatowa Podtworecka: Zaliż, jeno zasypką talkową zasypżeż sobie te wągrza juchą nabiegłe,od których lico twe jeszcze mniej konweniuje mianu twemu – zaproponowała ze swadą, patosem i kokieteryjnym ąturażem Oksanka, coby odwrócić uwagę naburmuszonej od wykwitów na policzkach Jagodzinech od swych własnych indyspensabilnych parafernaliów, w które strojna by karesami ineksprymabilnymi feblesy swe łagodzić, gotowała się już do karczmy bieżyć, hołubce wycinać, jak również inne imponderabilia i łowickie ozdoby.

hrabina Roletti: A zalizam, jeno mię się jątrzy potem, zupełnie jak tobie Tam, odparła nadąsana Jagoda pozostawiając świeżą porcję rzeczonych na podłodze izby, a wychodząc z głośnym „iii iii iii!” na klepisko podwórza, gdzie kury dziobały nieco stęchłe już poprzednie porcje.

ordynatowa Podtworecka: Jak kto na rodzinnem łonie jątrzy niby czerw, temu się i czerwie na jagodach jątrzą! – sapnęła sykliwie Oksanka, by zyskać na czasie i udrapować nadmiar swojego wilgotnego od rzęsistych pocirań ciała przymilnie a swarliwie, jakoż to narzeczeniec Jagodziny, zaś i Oksanowemu oczku nader słodki, odwiedziny miał czynić w porze podwieczorku, czyli gdzieś między pianiem głuszca na sumę a wieczornym pohukiwaniem myśliwców, co pod lasem zwierzynę pędzili, jakoż i bimber pod domem.