Archives for the month of: Maj, 2011

Strasznie jestem obolały. Coś ty mi robił?

No właśnie niewiele w zasadzie.

A, to może z przyzwyczajenia.

Als Neuling trat ich ein in dein Gehege;
Kein Staunen war vorher in meinen Mienen,
Kein Wunsch in mir, eh ich dich blickte, rege.
Der jungen Hände Faltung sieh mit Huld,
Erwähle mich zu denen, die dir dienen
Und schone mit erbarmender Geduld
Den, der noch strauchelt auf so fremdem Stege.

 

[te pieśni są strasznie krótkie – powiedział mrówk
i noszą czarne skarpetki – dodał Wiewiór]

Od 3’19”:

 

I zrobiłem przekład filologiczny dla nieznających niemieckiego.

Jako nowicjusz wstąpiłem do twego kręgu;
w moich gestach nie było zdziwienia,
nie mąciło mnie żadne życzenie, dopóki cię nie zobaczyłem.
Spójrz przychylnie na złożone młode dłonie,
wybierz mnie na jednego z tych, którzy ci służą,
i miłosierną cierpliwością ochroń tego,
który stąpa po tak obcej ścieżce.

– Czy nie chciały pan poświęcić trochę czasu tej [mojej] miłej dziewczynie?

– Ja mam…?

– Że się tak wyrażę, od czasu do czasu zamieszać w rondlu, w którym postawiłem na ogniu kiełbasę z kapustą.

H. Mann, Poddany

[…] Diederich miał bowiem taką naturę, że uszczęśliwiała go przynależność do bezosobowej całości, do tego nieubłaganego, gardzącego mechanizmu, jakim było gimnazjum, że władza, owa zimna władza, w której sam uczestniczył, aczkolwiek tylko jako strona cierpiąca, przepajała go dumą. W dniu urodzin wychowawcy udekorowano katedrę i tablicę. Diederich oplótł kwiatami nawet trzcinkę.

[…]

Diederich zdawał sobie sprawę, że wszystko tutaj, traktowanie, fachowe wyrażenia, wszystkie te wojskowe czynności zmierzały przede wszystkim, aby godność człowieka obniżyć do minimum. I to mu imponowało: im gorzej mu było, tym większy czuł szacunek i coś w rodzaju samobójczego entuzjazmu. […]

H. Mann, Poddany

Oto co mrówk znalazł kiedyś w lodówce u Jeża T. – maleńkie pudełeczko ze smętnymi dwoma kawałeczkami papryki. jeśli kogoś to nie wzrusza, to jest nieczułym okrutnikiem, filistrem, zelotą, sybarytą i kreacjonistą, i na pewno w dzieciństwie męczył zwierzątka!

fotki oczywiście z warszawskich ulic

– To ta lesbijka.

– Jaka?

– Ta, co wygląda, jakby usunęła sobie ciążę rozżarzonym wieszakiem.

– On mówi, co robi. To znaczy pokazuje, co myśli.

Fotki zrobione na ulicach Warszawy. Szczególnie polecam fetysz znoszonych biustonoszy (tani) oraz efekt wibrującej kurwy do uzyskania za pomocą błyszczyka.

– Na Zachodzie jest zakaz miejsca publicznego.

Z okazji Błogosławionego Aktu Beatyfikcji – ołtarzyk ekumeniczny. Mszał trydencki, Koran, bóstwo płodności, czaszka, aborygeńska figurka, Budda, krucyfiks. A także napis niewyznaniowy.

Mrówk: Moi rodzice od lat kupują Wprost, Politykę i Newsweeka.

Wiewiór: No to niezły przekrój.

Mrówk: – Byłeś bardzo użyteczny.

Wiewiór: – Aua.

– Mam zatrzaśnięty pęcherz.

– Ooo, a co ci się stało z sutkami?

– Zostały zaatakowane przez spłaszczyciela.

Mrówk do leżącego obok Wiewióra patrzącego się jakby w nieskończoność:

– I co tam wypatrzyłeś?

– Przedpokój.

W domu, kiedy na zewnątrz pada deszcz.

– Myłeś głowę?

 Nie.

 To dlaczego masz mokre włosy?

 Bo pada.