Archives for the month of: Czerwiec, 2011

Wdowa Clicquot, która odziedziczyła po mężu jedną z najlepiej prosperujących winnic w Szampanii, zapytana niegdyś, kiedy najchętniej pija szampana, odrzekła coś w stylu:

Piję go rano, w południe i wieczorami; jako apéritif, do dań głównych i do deserów; piję go w samotności i razem z przyjaciółmi; piję go na chandrę i gdy mam świetny humor. Poza tym nie pijam go prawie wcale…  chyba że chce mi się pić. 

Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach

Przy pomocy specjalnej kamery mikroskopowej zobaczymy, jakie straszne spustoszenie w organizmie żywym wywołuje dymek z papierosa. Komentarz naukowy: profesor Elektrokapuściocha.

 Nikotyna zżera nowiutkie cytotchawki monopłucne Kirchmeyera.

Płynąc, zżera w transie jadopogazowym nowiuteńką ściankę milocytu Westing-Hosa.

Zaalarmowane hemocytoblasty usiłują odpędzić agresora, wydalając czerwony odczyn pelikulozy górskiej.

Na próżno. Polimaź nikotynorakoliptobełku mortwicuje nowiusieńkie fotocytonity płucne.

To straszne. Stara samica pogazowa atakuje. Fitomikrodendryty pulsują agonalnie. Ajajaj.

Znowu samica. Cytoostatnie biopodrygi. Granulat leptospiru, żałosna resztka dawnej prestoplastki.

Biedny organizm. Migotki-bulgotki monogenetyczne, neutralni obserwatorzy dramatu, również padają ofiarą papierochów złośliwych.

Nie pomoże nawet reakcja biospulpatyczna z ciałkiem Jacksona włącznie.

A oto ciałko Jacksona. Nawet pęcherzyki cytoplazmoidalne także poliptoparują.

Następuje obrzydliwy wycisk chloronitrodendoka z owłośni biopulptonu – to ostatnie stadium degrenegreflinu.

Drży ze strachu biedaczyna limfoblast doktora Poziomki. Widok z oddali. Niewinny leukomocznik poprawczaka zamienia się w zwyrodniałą formę taranu nikotynowego i wali jak szalony. No tak. Taranuje.

Nikotyniawki złośliwie atakują osmocznię marmonitu.

Na zewnątrz: ciężar, gniecenie, tępy ból, drgawki, wymioty, biegunka. Oszalała fizjologiczna papka; wynaturzenie wora omoczniowego.

Coraz mniej zdrowych pretlenowców. A poprawczaki tytoniują metodycznie z pruską dokładnością, żuwaczkują i bąbelkują.

Wisteria monocytogenna w rozpaczy. Spustoszenie w środku nowiutkiej, mało używanej mózgogrdyczki Marmoniego.

Przepalone płucniaki. Przepalony opłucniak. Przepalona płucniawka. Przepalony płucak. Przepalone najpiękniejsze lata młodego życia.

[film autorstwa niezrównanego Juliana Antonisza]

[transkrypcja ze słuchu dokonana przez mrówkodzika; transkryptor czeka na poprawki i sugestie, bo 1) jest przygłuchy, 2) materia jest nielekka audytywnie]

Tombeau – dosł. franc. „grób”- jest to rodzaj muzycznego trenu, lamentacji (we Włoszech zwany był właśnie lamento).  Był zwyczaj, że po śmierci znanego kompozytora-wykonawcy jego koledzy muzycy pisali takie utwory dla uczczenia jego pamięci.

Kto wejdzie na youtube, żeby posłuchać tego tombeau, będzie miał obok linki do innych utworów Frobergera w doskonałych wykonaniach Blandine Verlet.

To tombeau podobnie jak Lamentation na śmierć Ferdynanda III (także Frobergera) kojarzą mi się z Leçons de ténèbres („lekcje ciemności” – medytacje na okres wielkanocny oparte na Lamentacjach Jeremiasza) François Couperina:

Program interwencyjny na tvn24. Jakaś kobieta pyta mężczyznę pośpiesznie wsiadającego do samochodu:

– Jest pan uczciwym człowiekiem?

– Niech pani mnie nie oskarża o nic!

 

Najnowsze statystyki publikuję w formie wiersza. Do lektury tego virelai dla ubogich zapraszam szczególnie osoby pozbawione literackich oczekiwań i wrażliwe jak wykidajło w burdelu.

STATYSTYKI VI – NIE MASZ NADZIEJE

darmowy sex kobiety z kobieta z fiutem
uprawiajac seks codziennie to dogadzam jej
unieruchomione kobiety bdsm
nie masz nadzieje

myśli w stanie upojenia alkoholowego
laski z kutasami ruchają facetów
maska przeciwgazowa poppers
pedalskie obowiązki

transparenty 2011 eurosodoma
projektantka anity berg
porady, jak osłabić ściągacz w bieliźnie
nie masz nadzieje

gwalt ruchanie
dół kloaczny
belgian chocolate club
pedalskie obowiązki

piczowąsy słownik
jak się nazywa dwustronne dildo
la tour eiffel wymowa
nie masz nadzieje

nenufary cytaty z wierszy
stare lumpiary
pedalskie obowiązki
nie masz nadzieje

Przełożony, a zarazem promotor,  z wyrzutem do Mmm i dwojga jego kolegów z zakładu:

– W państwa wieku Skłodowska miała już doktorat!

Mmm na to:

– Tak, ale jej promotorem był Becquerel

Jest taki piękny, choć mniej znany niż Goldbergvariationen i mniej obszerny, cykl wariacji w stylu włoskim Bacha (Aria variata alla maniera italiana, BWV 989).  Ciekawie wykonuje je niejaka Zuzana Růžičková, do posłuchania tutaj. Słucha się świetnie, chociaż w 1/3 przypadków mrówk akurat czuje te wariacje inaczej, np. wariacja IV (6’22”) jest dla niego refleksyjna i wycofana, a ona gra ją pewnie i bojowo. Ale cały czas robi to ciekawie, nie nudząc.

Klawesyny bywają wyposażone w pewną modyfikację dźwięku zwaną „lutnią”. Polega ona na tym, że do strun przysuwają się tłumiki nadające instrumentowi brzmienie podobne do lutni. Mrówk to uwielbia. Można tego efektu posłuchać w wariacji V (7’37”) wspomnianego nagrania.

I dla porównania także ciekawe, choć odmienne podejście Rinalda Alessandriniego, tutaj.

 

Wychowawczyni w podstawówce mówiła coś o konieczności udzielenia przez nas pomocy  dziewczynie z klasy, która miała dość poważne problemy. Wychowawczyni przemówiła, siląc się na oficjalny styl:

Celem pomożenia Małgosi…

a ja zrozumiałem:

Celem pomorzenia Małgosi…

Skamieniałem w szoku, póki – po dłuższej chwili – nie zrozumiałem, że chodzi o pomoc skierowaną do Małgosi, a nie o pomór dokonany na Małgosi.

Dotarłem do w sumie trzech możliwych wersji tego chorału, a mowa o Christ lag in Todesbanden:

1) chorału właściwego (którego nigdzie nie mogę znaleźć na sieci),

2) 20-minutowej kantaty na bazie całego psalmu Lutra,

Harnoncourt:

Koopman:

3) krótkiego preludium organowego o charakterze fantazji na temat motywu tego chorału

Podaje tekst trzech pierwszych versus wraz z moim tłumaczeniem jak to określam, tautosylabicznym, czyli odzwierciedlającym – z drobnymi wyjątkami – rytm oryginału, co nadaje mu miejscami chropawe brzmienie po polsku:


Christ lag in Todesbanden

für unsre Sünd gegeben,

Der ist wieder erstanden

und hat uns bracht das Leben;

Des wir sollen fröhlich sein

Gott loben und ihm dankbar sein

Und singen Halelluja. Halelluja!

W okowach śmierci Chrystus

za nasze spoczął grzechy,

By z martwych powstać znowu,

dać życie nam z powrotem;

Z tego trzeba się weselić

chwalić Boga, czynić dzięki

i zaśpiewać: Alleluja. Alleluja!

Den Tod niemand zwingen kunnt’

bei allen Menschenkindern,

das macht’ alles unsre Sünd,

kein Unschuld war zu finden.

Davon kam der Tod so bald

und nahm über uns Gewalt,

hielt uns in seinem Reich gefangen. Halelluja.

Śmierci nie zwyciężył nikt

wśród wszystkich ludzkich dzieci

to przez nasz powszechny grzech,

niewinnych szukać próżno.

Stąd tak rychła przyszła śmierć

i przemocą wzięła nas,

więziła nas w królestwie swoim. Alleluja.

Jesus Christus, Gottes Sohn,

an unser Statt ist kommen

Und hat die Sünde weggetan,

damit dem Tod genommen

all sein Recht und sein’ Gewalt,

da bleibet nichts denn Tod’s Gestalt,

den Stach’l hat er verloren. Halelluja.

Jezus Chrystus, Boży Syn,

na nasze przyszedł miejsce

i wszelkie grzechy przegnał precz,

ażeby zabrać śmierci

cały gwałt i przemoc jej;

dziś został z niej jedynie cień,

swe żądło utraciła. Alleluja.

[słowa Marcin Luter, przeł. mrówk]

Mrównik nazywa się po grecko-łacińsku Orycteropus afer, co można przetłumaczyć jako Grzebonóg afrykański. Łatwo jednak skojarzyć przymiotnik afer z rzeczownikiem aper – dzik. Używa się też nazwy prosię ziemne (kalka z niderlandzkiego aardvark, por. ang. earth pork), co wzmacnia skojarzenie z dzikiem, czyli knurkiem leśnym.

Mierzy ponad dwa metry, co teoretycznie mogłoby budzić szacunek, ale po odjęciu ogona nie jest już takie imponujące.

Mózg mrówników ma niewielkie rozmiary, półkule są słabo pofałdowane. Mrówniki mają węch lepiej rozwinięty niż jakikolwiek inny ssak.

Język mrównik ma długi o skórze stwardniałej, co czyni go poniekąd odpornym na ukąszenia owadów.

Mrównik prowadzi nocny tryb życia. Dzień spędza w wykopanych przez siebie jamach (kilku). Z nory wyłania się późnym popołudniem lub tuż po zachodzie słońca i wędruje nawet całkiem daleko od domu, huśtając długim nosem na boki, aby wyczuć pożywienie.

Jego tryb życia jest również samotniczy, więc jest mu raczej smutno, choć nie powie, żeby się nie przyzwyczaił. Trochę.

W niewoli dożywa 24 lat.

Może spać na plecach, na boku,  żerować lub stać wypchany w muzeum.

klip, chlip

 

I have chromatophores
So I can change my color
Yes I can

Don’t you worry ’bout the distance
I am here if you get lonely
With my tentacles and vision
Outside your shell
I can protect you
You will be well

You have eight thousand species
I have only six fifty
You have open circulatory
I have closed circulatory

You live in fresh and salt
But I can only live in sea

You don’t breathe using gills
And you don’t have a heart
Oh, no, you don’t
You absorb oxygen through you blood
Using you mantle cavity…

oryginalna piosenka:

I’m a thousand miles away*
But tonight you look so pretty
Yes you do

Give this song another listen
Close your eyes
Listen to my voice, it’s my disguise

Someday I’ll pay the bills with this guitar
We’ll have it good
We’ll have the life we knew we would

——————————————————

* zabawne, jak utarte wyrażenia czasami dokładnie potrafią określić odległość

każdy polak kulturalny

kobieta z kutasem zamiazt nosa

wychuchol

jestem pedałem i obowiązki mam pedalskie

wiocha.pl

nie masz nie masz

bdsm na co dzień jak?

„opowiadanie erotyczne” bachor

poezja semantyczna

gay romeo nie moge się zalogować

jak się nazywa dwustronne dildo

eurosodoma

stare lumpiary

przejęzyczenia w ciąży

czy kwiaty śpią?

unieruchomione kobiety bdsm

ruchaj mnie wiersze

motylek cipka

ostatecznie wszystko co żyje ma w środku jakąś kiszkę tłumaczenie

szparagus wikipedia

przerosniete lechtaczki sex porno

Rozmawiam z jakimś znajomym na żywo, twarzą w twarz, okiem w oko. Porusza nieco, ale tylko troszkę, poważniejszy temat, na co rozmówca z niewzruszoną miną stwierdza:

– To nie jest rozmowa na telefon.

Wczesne popołudnie, niedziela, ciepło i pogodnie. Do tramwaju wsiada jeszcze po prawej stronie Wisły na oko dwudziestokilkuletni chłopak o wyglądzie rastafariańskim i zaczyna dziwnym głosem krzyczeć, raczej wesoło, choć za głośno:

– Pilnujmy ludzi, którzy są przepełnieni sobą! Hap! Hap! Hap! Hap!

I wali w kasownik.

– Spodziewasz się zgrabnej rabaty, a zastajesz nieskoszony klomb.

– Podobasz mi się bardzo, owszem, ale kupię sobie ładniejszego.

– Nie lubię szczurów, są groźne, są niebezpieczne.

– Ale przecież pojedynczy szczur hodowany w domu nie zjada człowieka…

– No nie wiem…

Nadesłane przez czcigodną Agathé:

„Oznaki pederastyi biernéj”

Pederasta bierny powinien być obserwowany 10 do 15 minut w pozycji na kolanach, z piersiami na poduszce, z nogami rozsuniętymi tak, żeby się kolana i pięty nie dotykały. Oznaki pederastyi biernéj są następujące:

  1. lejkowate wgłębienie kiszki odchodowéj;
  2. zrównanie promienistych fałd skóry;
  3. odór z kiszki odchodowéj;
  4. wprowadzenie palca w kiszkę odchodową nie powoduje kurczenia się ściągacza sphinctera. Ściągacz nie chwyta palca wskazującego;

Najważniejszą oznaką pederastyi biernéj jest osłabienie ściągacza, wskutek czego występuje mimowolne wydzielanie gazów i walanie bielizny.

[źródło: „Gazeta Sądowa Warszawska” z 1889 r., cyt. za fejsbukową stroną Milosc nie wyklucza]

Trzy wybrane fajne  hasła ze transparentów i koszulek uczestników parady równości:

Homophobia is so gay

 Jestem pedałem i mam pedalskie obowiązki *

 Będę nosił damskie torebki **

i jedno piękne interpunkcyjnie ze strony przeciwnej:

Każdy polak kulturalny, dba o przyrost naturalny ***

——————————————————–

* Ten napis ma głębszy sens – chodzi bowiem o to, że w projekcie Ustawy o związkach partnerskich nie zawarto  tematu obowiązków. Wynika z tego, że partnerzy w związku partnerskim w rozumieniu projektowanej ustawy nie mieliby wobec siebie żadnych obowiązków, a więc: obowiązku wierności, wzajemnej pomocy, wspólnego pożycia.

** Patrz: sprawa Tinky’ego Winky’ego.

*** Nie pamiętam, co to był za poeta francuski, ale sądzę, że jakiś symbolista, który napisał w którymś wierszu „Vous, êtes…” tzn. oddzielił podmiot zaimkowy od orzeczenia (które na dodatek po francusku łączą się fonetycznie) czyli celowo popełnił błąd interpunkcyjny wagi najcięższej i to się jakimś echem odbiło szerokim i przełomowe było. Szukałem po słowach kluczowych, jakie zdołałem wymyślić, ale niestety nie doszedłem do tego, co to za poeta. Tak czy owak, widać NOP-owcy, MW i ONR-owcy są pionierami futurystycznej interpunkcji.

Agathé rozmawia z hrabiną i ordynatową o tym, jak pacjent mógłby zapytać swoją psychiatrę, czy jeździ do pracy kolejką podmiejską:

– Czy jedzie tam pani doktor w elektrycznym wnętrzu żelaznego węża?