Archives for the month of: Wrzesień, 2011

– Niepokoi mnie ten kefir w lustrze na twoim zdjęciu.

– A mnie niepokoją neutrina.

– Słyszałem. To gorsze niż to, jak uruchamiali CERN, cośmy siedzieli ze znajomymi, pijąc ruskiego szampana i czekając na koniec świata, rozwój sytuacji śledząc na jakiejś rumuńskiej stronie, bo tam często pojawiało się słowo dupa.

Żubr zasugerował, że mrówkodzik ma ochotę spędzić wieczór w sposób stosunkowo udany. Mrówkodzik na to:

– Poczułem, że zaciska mi się ręka na tej ścierce, którą trzymam. Ale nie wiedziałem, czy mam najpierw pieprznąć nią ciebie, czy siebie samego…

Opowiada rzeczy, w które – niektóre przynajmniej – sam nie wierzy.

[reporter tvn24 o Miedwiediewie; notabene, nie znam chyba drugiego słowa z czterema „ie”; za to kolekcjonuję słowa z więcej niż dwoma „ó” i z więcej niż czterema „y”, np. półgłówków, współkrólów, przybyłybyśmy, wyżyłybyśmy, ha; proszę o dostarczanie nowych]

Mrówk: Trzeba uważać, bo a tear to „łza”, a to tear to „drzeć”, „rozdzierać”.

Jeż T.: Na przykład szaty?

Mrówkodzik rozmawia ze znajomym Włochiszpanem o jakimś bardzo atrakcyjnym kolesiu i poznawaniu go głębiej.

Włochiszpan (w uniesieniu): … Y así podrás explorar sus raíces…!

Mrówkodzik (z powątpiewaniem): Ya, sus raíces nerviosas!

————————————————————————-

(I tak będziesz mógł poznać jego korzenie – Chyba korzonki nerwowe!)

Ktoś: Chciałbym być jaguarem bądź tygrysem.

Mrówkodzik: Bądź jaguarem.

A kiedy masz czas? Zawsze jak próbuje się z Tobą umówić to zajęty jesteś ;-)

Bo ja zajęty jestem. Muszę uporządkować sprawy. Przed śmiercią. Mam ci do oddania parasol.

– Co ty gadasz jaką śmiercią, no, a parasol by mi się przydał ;-)

Była taka seria kryminałów wyd. Czytelnik, zwana serią z jamnikiem.

Mrówkodzik zastanawia się głośno, czemu akurat jamnik zapatronował serii kryminałów. Na co Żubr odpowiada, nie bez racji:

No bo jamniki są takie kryminalne.

Mrówk, patrząc na fotkę Picassa z jego jamnikiem:

– Ooo, patrz, Picasso jamnika!

Żubr: Ale ten czworokąt to naprawdę fajny był.

Mrówkodzik: Cieszę się twoim szczęściem.

Żubr: Szczęściem bym w sumie tego nie nazwał…

Mrówkodzik: No dobrze. To cieszę się twoim nieszczęściem. To zresztą byłoby bliższe prawdy.

Pokażę ci, jak zrobić sos serowy.

– Okej, ale pozwolisz, że nie będę patrzył.

– Ej, weź, puść coś normalnego.

Ci, co używają takich słów, to lubią dawać pedałom w mordę.

 – Pierwszy raz trafiłem na Minę, gdy…

Mina, skądinąd nierówna, bywa bardzo ciekawa. Warto wspomnieć chociażby spopularyzowaną przez Luz Casal piosenkę Un año de amor (w Wysokich obcasach Almodovara):

w pierwotnej wersji Un anno d’amore:

Oraz późną, nostalgiczną, schyłkową, w nieco mahlerowski sposób symfoniczną piosenkę Ma come hai fatto:

Ma come hai fatto a trasformare il tempo

in un’attesa di rivederte

no non ha senso questa mia vita

e più ci penso e più è un filo

nelle tue mani

Kolejna książka z biblioteki Grossvatera W. – Długie pożegnanie Chandlera (wyd. Czytelnik – Seria z jamnikiem!), przetłumaczona przez Krzysztofa Klingera. Oto dwa cytaty:

Zawsze można się czymś zająć, jeśli człowiek nie musi pracować i liczyć się z tym, ile co kosztuje. Nie daje to prawdziwego zadowolenia, ale bogaci o tym nie wiedzą. Nigdy go przecież nie zaznali. Zresztą nie dążą do niczego usilnie, chyba że jest to przespanie się z czyjąś żoną, ale i to pragnienie jest blade w porównaniu z tym, jak żona hydraulika marzy o nowych zasłonach do jadalnego pokoju.

[jadalny pokój; w odróżnieniu od pokoi niejadalnych…]

No i to:

Przeważnie staram się zabić czas, ale czas umiera powoli.

Niniejszym pomieszczam fragmenty książeczki, znalezionej w mieszkaniu, będącej niegdyś własnością dziadka obecnego właściciela.

Jest to minipowieść, czy może raczej nowela erotyczna, nieznanego mi autora nazwiskiem Philippe de Jonas pt. Wieczory generała, przeł. Marek Puszczewicz, wyd. Prolog, 1993. [Interpunkcja cytatów oryginalna.]

Książka jest dziwna. Krótka, nierówna, koncepcyjnie mało spójna. Przypomina skrzyżowanie motywów z Pornografii Gombrowicza, stylistyki Zdeptanego kwiatuszka Firbanka, dosadności Żywotów pań swowolnych Brantôme’a i konstrukcji taniego powieścidła pisanego bardziej ku pokrzepieniu lędźwi niż serc.

A pomieszam, gdyż kilka z tych fragmentów jest śmiesznych, a kilka wcale niegłupich. Najpierw śmieszne, potem te trafniejsze.

Cóż cię upoważnia, kobieto niskiej kondycji, o śmiesznej, prowincjonalnej fryzurze, do szperania w plisach spódnicy generalskiej córy! […] Zabieraj natychmiast język z tabernakulum, które bezcześcisz!

*

W kuchni, gdzie [dwunastoletni] chłopiec zanurzał swój rogalik w miodzie, za kredensem stał wściekły i rozgoryczony parobek, który szybko i ciężko sapał. Chłopiec ujrzał go dopiero, gdy ten skoczył na niego. Parobek stłumił jego krzyk twardą dłonią. Drugą ręką ściągnął majteczki i wysłał na zwiady dociekliwy paluch, po czym odwróciwszy dziecko, przyjął postawę stosowną, by dokonać na nim najstraszliwszego wymuszenia.

 

*

Wolę małżowinę niźli k… (w tym miejscu gra słów nieprzetłumaczalna na francuski, więc tym bardziej na polski).

[sic! – przypis tłumacza wpisany w tekst!]

I moje dwa ulubione fragmenty:

Któż bowiem może być bardziej skłonny do czułych ustępstw, niż dusza jeszcze drżąca po wielkich żalach?

*

 Sądząc po [jego] upodobaniu do poniżania mnie powinnam zgadnąć, iż pewnego dnia będzie szukał własnego upodlenia.

Skoro już się znęcam nad buddyzmem, to spójrzmy na tych, którzy mienią się jego wyznawcami. (Nie mówię o ludziach wyznających etykę buddyjską czy jej elementy, tylko o tych, którzy dumnie mienią się buddystami par excellence). Większość znanych mi akurat dumnych buddystów, to używający alkoholu, narkotyków, tytoniu, bywający w nocnych klubach, w tym seksklubach, jedzący mięso, klnący jak szewce promiskuityczni geje. Pomyśleć tylko, jak idzie im wypełnianie zaleceń Ośmiorakiej Ścieżki, jednego z najważnejszych filarów buddyzmu…

  1. słuszny pogląd (właściwy pogląd) – zrozumienie konieczności przebywania w medytacyjnym zrównoważeniu
  2. słuszne myślenie (właściwe myślenie) – wykorzenienie żądzy i nieżyczliwości
  3. słuszne słowo (właściwa mowa) – wstrzymanie się od kłamstwa i obmowy, używanie mowy w celu przynoszenia pożytku innym
  4. słuszny czyn (właściwe postępowanie) – przestrzeganie Pięciu Wskazań
    1. Zobowiązuję się przestrzegać nakazu, nie niszczyć żywych istot.
    2. Zobowiązuję się przestrzegać nakazu, nie brać tego co nie dane.
    3. Zobowiązuję się przestrzegać nakazu, powstrzymywać się od złego seksualnego prowadzenia się.
    4. Zobowiązuję się przestrzegać nakazu, powstrzymywać się od niewłaściwej mowy.
    5. Zobowiązuję się przestrzegać nakazu, powstrzymywać się przed spożywaniem napojów odurzających i narkotyków, które prowadzą do nieuważności.
  5. słuszne zarobkowanie (właściwe zarobkowanie) – utrzymywanie się z zajęcia niewymagającego łamania przykazań
  6. słuszne dążenie (właściwe dążenie) – dążenie do oświecenia
  7. słuszne skupienie (właściwe rozważanie) – zastanowienie się nad sprawami myśli i uczuć
  8. słuszna medytacja (właściwe skupienie)

[Dzisiaj kolejny odcinek poszukiwań duchowych. Piękna buddyjska Sutra Serca, która zdaje się równie wiele wnosząca wartościowa, co przepisy starotestamentowej Księgi Powtórzonego Prawa.]

Maha Pradżnia Paramita Hridaja Sutra

Bodhisattwa Awalokiteśwara,
Praktykując głęboko Pradżnię Paramitę,
Postrzega pustkę wszystkich pięciu skandh
I uwalnia się od wszelkiego cierpienia i niepokoju.

Siariputro,
forma nie jest różna od pustki,
pustka nie jest różna od formy.
To, co jest formą, jest pustką,
A to, co pustką — formą.

[…]

Siariputro,
Wszystkie dharmy są puste;
Nie pojawiają się ani nie znikają,
Nie są skalane ani czyste,

[…]

Dlatego dla bodhisattwy zagłębionego w Pradżni Paramicie
Umysł nie jest przeszkodą;

[…]

Wszyscy buddowie trzech czasów,
Polegają na Pradżni Paramicie
I osiągają Annutara Samjak Sambodhi.

[…]

Dlatego głoś mantrę Pradżni Paramity,
Głoś mantrę, która brzmi:

Gate gate paragate parasamgate bodhi svaha

—————————————————–

Faktycznie, dla bodhisattwy umysł nie jest najwyraźniej przeszkodą.

Kiedy czytam fragment o pustce i formie, przypominają mi się słowa Malaklpisy Młodszego o sensie i bezsensie (patrz jeden z poprzednich wpisów z 23 września):

Wszystkie twierdzenia są w pewnym sensie prawdziwe, w pewnym sensie fałszywe, w pewnym sensie bez sensu, w pewnym sensie prawdziwe i fałszywe, w pewnym sensie prawdziwe i bez sensu, w pewnym sensie fałszywe i bez sensu oraz w pewnym sensie prawdziwe, fałszywe i bez sensu.

I jak tu się nie zgodzić?

 

Zespół Cotarda – rzadko występujące zaburzenie towarzyszące czasem ciężkiej depresji, objawiające się występowaniem urojeń nihilistycznych o rozbudowanej, absurdalnej treści (zanik narządów, rozpad organizmu, przekonanie o własnej śmierci). Obserwuje się także pobudzenie psychoruchowe, silny lęk oraz obniżenie czucia bólu i skłonności samobójcze (suicydialne). Należy do obrazu chorobowego wystepującego najczęściej w depresji inwolucyjnej.

Nazwa schorzenia wywodzi się od nazwiska Jules’a Cotarda (1840–1889), francuskiego neurologa, który jako pierwszy opisał to schorzenie jako le délire de négation.

W publikacji tej Cotard opisał przypadek panny X, która początkowo zaprzeczyła istnieniu boga i szatana, oraz niektórych części swego ciała, i kazała nazywać się Mademoiselle X. Później utrzymywała, że jest martwa i skazana na wieczne potępienie i nie może już umrzeć naturalną śmiercią.

[za wikipedią]

– And what about Louis Vuitton?

– I’m afraid we might not have Louis Vuitton in Warsaw…

No Louis Vuitton?! Burn down the city!

– Marzę o klawesynie, ale jeszcze trochę pomarzę, zanim się dorobię, obawiam się. Znam kilka osób, które mają w domu, i zazdroszczę im tak, że kiedyś mogę zrobić którejś krzywdę.

Zabić dla klawesynu… cóż za piękny gest – choć potem pewnie trudno by ci było wynieść go z domu ofiary.