Archives for the month of: Maj, 2012

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

When they answered the bell on that wild winter night,

There was no one expected – and no one in sight.

Then they saw something standing on top of an urn,

Whose peculiar appearance gave them quite a turn.

All at once it leapt down and ran into the hall,

Where it chose to remain with its nose to the wall.

[…]

In the night through the house it would aimlessly creep,

In spite of the fact of its being asleep.

It would carry off objects of which it grew fond,

And protect them by dropping them into the pond. […]

[Edward Gorey,  The Doubtful Guest]

 – Będziecie uprawiać seks?

– Tak, wyuzdany! A potem nasikamy na siebie!

– Nawzajem?

– Tak!

– Nigdy tego nie robiłeś, prawda?

– Noo, nie.

– Noo.

*

– Ja jestem lepszy, bo jestem aktywny. A ty?

– Ja pasywny, a ty gorszy, bo musisz grzebać.

*

– Ciąg jest formą funkcji. 

Torquato zachęca mnie i Tomka do posłuchania Rossiniego, za którym żaden z nas nie przepada. Mówi o sile przekazu Otella:

 – No bo posłuchajcie sceny burzy! Sceny śmierci Desdemony! Sceny… sceny w ogródku!

Kantata na śmierć królowej Polski (de nomine) Krystyny Eberhardyny, żony Augusta II.

Libretto marnawe, ale pomieszczam, żeby sobie można było podśpiewywać.

Der Ewigkeit saphirnes Haus
Zieht, Fürstin, deine heitern Blicke
Von unsrer Niedrigkeit zurücke
Und tilgt der Erden Dreckbild aus.
Ein starker Glanz von hundert Sonnen,
Der unsern Tag zur Mitternacht
Und unsre Sonne finster macht,
Hat dein verklärtes Haupt umsponnen.

M. S.-C.

To okno zgasło już i ogień lampy mdły
Dyktuje chwiejny krok kolejnych ruchów rąk,
Co w górę oraz w dół nadają nikły rytm
Substancjom których gniew wypełnia rurek spląt,
Bo tak nakazał im zwyczajny ludzki spryt,
Gdy pracy słony fakt w ten wąski wstąpił kąt.
Cóż, słońce zaszło już, a szyby ślepy blask
Tak ostro w ciszy brzmi, bo sens swój stracił smak.

Lecz jeszcze chociaż raz – powtórzyć ręki ruch,
Wypełnić mrokiem pięść retorty, dolać coś,
Nad palnik przenieść szkło i mocno skupić słuch,
By zanim zawrze płyn odstawić go na bok,
Choć za oczami tkwi bolesny, sztywny słup,
A do przelania jest: tak dużo, dużo ton.
I czasem gdzieś w tym śnie, jak świadomości ślad,
Przebija poprzez ból raz polon, a raz rad.

(znalezione tutaj)

Luter te psalmy to ściągał z łacińskich…

No to co. Ja tam lubię jego poetykę, retorykę.

No jasne. Trudno lubić jego erotykę.

– Jak nogi odmawiają posłuszeństwa, to nie ma co iść na nogach. 

–  Cześć, myszko!

Myszko?!

Bo do ciebie trzeba jak do dziecka.

Kiedyś chętnie posłucham opowieści o przeszłości!

Jest też opowieść o teraźniejszości, ale to może być dość odległa przyszłość.

1. wola i wyobrażenie

Chcę być lesbą ale z koleżanką.

Co mam zrobić podczas wiecie czego?

[ z jakiegoś forum]

 2. nie mów

Seks jest fajny nie powiem, ale wolę miłość, pocałunki, szczere rozmowy itp .

 3. praca hańbi

Szukam do wynajęcia w pełni umeblowany pokój w mieszkaniu z dostępem do internetu, prali, lodówki itp. Ja miły spokojny, bezkonfliktowy. Nie interesują mnie sex propozycje ani innego typu rzeczy. Wszelkie propozycje tj, cene oraz dzielnice proszę składać na pw :) z góry dzięki NIE JESTEM DZIWKĄ NIE SZUKAM PRACY ANI SPONSORA

 4. wybór

jestem uniwersalny ale z racji ze natura nie byla dla mnie laskawa pozbawiajac mnie duzego rozmiaru wole byc pasywny.

 5. ogrom jak pogrom

Pomijając wygląd, ważne jest też wypełnienie czaszki, co w dzisiejszych czasach jest największym problemem, patrząc na ogrom analfabetyzmu i żenujące wiadomości o skąpej i przerażającej treści.

 6. rzeczy i inne słowa

Aha i jeszcze jedna rzecz, nie mylmy chamstwa z poczuciem humoru, ironią, groteską, humoreską i innymi, fajnymi słowami

 7. ekwikwiwokacja

jestem dobry w gębie i do świata stoje otworem:

 8. puc na wodę

Wenn das Leben dir Zitronen gibt putz die Fenster damit

 

Du sollt glauben und nicht wanken,
Daß ein’ Speise sei den Kranken,
Den’n ihr Herz’ von Sünden schwer
Und für Angst ist betrübet sehr.

Lata temu w Kanadzie. Zima, mróz, śnieg po kolana. Ojcu mrówkodzika padł akumulator, nie może odpalić silnika. Stoi więc gdzieś na poboczu zestresowany i zatrzymuje kolejne samochody, pytając:

– Excuse me, can you help me? I need some booze.

Kierowcy na dźwięk tych słów zamykają szybę i odjeżdżają bez słowa. O co chodzi? Dopiero któryś z kolei zatrzymany przygląda się przez chwilę i mówi z namysłem:

– You mean you need some boost?

Do rzeczowników nieoznaczających osoby (nieosobowych), których liczbę mnogą może tworzyć sufiks –ān, należą: […]

e) rzeczowniki, które tradycyjnie utrzymały liczbę mnogą -ān: gonāhān „grzechy”, anduhān „zmartwienia”, soŭgandān „przysięgi”, γamezgān „kokieteryjne mrugania”

 

B. Składanek Wprowadzenie do gramatyki języka perskiego, Wyd. Akad. Dialog, 1997

Skarżyła mi się wujenka, że gdy kocha wuj, to męka.

Zadręczały ją te szały i brewerie.

Za to radość niepomierną niosła jej wuja niewierność,

Bo jej całą zawdzięczała biżuterię.

Hop, hop, hejże ha! Całą biżuterię.

Złotą broszę za tę Olę, co z nią młócił wuj w stodole.

Bransoletę za konkietę madame Lili.

A ten pierścień ze szmaragdem to wuj wujnie dał za Magdę,

Gdy go w życie z nią o świcie wykosili.

Hop, hop, hejże ha! W życie wykosili.

Cud pektorał wuj na święta kupił wujnie za bliźnięta,

Co je wzięła z nim poczęła panna Zocha.

Krzyżyk z kości i emalii – za tę praczkę, co do balii

Głową wpadła, gdy ją z nagła wuj pokochał.

Hop, hop, hejże ha! Z nagła wuj pokochał.

Wachlarz z pereł i szyldkretu – za szantezę z kabaretu.

A egretkę za subretkę Teklę Pośpiech.

Brylantową aureolę dał wuj wujnie za pacholę,

Gdy zabronił mu kanonik kobiet w poście.

Hop, hop, hejże ha! Ksiądz kanonik w poście.

Aż szafując zdrowiem bujnem wuj odumarł Hanię – wujnę.

Pewnej doby wpadł w choroby na ostatek.

A gdy zapalała świéce, to wuj jeszcze – siostrzenicę…

Po czym – Haniu – szepnął – za nią to już spadek.

Hop, hop, hejże ha! Wieczny odpoczynek.

– A to mój chłopak.

– Przeszły, obecny czy przyszły?

– Dzisiejszy.

*

– Chcesz mnie wyruchać?

– Hm…

– O, zawahałeś się! A to już jest komplement.

*

– Niech cię uściskam!

– Musisz mnie po męsku, bośmy się długo nie widzieli.

*

– Już jak miałem 16 lat podnosiłem malucha za zderzak.

– Maluch był lekki.

– Tylko z przodu. Dlatego brałem go z przodu, z tyłu nie.

*

– Podoba mi się, że myjesz ręce. Jeżeli mogę tak powiedzieć.

[Wiersz, który mnie przed laty wzruszył, na tablicy niedaleko skrzyżowania Grójeckiej z Bitwy Warszawskiej]

 

Ja jestem zła ulica. Nie przystępuj do mnie,
Najeźdźco, który niesiesz śmierć samolotową!…
Swojego bronię miasta twardo i niezłomnie…
Do walki jestem zawsze skorą i gotową…

Ja jestem zła ulica!… Stawiam barykady
I pluję armatami, karabinem walę.
Nie przerażą mnie twoich bomb tonowych grady
I czołgi twe jaszczurcze chwytam wciąż zuchwale.

Ja jestem zła ulica!… Lecz swe kocham dzieci,
Których mi co dzień więcej na łonie umiera,
Gdy kamienic granica przy tym jasno świeci.

Ja jestem zła ulica!… Lecz choć głód doskwiera,
Nie wpuszczę cię do miasta, gwałcicielu krwawy!
———————————————————–
Ja, pani Opaczewska, bronię dziś Warszawy!

 

[Jan Janeczek (1898-1944) Żołnierz Armii Krajowej]

Nie ma nic do cofnięcia.

[komunikat mojego telefonu, który pojawia się ni z tego, ni z owego]

 

Sans frayeur dans ce bois seulle je suis venue

J’y vois Tircis sans estre esmue

ah, n’ay je rien a mesnager

qu’un jeune coeur insensible est a plaindre

je ne cherche point le danger

mais du moins je voudrois le craindre 


Bez trwogi weszłam samotnie do lasu

I nie poruszył mnie widok Tircisa.

Ach, czy nie mogę poradzić nic na to

Nieszczęsne młode i nieczułe serce?

Nie czekam wcale na niebezpieczeństwo;

Gdybym tak chociaż mogła się go bać.


[tłum. mrówkodzik]

– On jest już stary, w sklepie sprzedaje, siedzi o lasce. 

Widząc z bliska, widzę naprawdę. Widząc z daleka, nie widzę nic.

[znajomy o swojej wadzie wzroku]