Powiedział półżartem, pod nosem, w przestrzeń, nie bezpośrednio do mnie, że to jest złe. Po części odruchowo zapytałem dlaczego, ale wiedziałem doskonale, czyli z najpełniejszym możliwym poczuciem niedoskonałości, że ma rację. Pewnie dla niego złe z innych niż dla mnie powodów, ale tak czy inaczej złe. Zapytany o znaczenie swoich słów, odpowiedział nieco zbyt pospiesznie, że nie miał nic złego na myśli, i że to dobre. Mówił to najpewniej szczerze, ale nie mówił prawdy, bo prawda leżała poza naszymi intencjami; nie od nich rdzeń tej konkretnej prawdy zależał, zależy.