Archives for the month of: Styczeń, 2013

– A wy byliście na Mutter w piątek?

– Wiesz, nie, mi taksówka nie dojechała i nie miałem jak się wydostać z domu.

– Jeszcze chwileczkę, ale już.

*

– Nie mam zwyczaju stawiać.

– Nie masz zwyczaju stawiać czy granic?

*

– Jesteś romantykiem, co?

– Noo, raczej tak.

– Widać, że romantyk. Nic tylko ci wielką czerwoną kokardę zawiązać.

*

– Rzuciła go.

– I co, zaczął pić, he he?

– Gorzej, przestał.

Otóż najlepiej tak jak ja wczoraj pójść na trzech kompozytorów, z których jednego nie znam, a za pozostałymi dwoma nie szaleję i to na utwory, w których instrumentami solowymi są flet i skrzypce – instrumenty najgłębiej mi obojętne. Dzięki temu byłem pozbawiony oczekiwań, czyli rozczarowanie nie wchodziło w grę, a wszystko, co było niezłe, odebrałem jako dobre.

A nawet udało mi się nieco wzruszyć IV koncertem skrzypcowym Schnittkego, którego, przyznaję nie bez zakłopotania, słuchałem po raz pierwszy w życiu. Poza tym jest coś poruszającego w słuchaniu koncertu w wykonaniu skrzypka, dla którego został napisany. Nie wiem, czy to nie jest za łatwe wzruszenie, ale cóż, może każdy ma taki pop na jaki zasłużył.

 

Kolejne zestawienie fraz z wyszukiwarek, po których trafiano ostatnio na mrówkodzika. Najciekawsze podrubiam. Szczególnie cieszy częstość występowania pierwszej z przytaczanych fraz:

jak działa jamniczek

subiektywizując twoje autokratyczne stanowisko wobec poruszanych kwestii, moje osobiste ego uległo autodegradacji poprzez inkorporację

pokaż rogi wypierdalaj

kibol drech mecz odlać opowiadania

cipeczka dajana szlage

gejowska siłownia warszawa holmes place

caning kijem

wierszyki o tlumoku

nuty na flet poprzeczny aria królowej nocy

piosenki do korowodów, pląsów

ale pedziochy

grzebalec młody dzik

– Muszę odsunąć twarz, nie widzę cię z tak bliska.

– Ja widzę twoją doskonale.

– Fajnie ci, że jesteś ślepy, bo się nie musisz odsuwać.

– Jaki to kościół?

– Santa Maria degli Angeli.

– A myślałem, że della Croce.

– Croce jest niżej.

– Ja muszę zasypiać przy czymś włączonym, jakimś serialu, czy coś, bo to daje złudzenie, że nie jestem sam. Nigdy nie zasypiam po odcinku, zawsze w trakcie.

– Ja bym tak nie mógł.

– Czemu?

– Bo mnie elektryczność przeszkadza. Przed snem muszę powyłączać wszystko, powyciągać z kontaktu. I jak zegar tyka, dlatego nie mam zegarów i jak komórka mi padnie, to nie wiem, która jest godzina.

Na wystawie pamiątek po Antoniszu w Zachęcie. Myszor patrzy na chropografy i pantografy-animografy fazujące, dziwaczne ustrojstwa o konstrukcji jak z opowiadań Lema i krzywi się:

– O jej, popatrz, jakie to brudne, wysmarowane.

– No wysmarowane, to maszyny, to musiało jakoś działać, w użyciu było.

– No tak, ale ja myślałem, że to sztuka i w ogóle, i że będzie czyste, i będzie pachniało naturalnymi feromonami od Coco Chanel.

– Proszę o pilny kontakt.
Zadzwonię do ciebie później.
Odezwij się w wolnej chwili
Myślę o tobie
Kocham cię!
Oddzwoń, jak się ogarniesz!

[z komunikatu sieci komórkowej; są to dostępne wiadomości, jakie sieć wyświetli niedostępnemu abonentowi, kiedy zrobi się dostępny, w formie sms-a od dzwoniącego; wymieniane są właśnie w takiej kolejności, por. tutaj]

Siedzimy sobie z Rabbiem i Villanerą w księgarnioknajpce. Sięgamy na półkę tuż obok nas, zdejmujemy tom dzieł wybranych Schillera i wybór wierszy dla uczniów klasy czwartej. Czytamy na zmianę to z jednego (Don Carlos, Intryga i miłość, liryki), to z drugiego (Brzechwa, Tuwim, Chotomska itp.) Po paru piwach i przy kiepskim oświetleniu zamienia się to w [niedo]dialog tyleż osobliwy, co chwilami dla naszych zmąconych umysłów znaczący.

Wreszcie Villanera chwyta za książeczkę z wierszykami dla dzieci, by ze swadą i przekonaniem przeczytać wiersz Brzechwy pt. Żyrafa:

Żyrafa w  tym gównie żyje,

 Że w górę wyciąga szyję.

A ja zazdroszczę żyrafie,

Ja nie potrafię.

Dopiero do chwili dociera do nas, co zrobiła z pierwszą linijką tego wierszyka.

– Nie wierzysz?

– Chciałbym móc wierzyć w szczerość twoich wyznań.

– O, jedenastozgłoskowcem!

– Zawsze to słyszysz?

– Zwykle słyszę.

– Zwy-kle sły-szę… – cztero!

– To subtelna Zyglinda…

– Taka jak zaśpiewana przez Jessye Norman?

– Heh… Ta gdyby miała śpiewać Brunhildę, to zamiast na koniu musiałaby cwałować na słoniu!

– Ależ ta reklama Faringoseptu, w której koleś kojarzy nazwę farmakologiczną*, a nie pamięta nazwy handlowej leku, jest durna.

– Tak, to jakby powiedzieć: „Kochanie, jak no się nazywał ten lek, no, ten z acetaminofenem, pseudoefedryną i dekstrometorfanem, no… Gripex!”

——————————

* Ambazon.

– Nie widziałem cię tu jakiś czas.

– Tak, bo się obraziłem na ten klub, że czapki nie wolno nosić w środku. A ja czapkę noszę zawsze, wszędzie. Bez czapki to na pogrzeb albo do sądu może.

– Ale tutaj właśnie jest miejsce między pogrzebem a sądem.

– Jakoś wyszło.

– Zawsze wychodzi. Drugą stroną.

*

– A co ty, w mięsnym pracujesz?

– Tak jakby… Ale na moją kiełbasę nikt się nie skusi, mimo że biała, parzona.

*

– To jest moja cnota dyrektorska.

– Ta, co się zalicza do grzechów głównych?

*

– Idziemy do domu?

– Noo, po co mamy tu siedzieć.

– Aha. Czego chcesz się napić?

– …Na przykład spotkania dla muzułmańskich kobiet z Warszawy.

– Sekta muzułmańskich kobiet w Warszawie? Brzmi egzotycznie.

– Egzotycznie?! A widziałeś czeczeńskie dziecko tańczące krakowiaka?

– Edmunda White’a.

– Opowiadania Wilde’a?

– Co?

– No, o tym Leonardo di Caprio, co się nie starzał.

– Powiedzmy sobie szczerze: jak się nie znajdzie kogoś do trzydziestki, to już nie ma potem szans na długoletni związek.

– Zostało mi jeszcze pół roku…

– Wiesz, ja bym tej cezury nie traktował zbyt dosłownie.

Pokazuję filmik z „wykonaniem” hymnu amerykańskiego na inauguracji drugiej kadencji Obamy. Rabbio docieka:

– A kto to ta pani?

– Beyoncé, znana piosenkarka .

– Aaa, coś słyszałem.

– No i co sądzisz?

– A nie, no pretensjonalne i bez sensu. Ale ładnie rusza ustami. Mogłaby być drag queen.

– A ty z iloma facetami miałeś seks?

– A co dokładnie masz na myśli?