Archives for the month of: Maj, 2014

Całe bogactwo i prawdę Kundry – jednej z najwspanialszych postaci kobiecych w całym repertuarze operowym – penetruje fenomenalna Agnieszka Zwierko, której oszczędne ruchy i mimika dyskretnie tylko podkreślają niezliczoną ilość emocjonalnych odcieni, nagłych zwrotów i dygresji zawartych w materiale wokalnym.

[Adam Suprynowicz, źródło]

*

Zanim kobieta z brodą wygrała Eurowizję, jej poprzedniczki występowały w cyrku, wisiały na krzyżu, a nawet służyły na dworze polskiego króla. Przez wieki niewiele się zmieniło

[Dorota Ziemkowska, źródło]

*

W wietrznej Łebie swoją restaurację prowadzi Mirek, którego wspomaga manager Paweł. W nadmorskim otoczeniu, by wywołać element zaskoczenia, ktoś wpadł na łebski pomysł i stworzył chatę góralską. Myśl okazała się nie do końca trafiona, gdyż to miejsce przyciąga tłumy tylko w sezonie. Poza nim lokal świeci pustkami. To nie cieszy Mirka, który chciałby, żeby jego chata funkcjonowała również zimą.

[tvn, źródło]

*

Można wyzbyć się uprzedzeń, ale czy można nauczyć się pożądać? Czy zatem peryferyjność kobiet w wieku dojrzałym – dyskryminująca i opresyjna – byłaby nie-do-zmiany?

[Krystyna Duniec, źródło]

*

Żaden kraj europejski nie został poddany tak nasilonej kolonizacji jak Ukraina i żaden nie ucierpiał bardziej. W latach 1933-45 było to najbardziej zagrożone śmiercią miejsce na ziemi.

[Timothy Snyder, przeł. Andrzej Ehrlich, źródło]

*

Czułość można wyrażać różnie, ale są słowa do tego przeznaczone

Nic tak nas nie rozgrzewa jak ciepłe słowa bliskiej osoby. Prawda misiaczku?

[…]

Poznaj 10 najbardziej popularnych i 15 najbardziej zaskakujących afektonimów, czyli intymnych przezwisk funkcjonujących pomiędzy kochankami, małżonkami i osobami pozostającymi w bliskich relacjach. Ich lektura to świetna zabawa!

[wyskakująca reklama na stronie SJP PWN]

*

Powiedzieć o niej, że jest niezwykle utalentowana, obdarzona wyjątkowym głosem, zachwycająco piękna? Że arie z Traviaty śpiewała jako pięciolatka? Że zrobiła doktorat? Wspomnieć, że ma u stóp Metropolitan Operę, La Scalę, Royal Opera House? […] Opowiadać o tym, że kocha ją zarówno branża, jak i publiczność? Powiedzieć, że jest „królową polskiego sopranu”? To nic nie powiedzieć. Aleksandra Kurzak cała jest śpiewem. Cała jest muzyką. Niewyrażalną słowami.

[TW-ON, źródło]

*

Jedna z najsłynniejszych polskich śpiewaczek operowych domaga się 150 tysięcy zł odszkodowania od właściciela sieci restauracji Pizza Hut – podaje Radio Gdańsk. Sprawą zajmuje się gdański adwokat, jednak nie chce ujawnić nazwiska śpiewaczki. Kobieta zjadła spaghetti, w którym był trzycentymetrowy kawałek drutu!

[źródło]

– Grał tam ten aktor, no ten, co się nazywa jak taki zespół… Iron Maiden?

– Jeremy Irons…?

– O, to, to!

– Łuhuhu, ale się ktoś rozśpiewał. Była to tercja!

– I to czysta, co w przypadku tercji nie jest akurat specjalnym komplementem.

– Ja to najbardziej lubię, jak te modelki na wybiegu się przewracają. Gdyby był taki filmik, to oglądałbym.

– Jest…

– Ty trollu! Ty trollu!

– Moja dziewczyna w ogóle nie zauważa moich piersi. Pytam: „Czemu nie zauważasz w ogóle moich piersi?”, a ona na to odpowiada: „Bo ja też mam!”, więc tak sobie mówimy, że jak kiedyś będziemy w nędzy i głodzie, to zrobimy sobie z nich piersi z kurczaka.

– Nigdy nie siedziałem w areszcie.

– Ja masę razy.

– Naprawdę?

– No jasne. Z prostytutkami, wiele mnie nauczyły.

– Serio?

– No co ty, gdybym ja coś takiego przeżył, tobym pewnie umarł.

– To nieźle brzmi, kawał dobrej symfoniki.

– Trochę jak jakiś Schubert.

– Albo raczej Weber.

– Mi się to, wiesz, z czym kojarzy? Z uwerturą do jakiejś opery. Posłuchaj – rytmy punktowane, te przebiegi w górę, nawet harmonika, uwertura w stylu francuskim albo francusko-angielskim.

– No, to mówię, że Weber.

– Rany boskie. Jeśli ja mam polubić Webera, to równie dobrze mogę potem umrzeć. Chociaż nie, to już może lepiej przedtem umrzeć.

 

Z tym umieraniem trafiliśmy niechcący w samo sedno. Koncert skrzypcowy Schumanna nie został publicznie wykonany przez ponad osiemdziesiąt lat od jego napisania, ponieważ skrzypek Joseph Joachim, któremu był dedykowany, schował go bezpiecznie i nakazał w testamencie, by nie publikowano go ani nie grano przed upływem stu lat od śmierci kompozytora (1854).  Uczynił tak, ponieważ wkrótce po napisaniu tego utworu Schumann usiłował się zabić, popadł w obłęd i niebawem umarł; Joachim był więc przekonany, że nad dziełem ciąży fatum.

Koncert został jednak wykonany przed upływem stu lat (zamieszczony wyżej link odsyła do pierwszego istniejącego nagrania; Georg Kulenkampff był również prawykonawcą koncertu w 1937), gdyż… podczas seansu spirytystycznego spadkobierczyniom ukazały się  duchy, najpierw Schumanna, a następnie Joachima, i poinstruowały je, że najwyższy czas udostępnić utwór publiczności.

Znakomicie wykonuje ten koncert również Uto Ughi pod Sawallischem, jest też ładny Kremer pod Harnoncourtem. Warto zauważyć, że finał tego koncertu to udatny polonez:

 

 

– Nie kijem go, to pałką

– Nie pipą go, to fajką.

*

– Look at her. She’s acting mendaciously as if she hadn’t been sure she would win.

– Is she crying?

– Nah, she’s lubing.

– Hej, co tak patrzysz, stało się coś?

– Zjadłem dużo winogron i jestem taki pełny, że mam znowu ochotę na ciasto.

– Powiem ci coś okropnego.

– Nie wiem, czy się śmiać, bo tyle mi już okropieństw przecież naopowiadałeś, czy bać, bo skoro na tle tych wszystkich okropieństw uważasz to za okropne…

– To coś okropnego społecznie, więc ciebie to nie ruszy.

– Co cię wprawiło w tak zły nastrój?

– Nic. To znaczy dużo. Ja w tym jestem wprawiony.

– Trudność z konfliktami, a szczególnie z konfliktami w związkach, polega na tym, że kiedy jedna osoba nie widzi problemu, druga – siłą rzeczy – widzi go za dwie.

– Spałem z termoforem.

– O! A jak miał na imię?

*

– I pomyśleć, że prawie wylądowałem z nim w łóżku… To znaczy wylądowałem, ale pomyśleć, że prawie uprawiałem z nim seks… To znaczy uprawiałem, ale…

*

– Do diaska!

– Phi, ja tam mogę i bez diaska.

*

– Uśmiałem się, że wyszło z tego niezłe ignotum per ignotum.

– Chyba ignotum per rectum.

– „Od dawna poszukuję w sobie nieznanego pierwiastka, szukam języka wyrazowego, którym mógłbym najwierniej oddać emocje”…

– Kolejny, który mówi, że szuka nowych sposobów, by wyrazić emocje. I skucha. Bo w sztuce nie chodzi przede wszystkim o to, żeby wyrazić emocje, tylko żeby je wywołać. Inaczej artysta się naprzeżywa, a dla odbiorców już tego przeżycia nie starczy.

 

Und morgen wird die Sonne wieder scheinen,
und auf dem Wege, den ich gehen werde,
wird uns, die Glücklichen, sie wieder einen
inmitten dieser sonnenatmenden Erde…

Und zu dem Strand, dem weiten, wogenblauen,
werden wir still und langsam niedersteigen,
stumm werden wir uns in die Augen schauen,
und auf uns sinkt des Glückes stummes Schweigen…

– Janet Baker jest dla mnie absolutnie niezrównana w tej pieśni. Już w pierwszym wersie wyśpiewuje cały jej charakter, opowiada ten smutek, tę nadzieję na nadzieję.

– To prawda. Ale posłuchaj też sobie wykonania Caballé.

– Nie żartuj, ona nagrała Morgen Straussa?

– Tak, i to kilka razy.

– I może jeszcze zmiksowała te nagrania ze sobą i sprzedawała, do każdej płyty kulka lodów gratis?

– Albo mała paella!

 

– „Tak mało jeszcze znamy, a tak się bardzo chełpimy”. Co ty na to?

– Brzmi dziwnie.  „Tak mało jeszcze znamy”? O co tu w ogóle chodzi?

– Właśnie. A wiesz, co jest w oryginale? „Tak niewiele dotąd wiemy, a tak wiele przypuszczamy”.

– Aha!

– Jest takie seksistowskie porównanie, że przekład jest jak kobieta – jeśli jest wierny, to nie jest piękny, a jeśli jest piękny, to nie jest wierny. To tłumaczenie robi krok naprzód w dziedzinie emancypacji – nie jest ani piękne, ani wierne.

– Jest za to głupie. Jak powiedziała Nuśka o koncercie jakiejś śpiewaczki: „Było nudno i nieczysto, ale za to brzydkim dźwiękiem”.

– Z narodzeniem się idei l’art pour l’art jest jak z odkryciem promieniotwórczości. W założeniu cenne, potrzebne, istotne. W skutkach zaś fatalne, bo wyzwoliło przemoc i głupotę na nieznaną przedtem skalę.

– Przybyszewskiego uważa się za prekursora współczesnego (dwudziestowiecznego) satanizmu intelektualnego.

– O mój Boże, przecież to gorsze niż… Polsat.

– Piszą, że Du Pré i Barenboim byli porównywani do innej pary genialnych muzyków – Klary Wieck i Roberta Schumannów.

– Jak zwykle nadęci krytycy, muszą podeprzeć się tego rodzaju porównaniem. Pewnie byli tak zgrzybiali, że słyszeli Schumannów na własne uszy.