Archives for the month of: Lipiec, 2014

 

– A czym jest dla ciebie świat?

– Wiesz, pętlą Möbiusa.

– Möbiusa nie znam.

– Ale pętlę pewnie tak.

*

– Newton to było jabłko.

– A ja to dżdżownica!

– Moje jest jabłko, twoja jest dżdżownica.

*

– Co to za tłok? Tyle ludzi. Jakiś festyn? Rozdanie nagrody Nobla?

– Nie, to koncert Metalliki.

*

– Pamiętam, jak on się nam wtedy podobał. Poznać się z nim to było nasze marzenie. Ale okazało się to słabe.

– On był słaby?

– Słabe marzenie.

– Rozumiem. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

– A przynajmniej pilne i mniej pilne… O ważności przekonujemy się zwykle z opóźnieniem.

– Jakiś nieznajomy z Wiednia poprosił mnie na Internecie, bym napisał mu po polsku jeden dialogów z Podwójnego życia Weroniki, bo za nim chodzi i nie daje spokoju. On oglądał po angielsku i wie, o czym mówią, ale chciałby zobaczyć, jak to wygląda po polsku. Kurczę… to w sumie miłe. Poczułem się Polakiem bardziej niż podczas wyborów.

– To jest piosenka o misiu?

– Nie, o ślicznym chłopięciu i gorących całusach.

– A nieprawda, to jest o futrzanym misiu, słuchaj: fur miś!

 

Myślałem sobie o krążącej ostatnio petycji przeciw wykorzystywaniu danych osobowych przez fejsbuka. Składała się z jednego zdania. Stwierdziłem, że to niepoważne i równie skuteczne, co ustawianie sobie flagi ukraińskiej jako zdjęcie profilowe w geście naiwnie pojętej „solidarności”. I skojarzył mi się (mutatis mutandis) niezły tekst średniej piosenki Afrokolektywu na temat kawiarnianej rewolucji (podaję we fragmentach, pełen tekst tutaj).

 

[…]
Spójrz no – wokół konsumpcyjny system,
Walcz, tu masz prawo, tu masz przebojów listę:
Davos, Kijów, Tybet, Irak, nuda.
śpiewam, idę, marsz lewą, śpiewam Pablo Neruda.
Odrzuć mieszczańskie ego. Witaj w nowej erze.
Układam swoje credo litera po literze,
Choć to na ugorze orka kijem, hasła wznoszę,
Garcia Lorca nie żyje, a ja owszem, proszę.
[…]
Jeśli ktoś mnie nazwie zwykłym sukinsynem
Z zachwytu się rozpłynę i wsiąknę w wykładzinę
Korporacji, gdzie siedzę do godziny szesnastej
A po szesnastej czas na rozrywki własne.
[…]

Oddajesz sporo bojom z Babilonem,
kiedy popijając Marlboro colą pod Auchanem
w znoszonej bluzie Ramones made in Taiwan
obmyślasz zamach na McDrive’a.
To czysta frajda – kiedy nic się nie klei,
Wybić komuś szybę w imię wyższej idei.
Czy to nie imponujący akt?
Dla mnie to raczej żenujący fakt,
Jak to, że w koszulce ‚Zjadaj bogatych’
Jedziesz na manifestację mercem taty,
Poza tym trochę mnie śmieszy, kiedy na murze
Piszesz ‚100% wegan’ w skórze.
Tudzież to, że twój rastafarianizm
To dredy wykonane na zniżkę mamy
Przez rozchwytywanych stylistów Provosta.
Rewolucja nigdy nie była taka prosta.

– O, to Rzeczpospolita ma pieczęć?

– Najwyraźniej.

– Zaraz sobie zobaczymy… Phi, taka pieczęć? Zwykłe godło z napisem Rzeczpospolita Polska w otoku. Nuda. Tacy Amerykanie to mają odjazdową.

– Ale! Faktycznie!

– Są gwiazdki symboliczne od pierwszych stanów, flaga taka inna, a nie jak wszędzie, dewiza E pluribus unum jestOrzeł trzyma w łapie pioruny, a w drugiej gałązkę oliwną. A co nasz mógłby trzymać? W prawej mógłby mieć…

– …Snopek?

– Jaki snopek? Chochoł?

– Nie, snopek wazowski, Wazowie to mają w herbie.

– No popatrz, nie wiedziałem. Pewnie stąd też pieczywo chrupkie Vasa, snopek – zboże – chlebek. No dobra, a w lewej łapie co by trzymał?

– Litewską Pogoń! Ten koń taki za szyję, zwieszony!

– A, to w prawej mógłby do kompletu mieć Matkę Boską Częstochowską! Chociaż w sumie to ona powinna  j e g o  trzymać w lewej ręce…

– Nie, on powinien mieć ją w klapie!

Kilkukrotnie przy różnych okazjach przychodził mi dziś do głowy Josif Brodski. Chyba z tego głównie powodu sięgnąłem po obiedzie po znakomitą antologię rosyjskiej poezji samizdatowej w wyborze i przekładzie Jerzego Czecha. W przedmowie tłumacz wspomina: „Czytelnik z pewnością dostrzeże u mnie brak czołobitności wobec Josifa Brodskiego. Istotnie, moim celem, co prawda ubocznym, było wykazanie, że nieoficjalna poezja rosyjska to nie tylko Brodski, i że on sam też nie zawsze był taki, jak, się go u nas przedstawia.” Zerkam do spisu treści, żeby zobaczyć, jakie wiersze Brodskiego znalazły się w antologii; wymieniono w nim dwa utwory poprzedzone krótkim wprowadzeniem:

 

Josif Brodski (1940-1996) / 217

*** / 221

Przedstawienie / 222

 

Zaglądam więc na stronę 221. A tam pusto. Niewydrukowana. To znaczy pagina dolna jest, brakuje „tylko” treści. Następny utwór, na 222, jest. W tytule do wstępu poprzedzającego wiersze Brodskiego, nazwisko poety napisane jest Josif Бrodski. Dopiero po paru godzinach, powróciwszy do tego rozdziału, dostrzegam, że napisane jest dobrze, Brodski, ale kawałek litery się nie dodrukował.

– Co to leci?

– Jakaś powtórka z Opola, zostaw. Będzie śmiesznie.

– Jezus Maria, Maryla Rodowicz śpiewa Miała matka syna w stroju czirliderki.

– Dziwnie się porusza.

– Tak, drobi w miejscu.

– To się nazywa krok balkonikowy.

– To w sumie wcale nie jest śmieszne.

– Nie jest.

– Szeretlek.

– Szeret…?

– Lek.

– A na co?

– Tam jest chyba sauna, ale nie wiem gdzie, bo nigdy nie byłem.

– W centrum, niedaleko…

– Na Grzybowej?

– Grzybowskiej.

– A, no tak. Grzybowa jest w jacuzzi.

– A to są te, no…

– No?

– Niecierpki?

– Nie-e.

– To może nieśmierdki?

– Śmierdki!

– A, aksamitki!

 

1. Definicja deiktyczna

chłopak z pragii

2. Marsh or mallow?

To make myself clear and simply: I don’t want to have sex. I don’t want to drown in this marsh again. So those who want to fulfil their lust may peacefully leave this profile. I’m Catholic and I gave up sex some time ago and I don’t intend to come back. Also it’s not my desire to stop being gay as I don’t believe t’is possible. Neither is it my desire to be straight.
I’m looking for people who endorse the same values and want to spent their lives chastely.

3. W poszukiwaniu bezsensu życia

Nie napisze kogo szukam tak konkretnie, bo to bezsensu. Jeśli się w kimś zakocham, to po prostu to poczuje. Przeżyłem wiele przykrych chwil i powoli wątpię czy istnieje prawdziwa miłość, czy są tylko zauroczenia. (:

4. Zrodzony, niestworzony

Nie pytać, czy się poznamy, bo to rodzi we mnie dezaprobatę. Zrób coś, żebym chciał cię poznać.

5. Łopatowy zawrót głowy

Jeśli ktoś pomimo wszystko, pomimo tego jakże szczegółowego, łopatologicznego opisu, zawróci mi głowę, może się spodziewać olania z premedytacją.

6. Nieciekawa okolica

Szukam kogoś z okolicy, chyba że chcesz pogadać o czymś ciekawym, nie krępuj się.

7.Ogólna teoria poznania

Bardzo mało życia poznałem. Doskwiera mi samotność, ale nie zamierzam szukać w internecie, bo mam uraz. Wierzę, że między dwojgiem facetów może wystąpić zjawisko miłości, szczerej i nie opartej na dupie i penisie.

8. Re-mix

mieszane ścigał faceta, pół angielski Barbadosu czwarta i czwarta brazylijski szuka fajnych facetów dla zabawy i napojów ewentualnie!

9. Praca przez czas równa się moc

Szanuj swój wysiłek. Szacunek dla samego siebie prowadzi do panowania nad sobą. Jeśli osiągniesz jedno i drugie, zyskasz moc autentyczną.

10. Opiekuj mnie, suko

SPĘDZAM JEDNOM NOC W NOWYM SĄCZU Z 13 NA 14 LIPCA CHĘTNIE DAM SIE ZAOPIEKOWAĆ FAJNEMU ZIOMKOWI

Rzymska skrzynka pocztowa

 

Proszę unikać tej skrzynki,
radzili mi znający miasto:

nie wiadomo, kiedy ją opróżnią.
Może za osiem tygodni?
Może dopiero
w przyszłym roku?

Nabrałem więc wielkiej sympatii
do tej zakurzonej skrzynki.

Pisałem pilniej niż kiedykolwiek
i nigdy nie używałem innej.

 

[Rainer Malkowski, przeł. Andrzej Kopacki,
więcej wierszy Malkowskiego w „LnŚ” 5-6/2014]

zdjęcie 2

– Dobrze im życzę L’enfer c’est les autres… Ojoj, przepraszam, wkleiło mi się, piszę na laptopie rodziców, mam tu guzik od wklejania itepe obok spacji. Kiedyś mnie to pogrąży.

– A jak tam pod miastem?

– Spoko, wczoraj cały dzień byłem w Warszawie, załatwiając różne rzeczy, a dziś i jutro siedzę tu i pracuję, pilnuję domu, karmię koty, doglądam psów.

– Ale masz fajnie! Jak ja marzę, żeby tak przez chwilę popilnować – mogę nawet komarów, byle z dala od komputera i telefonów, i ludów!

– Geografii w podstawówce uczyła nas straszna baba, o nazwisku Buze, które już samo w sobie sugerowało, że czai się w niej zło.

– Stosowała terror i reżim, trzeba było siedzieć prosto i patrzeć przed siebie, i nie wolno było skreślać na klasówkach. Skreślenie, a zwłaszcza przeprawienie złej odpowiedzi na dobrą, traktowała jak błąd, bo jej zdaniem wskazywało to jednoznacznie na ściąganie.

– I na każdej lekcji robiła kartkówkę z położenia geograficznego. Otwierało się atlas na odpowiedniej stronie i oznaczało położenie jakiegoś dajmy na to, miasta. Przy czym nie wolno było go oznaczyć za dokładnie, bo to by znaczyło, że się ściągnęło cyferki z końca atlasu, gdzie były wypisane położenia najważniejszych miast. Trzeba było oznaczać z wystudiowaną niedokładnością.

– I puszczała na lekcjach slajdy. Takie straszne slajdy z lat siedemdziesiątych. Byli do ich obsługi wyznaczeni dyżurni, którzy tracili przerwę przed lekcją i po niej na obsługę prehistorycznej slajdownicy.

– Tak, to była taka wikipedia minus dwa zero.

– Czyli która śpiewaczka?

– No, zgaduj.

– Nie della Casa, ta szwajcarska arystokratka, która śpiewała w ukryciu przed rodziną pod pseudonimem?

– Nie, nie Lisa della Casa.

– Nie. Nie Cossotto, która była lesbijką i mieszkała ze swoją kochanicą na Korsyce?

– Nie, Fiorenza Cossotto nie.

– Skoro żadna z dwóch, to to musi być Simionato. Którą poznajemy po tym, że nie jest ani della Casą, ani Cossotto.

– Tak! Simionato.

– Co o niej wiemy?

– Że nie była della Casą ani Cossotto, że wcześnie zakończyła karierę i przeżyła sto lat bez tygodnia.

– Powinniśmy mieć program albo audycję pod tytułem „Żywoty diw operowych”, zrobiłby furorę.

 

– A ta śpiewająca pani nazywa się Zasłonka.

– Co?

– Na imię ma Phyllis, a na nazwisko Curtin.

– No super. Tryper Zasłonka. „Tryper-zasłonka” to mogłoby w sumie być inne określenie na prezerwatywę.

– Ale jaki ma głos!

– No ma, ma. Mogłaby na nim grillować kiełbaski.