Znajoma opowiada, jak ileś lat temu podchodzi do swojej wykładowczyni od fortepianu przed egzaminem, na którym miała grać sonatę zadedykowaną przez kompozytora owej pani profesor, żeby wyznać:

– Pani profesor, ja chciałabym z góry przeprosić, że nie mam tej sonaty za dobrze opanowanej…

– Kicia, nie przejmuj się! Muzyka to nie fisy, gisy!