Archives for the month of: Wrzesień, 2014

– Mam dla ciebie prezencik.

– O, jaki śliczny! Co to jest?

– Nie wiem.

– To otwórz, ty się lepiej na takich znasz do jedzenia.

– Tak.

– No, i co to jest?

– Nie wiem.

– Jak to?

– No, chyba taka bakteria.

– To jest do jedzenia.

– Nie jest. To się odczepia i przytwierdza do szyby. Chyba.

– Aha.

Wszystko, co bliskie naturze jest modne; delikatne pojaśnienia typu sombre, flamboyage czy efekt kontrolowanego odrostu. Włosy mogą być lekko falowane, o miękkiej linii i  długości najlepiej do ramion. Nie zapominajmy jednak o tym, że każdy kolor i cięcie należy dopasować indywidualnie do osoby która ma w tym chodzić!

[Jarosław Pęczek, źródło]

*

Podejrzewasz swojego Partnera o zdradę?
A może chcesz się upewnić czy Twój Partner jest Ci wierny?
Chcesz rozwodu, a nie masz dowodu?
Rozwód z orzeczeniem winy?

NieUfam.pl to pierwsza Agencja w Polsce zajmująca się Testowaniem Wierności!

[źródło]

*

L-arginina (wzbogacona wyselekcjonowanymi substancjami wzmacniającymi jej działanie) to ostatni hit w walce z problemami z erekcją. Miliony mężczyzn chwalą sobie skuteczność tej „cudownej metody” w formie suplementu. […] Po zakończeniu się pierwszego tygodnia kuracji Potengą byłem zaskoczony tym, jak wyraźne były rezultaty. Miałem więcej energii i ochoty na seks. Kolejne „łóżkowe próby” kończyły się powodzeniem. […] Być może tak jak my w redakcji Health Journal masz wątpliwości co do skuteczności tego preparatu, ale musisz go sprawdzić na własną rękę.

[źródło]

*

Od początku XIX w. dziecko stawało się coraz istotniejszym obiektem w grze władzy. Wcześniej lekceważone, marginalizowane, opresjonowane i wykorzystywane, stało się kluczowym czynnikiem w procesie reprodukcji społeczeństwa. Dzieci były początkowo obiektem praktyk dyscyplinarnych, które miały usidlić nadpobudliwe ciało i ukształtować powolnego obywatela panoptycznego świata. Z czasem stały się kluczowym łącznikiem między mikropraktykami kształtującymi życie społeczne, a samą populacją.

[Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz, źródło]

*

Miłość jest na­miętnością. Wytrąca z równo­wagi. Gu­bi rytm. Za­burza spokój. Zmienia wszys­tko. Przew­ra­ca świat do góry no­gami. Wyw­ra­ca wszys­tko na lewą stronę, zachód zmienia w połud­nie, a północ we wschód, to, co złe, w dob­re, każe ot­wierać ser­ce bez wa­runków. W ta­kim obłąka­niu cier­pienie i lęk są niezauważal­ne. Pa­radok­salnie, bez nich miłość nie ma sensu.

[Janusz L. Wiśniewski, źródło]

*

Podsumowywanie debaty zawsze jest przedsięwzięciem ryzykownym, obciążonym wieloma niebezpieczeństwami. […]Aha, byłbym zapomniał: Port tak w sumie to chyba podobał się, mniej lub bardziej, wszystkim.

[Przemysław Rojek, źródło]

 

– A co można robić przez weekend w Białymstoku?

– Można iść na wycieczkę, uprawiać seks w krzakach, zrobić spływ Czarną Hańczą…

– Spływ Czarną Hańczą sam w sobie brzmi jak omowne określenie perwersyjnego seksu.

– Lubisz operę?

– Jak pierwszy raz poszedłem do opery, to trafiłem na Pierścień Nibelunga Wagnera. Więc mam wobec niej mieszane uczucia.

– Cóż, że wyuzdana orgia na nie nadaje się może na pierwszy raz, nie jest argumentem przeciwko seksowi jako takiemu…

 – Znacie ten dowcip? Czemu Murzyn nie może być drużbą na ślubie? Bo służba nie drużba.

– Przezabawne. Ale spróbuj zastąpić Murzyna Ukraińcem i ten dowcip staje się zupełnie nie do opowiedzenia.

– Pomyśl, ona kiedyś mogła być…

– Ładna?!

Trochę ładniejsza.

*

– Ja to miejsce nazywam lejem po bombie, względnie café „Po Schodkach”.

– A ja na to mówię… Miejsce użyteczności publicznej.

*

– Ale pracujesz gdzieś jeszcze?

– A co, ty myślisz, że ja z uniwersytetu żyję?!

– Ja tam żyję z przyzwyczajenia.

– Kto to był?

– Ja jego nie znam. To był ten, co minął.

1. Szkiełko ci w oko

Wybujała uczuciowość, wielka wyobraźnia, skłonność do egzaltacji, powodują, że nie zawsze moje oczekiwania dadzą się pogodzić z realną rzeczywistością. Żyję swoim światem wewnętrznym, przykrytym pozorami realności. Jestem podatny na silne emocje uczuciowe, zwłaszcza w miłości i we wszystkich dziedzinach sztuki.

2. Podtopienia

Lubię zatapiać się w moim własnym, wyimaginowanym świecie i myśleć, że jestem niepowtarzalny…
Ładny opis, prawda?
NIENAWIDZĘ użalania się nad sobą, opisów innych ludzi na temat smutku,samotności i wszystkiego co złe i okrutne na tym świecie. Chrapania. Zgrzytania zębami podczas snu. Słabości psychicznej/emocjonalnej. Chorej nachalności. Styropianu. Gorzkiej kawy. Panów, którzy zużywają całą zawartość buteleczki perfum jednorazowo.
UWIELBIAM ironiczne poczucie humoru. Dołeczki w policzkach. Delikatny zarost. Marlboro. Diet coke. Dźwięk pianina. Zapach świeżo skoszonej trawy. Nowy Jork. […]

3. Kanalizacja

„Bez domu i imienia, w kanale zapomnienia” –> Bez Maanamu nie ma opisu.

4. Wrześniowa kampania reklamowa

Pewny tego, że osiągnę wszystko, czego pragnę, nauczyłem się wiele i poznałem różnych ludzi. Jedni zostali, drugich rzuciłem w zapomnienie, trzeci odeszli… A ja wciąż jestem jaki byłem – dalej wierzę… Nie jestem złym facetem a nawet powiedział bym ze przyłóż do rany choć mam swój rozum czasem poważny czasem zwariowany ale generalnie żywiołowy choć żeby to zobaczyć i poczuć na własnej skórze musisz być realny i chcieć tego jeśli okażesz się właściwym facetem i będziesz chciał się dać poznać na pewno nie pożałujesz tego choć druga strona medalu jest taka ze ja muszę chcieć poznać ciebie , nie jestem skomplikowany choć nie znaczy że jestem przewidywalny, jeszcze jedno. nie znajdziesz mnie w co piątej Kinder niespodziance … ale tak naprawdę to wszystko jest bez znaczenia. przecież dobrej marki nie trzeba reklamować

5. Człowiek śmiechu

Abstrakcja moją matką. Zakochany w fotografii ponad życie. Z zamiłowania model. Przyszły plastyk o specjalizacji fotografia. Dzień bez kawy dniem straconym. Andy Warhol moim Bogiem. Lubię wełniane swetry. Nie mam prostego charakteru. Wady moimi zaletami i odwrotnie. Nie łapie się na błahe komplementy. Amator pięknych uśmiechów i bujnych zarostów. Specyfika moją domeną. Uwielbiam zapach farb olejnych i terpentyny o poranku. Mam multum marzeń, m.in. wykonanie okładki dla Vogue, bądź kochanie się w nocy na plaży. Wyglądam na zarozumiałego, ale to tylko pozory. Ogólnie śmieszą mnie ‚pasywni bi’.

6. Lub ość

lubisz sport i seks to jesteś moją bratnią duszą, …szufladka na uczucie jest już u mnie zajęta, …jestem masochistą, lubię zostać związany, zakneblowany i nagi bity po całym ciele…niezwykle lubię pokazywać swoje ciało co widać w mojej galerii…jak się komuś nie podoba moja lubość w obnażaniu swojego ciała niech wystawi krytyczny komentarz, na pewno go nie usunę, ale na pewno odpowiem…a tak poza tym to jestem prawie całkiem normalny

7. Mocno skopana

Nie interesuje mnie opinia innych.
Chodź nikt mnie nie zna i zna.

Wiecie Co ? Bycie gejem to jak bycie śmieciem. Nie dlatego iż podniecają mnie faceci nie. Miłości między facetami nie ma i nie będzie. Szybko się nudzicie , za mało staracie. Tak bardzo kochać chcę ooooo :))) Resztę życia spędzę sam. Oddanie się komuś w całości , całym kochającym sercem to jeden wielki błąd. Dostajesz same kopy w dupę chodź i tak jest już mocno skopana.ponad 3 letni związek dał mi w kość. Raczej już nie zaufam drugiemu facetowi , na sex – zapomnij , wolę jechać na ręcznym do końca życia niż dawać mój zacny tyłek byle komu!

– Ile jest tych Chińczyków?

– Będzie z miliard.

– Czyli gdzieś o szósty człowiek na ziemi to Chińczyk.

– Tak wychodzi.

– A Hindusów?

– No z drugi miliard.

– Czyli dwie na sześć osób to Chińczycy, względnie Hindusi.

– Tak.

– Od dzisiaj będę inaczej patrzył na mijanych przechodniów.

– A skąd ja mam wiedzieć co to za orzech. Laskowy? Głupio jakoś. Ziemnych to wtedy chyba jeszcze nie było.

– To może włoski?

– Może włoski. Ale jak to jest po angielsku? Chestnut to jest nie kalendarz, tylko ten, no, kałamarz. Kandelabr. Kasztanowiec.

– Popatrz, niezłe z nich golfistki!

– Taa, na pewno każda z nich przynajmniej raz zaliczyła dołek.

Rabbio owinął się granatowym prześcieradłem z falbankami. Pozdrawiam go z uznaniem:

– O, dzień dobry, babuleńko!

– Babuleńko? Z takimi falbanami?!

– Babuleńko z falbanami!

– Portugalska damo, one lubią granaty!

– Renaty.

– Renety.

– Klapsy.

 

 

– A swoją drogą jak już jesteśmy w tematyce sakralnej… Jechałam ostatnio metrem i czytałam O Evangelho segundo Jesus Cristo Saramago. I stałam z tą książką nad zakonnicą. Zdaje mi się, że widziała tylko Jesus Cristo na okładce, bo spojrzała na mnie takim wzrokiem pełnym miłości i uśmiechała się przez całą drogę. Myślę, że gdyby miała świadomość treści tej książki, w oczach miałaby raczej ogniki, parafrazując klasyków.

 

 

Rabbio opowiadał, jak przed laty poszedł sobie wyrobić kartę biblioteczną w BUW-ie.

Podchodzi do stanowiska, robią mu zdjęcie, pan bibliotekarz drukuje kartę, po czym stwierdza z niezadowoleniem:

– Nie da się.

– Ale jak to się nie da?

– Wygląda na to, że system zaklasyfikował pana jako rekord bibliograficzny.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że jest pan książką.

– Ale to co, nie będę miał karty?

– Będzie pan miał kartę, tylko ona nie będzie działać.

– Nie będę mógł wypożyczać?

– Będzie pan mógł wypożyczać, ale karta… Nie będzie robiła „pik”.

– „Co dalej z kłódkami zakochanych z mostu Tumskiego?”

– A co z kluczykami wrzuconymi do Odry?

– Na pewno jakieś bakterie zmetylują zawarte w nich metale ciężkie, które staną się przyswajalne dla ryb. Ryby zostaną zjedzone przez ludzi, którzy przez to potem umrą (zakochani też).

– Miłość jest przyczyną śmiertelności. Tak było już za Adama i Ewy.

– Być może nawet śmiertelność jest przyczyną miłości.

 

– Ej, ja mam zasady.

– Ja też mam zasady. W dupie.

– Słyszałeś to?

– O rany boskie.

– Powiedziałbym, że Pluhar dała czadu, ale czad jest trucizną bezbolesną…

– Zrobiłem sobie właśnie następną kawę.

– Pobudza cię to?

– Kawa średnio.

– To po co pijesz?

– Bo mnie pobudza spacer do kuchni, żeby ją zrobić. A już najbardziej pobudza mnie, jak po raz kolejny potrącę lekki kubek termiczny i prawie rozleję ją na klawiaturę – to mnie momentalnie otrzeźwia.

– Śniło mi się, że znalazłeś gdzieś walizkę z 200 tysiącami dolarów. Istniało podejrzenie, że to jakieś mafijne rozrachunki i porachunki, więc możemy mieć kłopoty, jeśli ją weźmiemy, ale postanowiliśmy zaryzykować. Zaniosłem ją do domu swoich rodziców, który miał dół mniej więcej taki, jak naprawdę ma, za to na piętrze było nasze wcześniejsze mieszkanie. I w swoim pokoju na górze próbowałem przeliczyć te pieniądze, ale miałem z tym kłopot, ponieważ nie były w postaci zwykłych banknotów, tylko specjalnych bonów bankowych o wyglądzie półprzeźroczystych zakładek samoprzylepnych do książek. Każdy bon opiewał na sumę 32 lub 1222 dolarów. Te po 32 dolary były łączone w pęczki po 32 sztuki, których suma wynosiła 1000 dolarów (szybko stwierdziłem, że to tak naprawdę 1024 dolary*, i zdziwiłem się trochę, ale zaraz skojarzyłem, że banki przecież zaokrąglają to przy wpłatach w dół.) Nie wiadomo po co wynieśliśmy te bony i przenosili w bezpieczniejsze miejsce. Z cennym ładunkiem w kieszeni przemykaliśmy się ulicami – w tym momencie już Wrocławia – i na wszelki wypadek szliśmy, prowadząc za uzdę konia, żeby straż miejska nie uznała nas za podejrzanych. Do hotelu na Kiełbaśniczej podeszliśmy zatem od tyłu.

 

——————————————————–

* Nie mam pojęcia, jakim cudem pamiętałem we śnie, że 32 do kwadratu to 1024, bo – szczerze mówiąc – wydaje mi się, że nie wiedziałem.

– Tam jeszcze coś we Wrocławiu miałeś oglądać, nie?

– „Tauromachię”.

– A no właśnie. I jak?

– Nie poszedłem. Chciałem pójść na tę wystawę, ale chcą za wstęp 40 złotych, a to są kopie kopii od kopii, czyli tak naprawdę ksero.