[…] Dzisiaj też nic tędy

nie jeździ. Spokój; i brzozy podrosły,

gałęzie są wyżej, a to tylko lepiej.

Nie będą wadzić. Nawet moje stare

rakiety ciągle (tylko naciąg trzeba

by pewnie sprawdzić) czekają w piwnicy,

 

aż zaczniemy grać. Aż Gruby utyje,

przybierze znowu kształt krągłej baryłki

i wróci z Francji. Aż Zającowi znów

będą się krzywić niesforne jedynki

i przestanie się bawić w dyrektora

banku. Aż Loli (z którą pewnego dnia

zrobiłem prawie trzy tysiące odbić;

przerwaliśmy, bo było całkiem ciemno)

znów zarysują się pod bluzką dwie małe

piersi, a my trzej założymy się, czy

już nosi stanik. […]

 

[Z wiersza Zagrajmy jeszcze raz Szymona Słomczyńskiego]