Archives for the month of: Listopad, 2014

– Ja w ogóle nie przepadam za Weihnachtsoratorium.

– Ja lubię pierwszą kantatę, no, wiesz, Ich heisse frolocket.

 

– Moją koleżankę z klasy przyłapano kiedyś na paleniu marihuany. Policja przyszła też do niej do internatu, a tam masa tego rośnie i się suszy. Gliniarze pytają: „A co to ma być?”, a ona na to „Chodzę na kurs ikebany!”…

Po tychfrazach trafiano w ostatnim miesiącu przez wyszukiwarki na mrówkodzika:

 

kamyczek, zacznie sie głód

mięsień okrężny ust penisa

demokles kamienie

zwierko-wiercioch

gdy śni się kuchnia węglowa

oczko neologizm

murarz cwaniak

potocznie niezorientowana osoba

komunikacyjne zerwanie wianka

sex fejzbuk znajomosc

filmy erot.geje krasnale.

barbara wysocka w ciąży

jak sie dupcza zwierzeta

[zob. też w kanał przed snem (I) oraz w kanał przed snem (II)]

– O jakich robakach była mowa?

– No właśnie nie wiem. Jakichś glebowych czerwiach toczących gnijące ciało? No ale to nie są robaki.

– Jak to?

– W sensie biologicznym to są larwy owadów, a owady to nie robaki.

– No to co to są robaki? Na przykład… Ślimak?

– Skoro ośmiornica to, sensu latiore, gad morski, to czemu nie.

– No to ja już nie wiem. Skoro ślimak to nie robak, to może… płaz?

– Zgadzam się, ślimak jest rozpłazczony, bardziej niż jakaś żaba, a traszka to już w ogóle.

– No, żaba to ma przynajmniej nogi. A on?

– On co ma?

– A on nie. On się tak płazi, a nie łazi. Płazińcem jest.

– O Jezu, znowu. Co ci filologowie mają w sobie, że romaniści są bardziej włoscy niż Francuzi, italianiści – niż Włosi, angliści – niż królowa brytyjska i tak dalej… Ja nie mam zupełnie takiej potrzeby. Nie okopuję się, nie moszczę się w obcej tożsamości, w każdym razie nie bardziej niż we własnej, czyli wcale albo prawie. Nie jestem przecież Francuzem, Hiszpanem ani Anglikiem… A Polakiem? Robocza hipoteza jest taka, że nikim. Może nie brzmi to dumnie, za to jaka ulga móc czasem to powiedzieć!

– A to jest fajna książka do czytania?

– Czy ja wiem… Chyba tłumaczenie tej książki było przyjemniejsze, niżby było samo jej czytanie. To jak z Schubertem, którego zwykle przyjemniej się gra, niż słucha, bo jak się gra, to trudniej jest usnąć.

– …Zresztą podobnie Eliade w Indiach…

– To on też pojechał heilować do Indii?!

– W brązowej koszuli.

– W brunatnym sari!

– Mąż koleżanki z pracy jest znanym sportowcem. Podchodzi kiedyś do nich w restauracji jakiś typ i prosi o autograf. Sportowiec mówi, że chętnie, ale nie ma papieru, a na serwetce to będzie brzydko wyglądało. Na co fan rozpromieniony uspokaja: „Nie ma problemu, ja to sobie później na czysto przepiszę”!

– Co to znaczy Trudeliese?

– Sprawdzam. Trude to skrót od Gertrude, a to znaczy ­z germańskiego „ger” – włócznia, „thruth” – siła. Silna włócznia.

– A Liese?

– Patrzę. To jest skrócona forma Elżbiety. To pewnie z hebrajskiego. „El” to zwykle bóg… Tak. Elżbieta to „Bóg jest doskonały” albo „Bóg jest mą przysięgą”.

– Czyli w sumie „Siła mojej włóczni to boża doskonałość” albo „boża przysięga”.

– Świetne imię dla dziewczynki! „Siła Mojej Włóczni To Boża Doskonałość”, brzmi super.

– A zdrobnienie by było… Ostka!

– No i jak ci się podobała wystawa o Tansmanie?

– Wiesz co, ciekawsza już była twoja opowieść o tym, jak przed laty nie mogłeś jej obejrzeć, bo akurat w tamtej sali spadł sufit.

– No jest tam trochę ciekawych rzeczy… Ale małym drukiem i trzeba się schylać…

– Do tego jakieś utrafiolety… Jak w nie powiem jakim klubie. To ja już wolałem w sąsiednim saloniku rubinsteinowskim czytać pretensjonalną korespondencję.

– Aha, już czuję, co nadchodzi.

– Ty wiesz, jak Iwaszkiewiczowa zaczynała list do Neli Rubinstein? „Chopinissime! Kochana Nelusiu!”. „Chopinissime”, dasz wiarę?! I było coś „o Twoim czarodziejskim mężu”. W zasadzie zamiast tego listu mogła po dziesięć razy napisać: „Jesteśmy ważni. Jesteśmy ustosunkowani. Jesteśmy lepsi…”. I to najlepiej en français.

Widziana z tej perspektywy płeć kulturowa jest nie tyle tożsamością, co pozycją kastową. Każdy, kto przychodzi na świat jako mężczyzna, zachowuje męski przywilej społeczny; nawet jeśli zdecyduje się żyć jako kobieta – i zajmować analogicznie podległą pozycję – to sam fakt, że może dokonać wyboru sprawia, że nigdy nie będzie w stanie zrozumieć, co naprawdę oznacza bycie kobietą.

[Michelle Goldberg, źródło]

*

Mam problem z hipokryzją.

[Katarzyna Tubylewicz, źródło]

*

Dobrze, że mamy do czynienia z agresywną i wywołującą odruchy wymiotne homoseksualną propagandą. Im szybciej wejdzie, tym szybciej wyjdzie. I o to chodzi.

[Wanda Grudzień, źródło]

*

Mały penis to duży problem – pozbądź się go!

[reklama, źródło]

*

Bohaterką jest kobieta (Jennifer Morrison) z mroczną przeszłością, która zostaje przyciągnięta do małego miasteczka w Maine, gdzie magia i tajemnice baśni są prawdziwe. Pojawiają się między innymi królewna Śnieżka/siostra Mary Margaret, która jest piękną kobietą z ciemnymi włosami i bladą skórą. Zła królowa (Lana Parrila) rzuciła na nią urok, z którego wydostał ją Książę z bajki.

[anonimowa recenzja, źródło]

*

Bernhard jest zarezerwowany dla teatru, ale gdy idzie o muzykalność języka, może być inaczej, muzykalność i rytm Bernharda, mówię to ja, przez tę muzykalność i rytm od dłuższego czasu myślę o ruchu, który, można powiedzieć, podąża za muzykalnością języka, ruch, o którym myślę, wyraża mój stosunek do Bernharda, albo zupełnie inaczej, mówię ja, mój stosunek do Bernharda nie jest aż tak jednoznaczny…

[Paweł Sakowicz, źródło]

*
To solo dzieje się 24 klatki na sekundę/ jak w prawdziwym filmie/ to solo pojawia sie w rozdziałach/ to solo jest dramatyczne, ale wizualnie atrakcyjne/ to solo stoi, siedzi, leży z buzią szeroko otwartą/ to solo odnosi się do wielu nazwisk/ mulvey, akerman, de lauretis, butler, tyler, silverman, kuhn, deleuze, fraser, doane, jelinek, kwiatkowska, karina, godard, vitti, antonioni, bardot, shermann, chytilova, illouz, halberstam, jones, pollock, german, moreau, radkie- wicz, creed, potter, modleski, herden, fassbinder choć wcale nie sprawia im to przyjemności/ to solo wytwarza kategorię prawdy, w którą głęboko wierzy/ to solo dotyka życia i śmierci/ to solo nigdy nie słyszało o agacie siniarskiej/ to solo jest w pełni świadome, że to, co tu produkuje to emocjonalny kapitalizm/ to solo wolałoby, żeby jean luc godard był kobietą/ to solo jest tylko zaangażowane w intrygi miłosne/ to solo cierpi w imię wszystkich heteroseksualnych kobiet/ to solo jest potencjalną ofiarą i ma z tego powodu wzmożone poczucie winy/ to solo cię kocha i oczekuje od ciebie, że będziesz prawdziwym mężczyzną/ to solo będzie stać w jednym kadrze przez długi czas/ to solo chce być wzięte w każdej pozycji/ to solo czeka/ to solo mówi przepraszam

[Agata Siniarska, źródło]

 

I drugie:

 

Einsam steh’ ich, verlassen,
Kann meine Qual nicht fassen,
Und eine Hoffnung nur
Lächelt dem Troubadour –
Winkt ihm der Liebe Lust
An treuen Liebchens Brust.

Schlägt mir dein Herz entgegen,
Schützt mich des Himmels Segen!
Ach, und das größte Glück –
Strahlt mir aus deinem Blick!
Wonne belebet nur
Den treuen Troubadour.

– No to jaki mam kupić miód dla Uli?

– Dla Uli? Nigdy nie mówisz o mojej matce po imieniu! Czemu tak?

– No, bo to miód. Uli.

– A, teraz zrozumiałem. A jakie są?

– Jest gryczany…

– Śmierdzi lekarstwem.

– Wielokwiatowy…

– Banalny.

– Rzepakowy…

– Wulgarny!

– Nawłociowy…

– Jest taki? Ale nie, nawłoć to gatunek inwazyjny, to może zostać źle odebrane.

– Wrzosowy…

– Nie, ona mówi, że wrzosy w domu przynoszą płacz.

– Faceliowy…

– Nie słyszałem o takim. Brzmi ciekawie, ale sam nie wiem. Jakiś nowomodny taki.

– Ostowy?

– Nie ma mowy! To zabrzmi jak jakaś aluzja i znowu będzie, że jestem wyrodny.

– Spadziowy?

– Spadziowy.

– Ten jest najdroższy.

– Tym lepiej.

– A dla nas?

– Dla nas weź ostowy…

 

 

– Ty, skoro ona ten tego z gołębiem, to chyba powinna była znieść jajo, nie?

– I wysiadywać w stajence!

– Czy my wiemy, jak muzyka średniowieczna naprawdę brzmiała?

– Tak na pewno to nie wiemy.

– Docent Leszczyńska wie.

– Nie wie.

– Może i nie wie, ale uczy.

– Uczy nas nie wiedzieć.

– Książki otwierające oczy są ważne i potrzebne. Ale skąd potem wziąć książkę, która pozwoli mi te oczy zamknąć?

– To jest brzydko zrobione, będziesz musiał to popoprawiać.

– Spoko, ważne, żeby coś było. Żeby rzeźbić, trzeba mieć…

– Gówno.

– Chciałem powiedzieć „bryłę marmuru” albo „blok drewna”, ale…

– No, to będzie gówno. Postaram się, żeby było nie za rzadkie, żeby się dało rzeźbić.

– Ona cierpiała na gigancicę języka.

– Naprawdę jest coś takiego?

– Niestety tak. I to śmiertelne.

– Coś podobnego. Ciekawe, czy istnieje gigancica penisa.

– Nie wiem… Myślisz, że byłaby śmiertelna?

– Możliwe. Zwłaszcza dla drugiej strony.

– Czy naprawdę dorosły człowiek nie jest w stanie mówić, pisać o małym dziecku bez zdrobniusiania?

– Ciekawe, czy dziecko poza główką, rączkami i serduszkiem ma także nóżki, nereczki, wątróbkę i płucka.

– Jak apetycznie! A do tego móżdżek prosto od rodzicków.

– „D”… Jakie jest zwierzę na „d”?

– Mi do ust przychodzi tylko dusiołek.

– Boa dusiołek!