Archives for the month of: Luty, 2015

– To jest niesamowite, ile tu wymalowanych, wypindrzonych dziesięcio-, dwunastolatek. Pełny makijaż, buty na obcasie i odkryty brzuch.

– A ci chłopcy, co tam grają w piłkę, tobym się nie zdziwił, jakby grali psią albo kocią głową, jeśli nie ludzką.

– O, mama woła dziewczynki na kolację.

– E tam, przypomina, że mają iść do pracy pewnie.

– Ciekawe, ile tu biorą za usługę.

– Za prezerwatywę się pewnie słono dopłaca.

– Nie no, chyba zwykle dopłaca się za seks bez zabezpieczenia.

– Gdzie tam, w Neapolu się dopłaca za zabezpieczenie, i to potrójnie!

 

– Popatrz na tych chłopaków, już wyciągnęli karty do taroka i w coś grają.

– Ciekawe w co.

– Nie sądzę, żeby ta gra miała jakieś konkretne zasady; chodzi tylko o to, żeby był jakiś pretekst do bójki.

– Z czym ci się kojarzy Sorrento?

– Z taką włoską dolce vita.

– A Salerno?

– No, to z taką semidolce.

– A co wobec tego jest w Neapolu?

– Definitywnie brut.

– Po jakiemu oni rozmawiają?

– Po portugalsku chyba.

– Nie, chyba niemożliwe. Nic nie rozumiem. Może to arabski?

– Albo turecki.

– Bo na Rosjan nie wyglądają.

– Nie, wsłuchaj się. Mówią po włosku, po neapolitańsku.

– Obosz, biedny Wezuwiusz, słusznie się starał, ale sam, bidulek, nie dał rady.

– O, popatrz! Siedzą tam gdzie wtedy. Tylko ogniska nie palą, bo odmalowali i chyba im nie pozwalają.

– Uważaj, jedna nas taksuje i coś tam gada. Jakieś „bue, bue”.

– Ona mówi „łał, łał”!

– I co to niby ma znaczyć?

– Że fajnie. Że my się jej podobamy.

– Dziwne. Może myśli, że jesteśmy bliźniakami…?

– Tak! A ona nie miała bliźniaków!… Zbyt wielu… W tym miesiącu…

– Co to za ludzie?

– Francuzi.

– Skąd wiesz? Nic nie mówili.

– Poczułem czosnek, ty nie?

– Ty, faktycznie Francuzi.

– No przecież mówię. Język francuski to ani langue d’oc, ani langue d’oïl, tylko langue d’ail.

– Ta babka robi takie miny i tak gestykuluje, że gdyby nie rozmawiała właśnie przez telefon, drąc się przy tym niemiłosiernie, można by pomyśleć, że posługuje się językiem migowym.

– Chociaż tyle się umieli zachować.

eschenbach

[Z dedykacją dla Pietii]

kajzer

Nowe miłosierdzie sp. z o.o. || Kajzer || Centrum międzynarodowych usług pogrzebowych

 

 

– Obłędny ten kelner. Wygląda jak blond mrówkojad. Ale niepokoi mnie to, że rzucił coś do mnie o muezzinie.

– Nie, on tylko powiedział buona sera w dialekcie neapolitańskim.

św. Zajączek

Św. Króliczek

Rosół z Ducha Św.

Rosół z Ducha Św.

Św. Conchita

Św. Conchita

Legenda o św. Oleksym

Legenda o św. Oleksym

 

 

– Wiesz, jak się tam idzie?

– Znając tutejsze zwyczaje nazewnicze, to gdzieś na via Piazza między Villa Palazzo a Castel Giardino jest jakiś Hotel Albergo, pod którym znajduje się Ristorante Trattoria…

– Papież chciał mieć tę kolekcję, więc ich wykurzył i przejął ich pałac.

– A jak oni weszli w posiadanie tej kolekcji?

– Przez małżeństwo.

– A, to trochę lepiej niż morderstwo.

– Popatrz, do tego kościoła nie wolno wchodzić w strojach kąpielowych.

– A mężczyźni mogą wchodzić tylko w jednoczęściowych kombinezonach lub z odkrytym pępkiem!

IMG_2236

Santi Quattro Coronati

 

 

 

 

 

 

 

– A tutaj zastrzegają, że w kościele można zadowalać tylko we właściwym stroju.

zadowalaj

Il Gesù

 

– Jaki on ma ładny tyłek! Czemu się Michałowi Aniołowi nie podobała ta rzeźba?

– Nie wiem. Może nie w jego typie.

– E tam. Ty też taki masz.

– Serio?

– Serio.

– Szkoda, że nie wiedziałem.

– A co?

– A nic, bo jakbym wiedział, tobym z nim chodził na wierzchu.

– Ten kościółek całkiem, powiem ci, niczego sobie.

– Ale, ale: wiesz kto tu mieszkał?

– Już się boję…

– Sam święty Stanisław Kostka!

– Mlask, mlask.

– Nie mlaszcz jak polski dziad pielgrzymkowy.

– Mlask.

– Nie dziamgaj pobożnie.

– Mlask. To z myślą o dalekiej ojczyźnie.

– No chodź już, nie stójmy tu dłużej, bo się całkiem przepoczwarzysz.

– A kto uchodzi we Włoszech za skąpiarzy?

– Chyba parmeńczycy.

– Aaa, to dlatego tę szynkę tak kroją. Ideał krakuso-poznaniaka: ukroić mięso tak, żeby prześwitywało.

– Nie, tak kroją, bo inaczej byś nie ugryzł… Ponieważ oszczędzają na gazie przy produkcji!

– Mnie zupełnie jakoś nie przekonuje ta francuska dialektyka.

– Dialektyka? Dialektykę to uprawiają Niemcy, a Francuzi co najwyżej diaretykę, bo regularnie wytryska z nich fontanna samozachwytu zmieszanego z wydalinami.

– Święta Prakseda… Święta Pudencjana… Brzmi tak jakoś… Pośladkowo.

– Ha! Okej, to moja będzie Prakseda, a twoja Pudencjana.

– Super, brzmi bogobojnie, lecz seksownie. A gdzie w sumie jest ta Pudencjana?

– No tu wystaje jej tył wielki.

– Oj, nie bądź dla siebie taki surowy.

– Łoho, ale tu mają kanapy! Co za rokokoko… Jak dla dżentel… Dżentel… lejdis.

– Albo lejdimenów.