– Czytałeś postulaty tegorocznej Parady Równości?

– Nie, przeczytaj mi.

– Odmawiam. Przeczytałem ostatni punkt i nie chcę znać reszty.

– No przeczytaj.

– Okej. Jest ich dwanaście. Od siebie dodam punkt zero: „Kiedy zostanę Miss Świata, nakarmię wszystkie głodne dzieci”.

– To bardzo szlachetne. No i co tam piszą?

– „Ochrona przed dyskryminacją i wykluczeniem obowiązkiem państwa”. „Wzmocnienie ochrony prawnej przed mową i przestępstwami z nienawiści”.

– Czy to dzieci na godzinie wychowawczej w jakiejś warszawskiej podstawówce albo gimnazjum formułowały te postulaty?

– Najwyraźniej. „Prawa osób trans prawami człowieka”, brzmi to jak „kobieta też człowiek”.

– Niefortunne.

– A tu nie wiadomo w pierwszej chwili, co jest przydawką, a co orzecznikiem: „Miasta otwarte przyjazne dla lokalnej społeczności”.

– A tam nagle liczba pojedyncza „Związek partnerski i małżeństwo prawem każdego obywatela”.

– I wszędzie ten styl sprzed kilkudziesięciu lat: „Otwarta Rzeczpospolita przyjaznym domem…”.

– Jest za to chwytliwa gra słów: „Różni – równi wobec siebie”. Chyba zresztą powinno być „równi wobec prawa”, nie?

– Cóż. „Dość chamstwa”. Żądamy polszczyzny.