– „Helena egipska” jest super! I wszystko się dobrze kończy.

– To dziwne uczucie. Happyendowe opery Straussa są jak wtedy, kiedy budzisz się po nocy wypełnionej perwersyjnym seksem, po którym mógłbyś wręcz mieć wyrzuty sumienia, a tu się okazuje, że towarzysz tych grzesznych przyjemności materializuje się jako twój mąż leżący obok ciebie w łóżku.

I starsze (chyba lepsze):