– Niektórzy polscy naukowcy rozumieją już, że to, że coś ma po polsku zniuansowane nazewnictwo, nie musi  oznaczać, że po angielsku jest tak samo.  I że kurczowe trzymanie się niektórych rozróżnień tylko po to, żeby oni czuli się bardziej u siebie, sprawa, że w efekcie czytelnik obcojęzyczny nie rozumie nic. A mógłby chociaż pojąć ogólną ideę.

– A tak to się z tego robi „Thank you from heaven”.

– Masz na myśli „from the mountain”?