Archives for the month of: Czerwiec, 2016

– Nie powinno się publikować takich rzeczy! Że nie ma dowodu na to, że dieta przyczynia się do poprawy stanu zdrowia? Przecież to zabiera główną bądź jedyną radość życia tym, którym jakieś ponure czynniki psychologiczne każą się umartwiać wieczną dietą. Z czego zresztą korzyść mają podwójną: z jednej strony uspokajają swoje sumienie, karząc samych siebie, a z drugiej mogą hodować na tej diecie poczucie wyższości i gardzić innymi, którzy takich rzeczy nie robią. Przecież to musi być przeżycie nieomal religijne!

– Podziwiam zdolność do makrosyntezy. Ja się zawsze lepiej czułem w mikroanalizie. Ewentualnie w ujęciu porównawczym, ale nie na skalę totalną.

– Kwestia upływu czasu. Pan jest teraz na 3 km. nad ziemią. Ja mam już perspektywę ok 8 km. Ludzie po 80 widzą jak z 11 km. Wszystko.

– Coś w tym pewnie jest. Nie będę udawał, że wiem. Ale mogę sobie wyobrazić, że jest. Tyle że niewykluczone, ze wraz z oddalaniem się i uzyskiwaniem szerszej perspektywy widzi się coraz słabiej.

 

 

– Dziwne. W tym tekście jest masa par pustych nawiasów. Chyba autor chciał sobie zaznaczyć, żeby później uzupełnić.

– Albo po prostu w trakcie pisania myślał o seksie.

 

 

„Polityka” w kiosku – 6,90zł

Dojście do 32 strony – jakieś 15 min

Najważniejszy lewicowy tygodnik stawiający (zagraniczny skądinąd) tytuł szlachecki przed nazwiskiem osoby, z którą robi wywiad*, i podniecający się jej dożywotnim członkostwem w Izbie Lordów – bezcenny

 

—————————————————

* A wywiad, swoją drogą, znakomity [„Polityka” 26(3065)]. Trochę szkoda, że Jacek Żakowski nie zwraca się w nim do Roberta Skidelsky’ego per Wasza Lordowska Mość, ale trudno.

 

 

 

Hertz Menalku

[Paweł Hertz, Wiersze Wybrane, PIW, 1955]

To był zawsze jeden z moich ulubionych kolorów. Pod koniec lat 80. trafił do kredek.

– Lata 80. były wszak zapowiedzią dramatu lat 90. …

– Wtedy pojawiło się jeszcze więcej kolorów kredek w drewnianych oprawkach.

– Ja też lubię tę barwę. Ale nasz gust jest cokolwiek niszowy

– Kolor kaki.

– Swoją drogą to dlaczego w PRL-u kredki były takie brzydkie? Przecież to nie była kwestia ceny pigmentów, to nie XVI wiek, żeby za karmin czy indygo płacić fortunę.

– To nie kwestia pigmentów. Po prostu kredki musiały być koloru świata, żeby nie prowokować dzieci do czucia i myślenia. Świat był bury, to i kredki bure.

 

 

Nagroda im. Carlo Marii Giuliniego w kategorii głosów kobiecych za wykonanie wyrastające z głębokiego przeżycia i czerpiące z istoty człowieczeństwa

[organizator Konkursu Moniuszkowskiego, źródło]

*

Dlaczego Europejczycy mają z drżeniem serca wsiadać do samolotu, gdy widzą współpasażera o arabskiej karnacji? Dlaczego kobiety w Europie mają być narażone na molestowanie seksualne ze strony cudzoziemców?

[Magdalena Ogórek, źródło]

*

Był w moim życiu taki czas, kiedy zajmowałam się wyłącznie przekładem literackim – czy też raczej odwrotnie: to przekład literacki bez reszty zajmował mnie. Wypełniał moje dni, moje myśli i moje konto bankowe.

[Anna Topczewska, źródło]

*

Dzisiejsze społeczeństwo lubi myśleć o sobie, jako o potomkach szlachty, która utraciła dobytek i liczne dworki. Prawdą jest jednak, że większość obywateli wywodzi się z chłopstwa. I to chłopstwo najdobitniej przejawia się w braku szacunku dla osób wykonujących inne, ich zdaniem mniej prestiżowe, zawody.

[Krzysztof Majak, źródło]

*

Jeśli chcemy rzeczywiście coś ruszyć, jeśli rzeczywiście pragniemy walczyć, trzeba zburzyć całe to samcze wesołe miasteczko, tę ostro zapierdalającą karuzelę dystrybucji uznania, rozwalić nagrody i festiwale, a pieniądze przeznaczyć na konsekwentne finansowanie codziennej pracy poetek i poetów, koniecznie z poważną dyskusją o powszechnym bezwarunkowym dochodzie podstawowym. A potem będzie normalnie, jak chce tego Dymińska. Najnormalniej na świecie, wreszcie.

[Maja Staśko, źródło]

*

Ragoût (wym. ragu, fr. ragoût odnotowane już w 1642; od ragoûter = wzmocnić smak (odnosi się do dania, a nie do osoby jedzącej)

[wikipedia, źródło]

*

O godzinie 18.00 w Radiu Wrocław Kultura dwa najnowsze tomiki z tej serii […] zrecenzują studenci kultury i praktyki tekstu na Uniwersytecie Wrocławskim […]

[źródło]

*

Słowo „Krapp” jest sugestywne jedynie w języku angielskim, gdzie kojarzy się ze słowem „scrap”, czyli „skrawek”

[wikipedia, źródło]

*

Głos Anny German to charakterystyczny, mocny liryczny sopran o wyjątkowej barwie oraz unikalny styl wykonywania wywołuje wrażenie nieograniczonych możliwości wokalnych.Piosenkarka wyróżniała się ogromną muzykalnością, artyzmem, dużym ciepłem charakteru oraz duchowością wykonywanych przez siebie piosenek.W repertuarze piosenkarki były piosenki różnorakiego stylu muzycznej. Piosenkarka wykonywała zarówno piosenki wesołe jak i liryczne a także tragiczne pieśni wojenne oraz o tematyce tragicznej kobiecej miłości.Poza ogromnym talentem wokalnym Anna German posiadała równie duży urok osobisty.

[Muzyka Słowian, źródło]

*

Sąsiedztwo przy stole powinno być dobierane na zasadzie sympatii i dobrej znajomości. To też doskonałe rozwiązania na rodzinne spotkania. 

Jedna wkładka do rozsuwanego stołu pozwalająca wygospodarować dodatkowe miejsce zaledwie dla dwóch osób ma szerokość minimum 80 cm. Świąteczne spotkania nie powinny się jednak odbywać jedynie pod znakiem stołu.

Ważne są także wszelkie siedziska

[źródło]

*

Na złe wiadomości o Kościele jest popyt. Nic dziwnego. Instytucja, która występuje jako stróż dobrych obyczajów i przewodnik na drodze do świętości, wręcz prowokuje do szukania słabych punktów.

[Adam Boniecki, źródło]

 

 

– Mam właśnie przeżycie mistyczne. Bób istnieje.

– Łączę się w uniesieniu. Adorowałam dziś, zanosząc przy okazji modły do siedzących po prawicy jego św. Dilla i św. Garlicka.

– Ja odrzucam bałwochwalczy kult świętych i wyznaję dogmat o Jedni. Składam mu tylko w ofierze kryształ Soli Przeczystej.

– Ty monofizyto bobologiczny!

– Czytam w „Tygodniku Powszechnym” o wspieranym przez biskupów projekcie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele: „Otwarte byłyby [jedynie] apteki, stacje benzynowe, kioski z gazetami, pamiątkami i dewocjonaliami (…)”.

– Różaniec dobrze robi na biegunkę.

– Na biegunkę to chyba raczej gromnica albo paschał… Różaniec by przeciekał.

 

Спускалась ночная прохлада,
Природа в затишье дремала.
В аллее заглохшего сада
Я друга к себе поджидала.

Мы долго бродили по саду,
Смеялись, болтали, шутили.
И нам навевало отраду,
Когда мы друг друга любили.

Деревья от бури дрожали,
С рассветом заря занималась.
Мы холодно руки пожали
И молча навеки расстались.

– Wiesz, że Uniwersytet Warszawski dał doktorat honoris causa Kurtowi Waldheimowi, naziolowi, który był prezydentem Austrii w latach 70.? Ale jak mu dawali, to jego przeszłość nie była chyba jeszcze znana.

– Naprawdę? Wybitni historycy z UW jej nie ustalili? Niebywałe. W końcu to elita elit, której Le Goff mógbły pióra ostrzyć i inkaustu nalewać (bo to są mniej więcej ich metody pracy). Cóż, tak czy inaczej mu go nie cofnęli.

– Ale o czym my mówimy. Oni przecież przed wojną dali Piłsudskiemu doktorat h. c. z medycyny.

– Oo, dali też Nielsowi Bohrowi!

– No co, chcieli mieć noblistę z fizyki, to dali.

 

 

 

Nazwiska tłumaczki na stronie redakcyjnej nie podają (choć, trzeba przyznać, widnieje ono na tytułowej); zresztą pewnie podsunęli jej umowę całkowitego zbycia praw do przekładu, więc w kopirajcie jej też nie ma…

Ale za to mamy tam błąd w tytule oryginału i wiemy, kto zrecenzował Le Goffa, tego studenciaka, debiutanta, o którym nikt na świecie nie słyszał, i wymaga on sprawdzenia, w odróżnieniu od polskich recenzentów, zwłaszcza Marka Derwicha.

średniowiecze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Żeby było jasne – rozumiem, że publikacja dotowana przez ministerstwo pewnie wymagała recenzji. Ale recenzji wewnętrznej, do wiadomości urzędników; umieszczać o niej informację na stronie redakcyjnej? Takie rzeczy tylko w polskich wydawnictwach uniwersyteckich. Dojaśniam też, że Samsonowicz był promotorem doktoratu h.c. Le Goffa, więc nie mógł być jego recenzentem, a zatem chodzi nie o recenzję w sensie formalnym, tylko recenzję wydawniczą)

– Chcesz wody?

– Wodę to piją zwierzęta. Ludzie piją wino.

– Po to, żeby się stać zwierzętami?

 

 

– Marcin Świetlicki w obszernym wywiadzie przypomina nam, że niektórzy poeci naprawdę powinni pozostać przy poezji: „Państwo niech pomaga naprawdę potrzebującym. Literatura to nie jest niepełnosprawność, proszę pana. Tego nie trzeba wspierać. Pisarz powinien pisać dobre książki i koniec.”

– Nie macie większych zmartwień?

– Nie chcemy mieć. W tym rzecz.

– Broch mi się z tobą jakoś kojarzy.

– Naprawdę? Przyznam, że nic nie czytałem. Ale oczywiście o nim słyszałem. On napisał na przykład…

– No, to na „ś”. Śśś… Śśśmmm…

– Coś ze śmiechem… „Śmiech Owidiusza”?

– „Śmierć Wergilego”!

Bilety dzięki uprzejmości organizatorów: 0 euro

Czas poświęcony na użeranie się z nimi: 0 minut

Napisać w mailu dziękczynnym: „We would lie to thank you for you kind support…” – bezcenne.

– Pierwszy!

– Lepszy!

– Nie próbowałem cię jeszcze, więc  nie wiem, czy jesteś lepszy…

– I od kogo.  Spróbować zawsze można. Choć nie trzeba.

– Ale lubię nowe smaki.

– Byle nie skisło, nim spróbujesz!

– Kiszonki bywają pożywne i chronią przed szkorbutem.

– I grzybicami wewnętrznymi, np. pochwy.  Znajomej zalecił ginekolog. Zabawne, że ogórek kiszony dobrze robi waginie. A może to był jej psychiatra…?

– Kiszonym nie próbowałem… Ale nie robiłem też nic żadnej waginie. Ojcu tamowaliśmy kiszoną kapustą krwotoki z nosa.

– Coo?

– To znaczy kazaliśmy mu jeść kapustę, a nie wpychaliśmy do nosa, żeby było jasne.

 

 

– Panie w lateksie i koronkach straszą już przed wejściem na salę… Gust mistrza dyrektora – nie do pomylenia.

– Właściwie po co one były ? Bo myślałem, że rozdawać będą czekoladki, a tu takie rozczarowanie!

– O, też myślałem, że czekoladki, więc wychodząc, podszedłem i zapytałem, co tam ma w tym woreczku czerwonym, no i się okazało, że… kosmetyki! Bez sensu.

– Przecież do opery przychodzimy wygłodniałe, ale już umalowane! BEZ SENSU!

 

 

 

– „Tristan i Izolda to jedna z nielicznych oper, których historyczne znaczenie daleko wykracza poza dzieje śpiewanego gatunku. Arcydzieło podsumowujące półtorawiekowe perypetie harmonii tonalnej i po zęby uzbrojone w amunicję, której przejęcie na początku XX stulecia przez najambitniejszych wagnerowskich następców ośmieliło ich do proklamowania dźwiękowej anarchii.”

– A któż tę poezyję sprokurował?

– Wstydził się podpisać. Tak czy inaczej za dział literacki odpowiada w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej niejaki Marcin Fedisz, legitymujący się doświadczeniem dziennikarza modowego.

– No tak… najważniejsze są fatałaszki!

– W punkt – właśnie mijaliśmy hostessę w stroju wieczorowym, wręcz nocnym. Ale roboczym.

– Czyli w pidżamie była?

–  Oj tam, w pidżamie. Nie wiedziałem, jak omownie powiedzieć, że wyglądała jak lampucera.

 

 

– A co to za dziewczynki?

– Dziewczynki albo i nie, one mogą być prastare.

– Wiek nieokreślony. To mogą być jakieś polonistki albo bibliotekarki.

– Lesbijki dzieworódki w szóstym pokoleniu!