Archives for the month of: Listopad, 2016

Tajemniczy drobnoustrój atakujący gałki oczne rozprzestrzenia się wśród sympatyków PiS-u. Najpierw przejrzała na oczy Staniszkis, teraz Gliński. Konsultant krajowy ds. chorób zakaźnych uspokaja:

– Nie ma powodów do obaw, to odosobnione przypadki. Patogenny mikroorganizm rozprzestrzenia się o wiele za leniwie, by groziła nam epidemia. Nie stanowi on niebezpieczeństwa zwłaszcza dla osób uodpornionych dzięki comiesięcznemu zażywaniu oportunianu konforminy w dawce 500mg+ oraz osób szczególnie narażonych ze względu na ryzyko zawodowe, które profilaktycznie poddano wysokostołkowemu leczeniu przeciwskojarzeniowemu przy użyciu prawoskrętnego targowicyjanu D-serwiliny.

– Się pan wicepremier skapnął, że coś jest niehalo. Lepiej późno niż wcale.

– Patrz kazus Staniszkis. To się nazywa przebudzenie późne, z łacińskiego evigilatio tarda, tudzież excitatio senilis.

– Niestety, niekoniecznie idące w parze z otępieniem wczesnym – to przynajmniej wiązałoby się z wycofaniem z życia społecznego…

kurtyna

 

 

 

 

 

 

[Słówka dnia ze słownika internetowego, tłumaczenie od góry:

wieniec, Polak, cześć/zbawienie, srom, grom, kurtyna]

– Boże, co za nazwiska… Tu Więdłocha, tam Ślotała…

– Co tam ględzisz? Komu znowu więdłocha ślotała?

– Wielcy ludzie przewracają się w grobach!

– W grobach przewracają się tylko ci niewielcy.

 

– A co wypadku zaistnienia stosunku?

– Będę liczyć na pięćset plus!

– W tej sytuacji bardziej prawdopodobny jest plus niż pięćset.

 

 

– Głodny jestem.

– Jeszcze?

– No. Co to było. Dwa wysuszone na wiór udka i parę plasterków ziemniaka. I marchewka z wody.

– Ciesz się, że nie z dupy.

– Właściwie, to można ten wpis zadedykować Filharmonii Narodowej, która też ostatnio miała tournée po Stanach.

– Masz obsesję na ich punkcie?

– A skąd ten pomysł! Absolutnie nie. Ale jak tam lecieli do Ameryki, to śledziłem ich, jak byli w powietrzu; na takiej stronie, co pokazuje obraz z radaru w czasie rzeczywistym, ale tylko przez jakieś 3 godziny, bo potem wyłączyłem komputer.

 

 

– Proszę, podpisz się pod dedykacją obok mnie.

– Czytelnie?

– Tak, żeby obdarowany wiedział, że to ty.

– Okej, zrobione.

– No, prawie, przy pierwszym „i” się postarałeś, ale szkoda, że to drugie nie ma kropki.

– Tam jest kropka, tyle że się zmieniła w kreskę.

– Powinieneś być specjalistą od alfabetu Morse’a.

– I niewykluczone, że pozostanie nam emigracja…

– Wewnętrzna?

– Na początek wewnętrzna.

– E tam, dziś ponoć trendy jest tylko deportacja wewnętrzna.

400px-deceptive_cadence_in_c

To jest bajka ludowa z okolic wsi czy może już miasta Kyjov w Czechach, cytowana w dziennikach Kolarza, tyle że nieco przeze mnie zmodyfikowana, przede wszystkim przez usunięcie interpunkcji […]

[Konrad Góra, źródło]

*

Artykuł, wychodząc od interpretacji wiersza CCCLXXI z Piosenki o zależnościach i uzależnieniach, przedstawia nowomedialną, wariacyjną strukturę poezji Tkaczyszyna-Dyckiego, w której każde słowo zamienić można z dowolnym innym słowem w obrębie językowego algorytmu. Równoznakowość (kod znakowy właściwy każdej formie) w ramach poezji Dyckiego konstytuuje hiperrzeczywistą przestrzeń toż-samego (odpowiadającego nowomedialnej reprezentacji numerycznej) jako zawsze Innego (jednorazowego, w konkretnym interfejsie i w konkretnych hipertekstowych przebiegach). Tak zarysowana wirtualna przestrzeń działa jako autoteliczna powierzchnia bez mocnych graNIC i różNIC, a zatem bez ontologicznych wykluczeń – utopia.

[Maja Staśko, źródło]

*

Macki – fenomen właściwy anime i mandze, w szczególności gatunkowi hentai.

[wikipedia, źródło]

*

Dlaczego pisarzowi nie wypada krytykować literatury, a krytykowi jej pisać? I co by się stało, gdyby podobne, niepisane zakazy na chwilę uchylić?

[źródło]

*

Artystyczny rozmach Marii Konopnickiej, mówiąc delikatnie, nie jest najmocniejszą stroną tej twórczości. Znaczna część tematów tej poezji – przynależy do przeszłości. Inspiracje, ambicje i wpływy mają skomplikowaną i interesującą strukturę, jednak trudno w tym pokładać wszelkie nadzieje. Czar nowości także w tym przypadku nie działa, większości czytelników wyda się – słusznie bądź nie – poetką wyczytaną do końca. Znaną tak dobrze, jak znane mogą być tylko dziecięce powracające koszmary. Listę powodów, dla których pomysł ponownego przeczytania tej poezji nie może się udać, bez problemu ciągnąć można w nieskończoność. Faktycznie znęcając się raczej nad nauczycielami i wpływowymi czytelnikami twórczości Konopnickiej aniżeli nad nią samą. A jednak. A jednak mimo wszystkich tych powodów, których słuszność w jakiejś części przyznać będzie musiał nawet największy admirator, wydanie tomu Złotniejący świat uważam za małą rewolucję.

[Ogla Szmidt, źródło]

*

Jechał krajową „8” i gubił ziemniaki

[kontakt24, źródło]

 

 

 

– Cha, cha, cha, cha… Ojej, przepraszam, oplułem cię.

– Dziękuję! To pierwsza tzw. wymiana śliny dzisiaj.

– Na razie nie wymiana.

– No tak, kredyt?

– Inwestycja.

– Ojej, teraz ja się osmarkałem. Ale chyba nie takiego zwrotu z tej inwestycji się spodziewałeś…?

 

– O, więc jesteś Kurpsiem!

– Tak… Chociaż W gwarze kurpsiowskiej słowo „Kurp” uważane jest za obraźliwe.

– No to jak na nich mówić, żeby nie urazić?

– Oni sami na siebie mówią Puscaki.

– A kobiety?

– Puscanki…

 

 

– I jak się bawiłeś?

– Nieźle, choć momentami czułem się nie na miejscu. Jak wtedy, kiedy z głośników leci jakaś rockowa dominanta nonowa bez prymy, a ja gwiżdżę w butelkę i mam tam tonikę.

– „Republicans are the dumbest group of voters in the country. They believe anything on Fox News. I could lie and they’d still eat it up. I bet my numbers would be terrific.”

– Fałszywka.

– Bardzo możliwe, ja się nabieram na wszystko.

– Ja też się nabrałem. Wynika z tego, że bylibyśmy idealnymi wyborcami republikanów! Gdyby to nie była fałszywka…

 

 

– A mógłbyś mi pokrótce wyjaśnić, na czym polegają wybory prezydenckie w Stanach?

– Żartujesz chyba. Nikt tego nie wie! Chociaż co poniektórzy całkiem nieźle udają, że wiedzą.

 

 

– Jak tam? Bisurmanisz się?

– Oj, nieee. Z siedmiu grzechów głównych zostało mi tylko nieumiarkowanie w jedzeniu.

– Przydałyby Ci się dysrekolekcje… wielkopsotne zamiast wielkopostnych. Jako się kiedyś rzekło, środa to mała sobota. A środa popielcowa to mały wielki piątek.

– Niepokoi mnie ta retoryka… Dokąd prowadzi ona?

– Do nierozerwalnego amalgamatu rozkoszy i cierpienia! Archetypiczna syzygia ofiary i oprawcy. A poza tym całkiem fajna zabawa. Choć zawsze wolałem nierzadnicę i antychrysta.

– Naraz? Fajna zabawa? Wciąż nie jestem pewien, do czego zmierzamy.

– No, trochę naraz, bo we współzaprzęgu. Jak Mistrz i Małgosia. Wzajemne ustawienie jest przeciwne, 180st, ale kierunek ten sam. A do czego zmierzamy? Nie wydaje mi się, żebyś lubił klimat uprzęży, więc raczej donikąd.

– „I mądry jesteś tak, że aż słów podziwu brak, dlaczego, powiedz mi, tak mało wieeeeesz?”

„Kupiłem sobie mundur i czapkę gestapo, bo ja mam masterplan, masterplan na to. Spojrzałem chłodno ściągnąłem usta wąsko i z zawziętą mordą wziąłem się do obowiązków. Dla ciebie błysnę męskimi zębami, uważaj, bo w twarz dostaniesz kochanie, skarcę cię raz i drugi, będzie fajnie, Jawohl, mein Führer und raus polnische Schweine

– Auć… „«A całujże mnie pani!». I tymi nagimi tyłkami do siebie się wypinały i doskakiwały w akompaniamencie bogatej fonetyki obiecanek wzajemnych”.

– Czy to było „auć” aprobatywne?

– Raczej niekoniecznie.

– Czy to „raczej niekoniecznie” było eufemiczne?

– Również niekoniecznie. Aczkolwiek gestapowskie czapki to dla mnie temat dość nowy. Właściwie zupełnie abstrakcyjny.

– Nie no, dla mnie też. Te kostiumy budzą we mnie rozbawienie, a śmiech jest wrogiem seksu. Można się śmiać po, nawet przed, ale nie w trakcie.

– Tak zupełnie nie można?

– Trochę można.

– To ja już nic nie rozumiem!

– Trochę, ale nie tyle, żeby śmiech rozładował napięcie.

– Dziękuję za to bezcenne pouczenie!

– Bezdzietny trzydziestoparolatek komentuje system edukacji ze swojej wieży z kości słoniowej. Paradne.

– Wodzem narodu mieni się 67-latek w związku z kotem, nie znający języków obcych, nie bywający z zagranicą, a no i z całkiem niedawno odciętą przymusowo pępowiną. To ci dopiero paradne.

– Ja bojkotuję Lidla od dawna.

– Ja akurat lubię, ale info, co zrobią za 9 lat, jest wyjątkowo śmieszne.

– Ja ich wyjątkowo nie lubię, ale Biedry chyba bardziej.

–  Ja też nie znoszę Lidla i Biedronki. Tam chodzi tylko plebs. Ludzie z mojej sfery zawsze każą swojej gosposi latać prywatnym odrzutowcem po zakupy do Paryża; mi zdarza się ją wybatożyć, ilekroć nie przywiezie mi ekologicznych szparagów podlewanych wyłącznie łzami szczęścia i ogrzewanych ciepłem serca robotników rolnych ubranych w ogrodniczki od Lanvina. Ale skąd taki prymityw jak ona ma rozumieć, o co mi chodzi. Pewnie dla swojej rodziny robi zakupy w Biedronce albo Lidlu.