Archives for the month of: Luty, 2017

– Where are you from? England?

– No…

– Ireland?

– Poland. We’re from Poland.

– Oh, Katowice.

 

 

– Jak się pisze Krenek? Z haczkiem czy bez haczka?

– Zwykle bez haczka. On se odhaczkował w Palmowym Springsu, odhaczkował na amen pod konec 90. let.

– A on se tam bydlił czy se tam wiwczasował? W tej Palmowej Krżyniczce?

– On se wyrychtowal do Amerikanskich Stanczików już prżed wojnou.

– A to se byl szczwany Czech.

– Ano. To se neni!

 

 

– Są na tym świecie rzeczy ważniejsze od oper mydlanych i monster traków.

– Oczywiście: opery poważne i monster koki.

-… Ta tak się rusza, że ją chyba wyrwę.

– Kto?

– Ta ósemka. Tak się rusza.

– Ósemek nie wolno.

– Nie?

– A siódemki?

– Tym bardziej nie.

– To co wolno?

– Wolno piętnastki, a najbezpieczniej to osiemnastki.

– Ząb mi się rusza, zęba se wyrwę, perwersie!

 

Perfectus magnus et asinus gaudeamus sum
De mare vici nostra salve hoc referendum
Delirium tremens re actore duae futurae
Cogito ergo sum quo vadis tace nebulae

Et nec Hercules contra plures nobilissimus
Facere gratias tuas vulva culpa oremus
Errare est humanum sanctus verbum nobile
Tabula rasa morphinum perpetuum mobile

[sł. Ryszard Kula]

*

Największym osłem jesteś z osłów, więc zabawa wre,
Gdy raz dokonasz już wyboru, z morzem witaj się.
Choć drżysz, na przyszłość swą niepewną wciąż wejrzenie miej,
Myślisz, więc jesteś, krocz swą drogą, milcz i płyń wśród mgieł.

Gdy ludzi kupa, to nie zawsze warto wypiąć się.
W sromie i winie modłów zbożnych wielka siła jest,
Bo choć rzecz ludzka błądzić, święte słowo ma swą moc,
Więc z czystą kartą rusz, by grzechów znów popełnić sto!

[tłum. mrówkodzik]

Przedstawiony do prekonsultacji projekt podstawy programowej jest niespójny, nielogiczny, z licznymi błędami, także natury językowej i terminologicznej. Wykazuje niekompetencje zespołu autorskiego […] Nastąpi powrót do „encyklopedyzmu” […]

[Andrzej Markowski, Joanna Dobkowska, źródło]

*

Zaskakująco dobrze prezentuje się połączenie klasycznego kształtu mokasynów GUCCI z ciepłym kożuchem w środku. Oczywiście sieciówki szybko podchwyciły nadchodzący trend, dlatego w sklepach pojawiła się masa inspiracji w znacznie niższej cenie

[Jessica Mercedes, źródło]

*

Pani Jadwiga [Kaczyńska] spędzała wraz z nieżyjącą już siostrą i jej mężem (oboje byli plastykami) święta[…]

[źródło]

*

Generalizując, przede wszystkim zwykłam stawiać na prawdę, naturalność – oczekuję tego od poezji, od sztuki. Oczywiście, nie mam nic przeciwko surrealistycznym wizjom, przeciwnie, jednak chcę poczuć kontakt z tekstem, stąd zapewne biorą się w moich wierszach niemalże didaskalia, kontaminacje, przejęzyczenia i dowolny wybór literek.

[Julia Mika, źródło]

*

Wyraźną oznaką duchowej choroby jest jednak dopatrywanie się w przychodzącym człowieku, o którym nie wiemy nic, zagrożenia, a nie szansy. To chyba jasne, że gdyby nasz Pan postępował tak jak my, nadal wierzylibyśmy dziś w Swarożyca.

[Szymon  Hołownia, źródło]

*

[…] dwa słowa, które odwróciły moją uwagę od wszystkiego innego i przerzuciły na telewizor: gonzo – to pierwsze słowo, Ukraina – drugie.

Gonzo, ponieważ uwielbiam książki i teksty Huntera S. Thompsona, ponieważ uwielbiam samego Huntera S. Thompsona, przed oczami miałam Billa Murray’a z filmu Tam wędrują bizony, no i rzecz jasna Johnny’ego Deepa. Ukraina, ponieważ uwielbiam Ukrainę, Lwów i owszem, czuję się tam czasem jak w Polsce, tylko innej, tylko bardziej, jakbym cofnęła się w czasie, jakby swojskość się spotęgowała. […]

Czy nie jest czasem tak, że Amerykanie jeżdżąc do Meksyku też czują się lepiej i leczą kompleksy? A Anglicy do Irlandii? Niemcy do Grecji? […]  Wiadomo, że między Polską a Ukrainą jest coś szczególnego, coś co nie łączy tamtych przykładów, bo tamte przykłady łączą inne sprawy,a nas z Ukraińcami łączy wspólna historia ze Lwowem, rzezią wołyńską, UPA czy Traktatem Ryskim.

[Anna Wyrwik, źródło]

*

Każdy z ponad 120 utworów opatrzony zostanie krótkim komentarzem. Z „Like a Rolling Stone”, przetłumaczonego – brawurowo – jako „Jak błądzący łach”,

[źródło]

– Popatrz, w ministerstwie przy via Nazionale się świeci. W środku nocy!

– Pewnie pracownicy wysiadują tam miliony nadgodzin, bo nie ustają w próbach ustalenia, po co w zasadzie tylu jest ich tam zatrudnionych.

– Co to za nazwa dla kościoła – Santa Maria della Strada. Kościół pod wezwaniem Maryi Panny Ulicznicy?

– Tak jest, ulicznica zawsze dziewica, bo za dodatkową opłatą wsunie sobie plasterek prosciutto.

– Tu jest chyba jeden z najlepszych hoteli w Rzymie.

– A jak się nazywa?

– Eklezjor!

– Powiedz, myślisz, że oni na noc wyłączają te fontanny?

– Tego się chyba nie da wyłączyć.

– To są Włosi, oni wszystko potrafią wyłączyć.

– Patrz, Piazzetta Casanova.

– Gdzie?

– Ta brudna dziura na skrzyżowaniu. W sumie pasuje do zainteresowań Casanovy.

– Uroczy placyk. I to na dodatek Alfonsa Casanovy.

– To on miał alfonsa?

– Nie, to chyba jakiś święty był, Alfons Casanova.

– Sprawdzę. Nie, chyba chodzi o Alfonsa della Valle di Casanovę. Był taki dziewiętnastowieczny neapolitański filantrop.

– Nie dość, że Casanova, to jeszcze walę… No, ale skoro filantrop, to przynajmniej można było u niego liczyć na darmochę.

 

– I jak się bawiłaś z dziewczynami w sobotę?

– A daj sposób, zaczynałam imprezowanie ze zgrabną focaccią, a wyszłam z rozgotowaną lasagną.

Jak osoby zawiadujące Parco della Musica (kompleksem trzech imponujących sal koncertowych, a zarazem siedzibą Accademia di Santa Cecilia – szanowanego stowarzyszenia naukowo-artystyczneego – i jednej z lepszych orkiestr Europy) kwalifikują swój obiekt:

parco-musica

 

I jak mój najwyraźniej pamiętliwy historycznie telefon zakwalifikował samą Accademię:

accademia-nazi

Sądząc z zachowania tamtejszej publiczności, faktycznie mógłby to być teatr. Osiemnastowieczny. Aż dziw, że jeszcze nie przynoszą sobie pieczonego kurczaka na widownię i nie rzucają kośćmi w muzyków…

– Co za agresywna diskoślora. Wygląda, jakby nie mogła się doczekać, aż przyjmie dzienną porcję białka. Albo raczej nocną.

– A co, obgryza paznokcie?

– Tak, ale o dziwo włos to sobie właśnie wygrzebała z ust zamiast połknąć.

– Dziwne, myślałem, że najmodniejsza teraz dieta wśród aspirujących nastolatek to jeden włos popić sześcioma szklankami powietrza…

–  Skoro wyjeżdżasz, to przełożę sobie kalendarz już na następny miesiąc.

– Ale dzisiaj jest dopiero dwudziesty szósty!

– No ale skoro ciebie nie będzie, to co to za różnica.

– A widziałeś tego wysokiego, co wyszedł z toalety?

– No, patrzył się na nas. I jakoś tak westchnął.

 – Jakby namiętnie.

– Albo jakby go zemdliło.

– Hm, patrzył na nas jednocześnie namiętnie i jakby go zemdliło… Jezus Maria, zakochał się!