Archives for the month of: Grudzień, 2018

– Nie nazwałbym wyboru tych fragmentów Fidelia najszczęśliwszym.

– Wiesz, mieli mało materiału nagraniowego, więc z konieczności zamiast fragmentów wybrali ustępy…

– Marek Aureliusz to był cesarz-filozof. Też trochę mordował i podbijał, ale nie robił tego wyłącznie dla przyjemności, tylko ze stoickim spokojem.

– Po prostu wyręczał swoje ofiary w rozumieniu tego, że muszą umrzeć.

– Kojarzysz coś takiego jak judaizm reformowany?

– Hmm, to ten z prostowanymi pejsami?

– A po co tam idziesz?

– Jest jakaś impreza LGBT.

– Może od razu LGBTQIXYZWTF.

– BB CHEM.

– BDSM FF.

– CBT TT etc.

– ETC? A co to? Nie znam!

– „I tak dalej”!

– Niebezpiecznie tak jeździć do tych zachodnich miast, ciągle tam jakieś zamachy…

– Hm, gdybym już miał doświadczać skutków jakichś zamachów, to wolałbym w Brukseli albo Berlinie niż w Warszawie. Kwestia organizacji.

– Ale daj spokój, nie będzie u nas żadnych zamachów. Po co się wysadzać w Warszawie?

– Właśnie, przecież można wysiąść dopiero w Berlinie. A o czym gadacie?

 

– Gdybym był heterykiem, podrywałbym tę laskę.

– A ja gdybym był heterykiem, podrywałbym jej faceta.

 

– Berlioz powiedział, że Bach jest Bachem tak, jak bóg jest bogiem.

– E tam. Dla mnie Bach jest dużo bachszy niż bóg boski.

Ogólne zmęczenie i lekkie zmulenie – gratis pod koniec tygodnia i roku.

Towarzystwo podejrzanie atrakcyjnego kolesia, który sam z siebie do ciebie podchodzi – potencjalnie opłacalne.

Padające z jego ust stwierdzenie (po kwadransie rozmowy), że jest bez okularów i ledwo widzi – bezcenne.

W dwóch wykonaniach, oryginalnych w dwóch znaczeniach tego słowa. Pierwsze jest takie, bo nietypowe (z gitarą), a drugie – bo wierne oryginałowi (z fortepianem).

Iwona Hossa i Krzysztof Meisinger:

Elżbeta Szmytka i Levente Kende:

 

– Chłopcy, czas na emigrację, albo powiedzenie, że ktoś jest nagi.

– W tym kraju nikomu to nie przeszkadza. Mógłby być nagi choćby i do kości – i tak by to nikogo nie ruszyło. Albo wręcz jako kościotrup narodowy zostałby objęty specjalną ochroną i postawiony na piedestale.

– Wiesz co angielska prasa pisała o Sienkiewiczu? „What Wagner did for Germany in music, what Dumas did for France, […] the great Pole has achieved for his own country in literature.”

– Ty, oni zawsze pisali blurby. Oni nie tylko piszą, oni myślą blurbem!

– Ale jakie długie wtedy pisali! Teraz są coraz krótsze. Bywa, że nazwa czasopisma lub nazwisko krytyka są dłuższe od blurbu.

– Poczekaj tylko, wkrótce tytanom literaturoznawstwa z The Guardian albo NYT Book Review będzie wystarczał sam wykrzyknik albo serduszko.

– Kiedy zaczynała arię, to już nie mogłem doczekać się końca. Nie znając libretta, można by pomyśleć, że śpiewała o robieniu prania i myciu okien, tak to było poruszające.

– Jeśli to było mycie okien, to skrzypiącą myjką, a jeśli pranie, to w kiepskim proszku i rozchwierutanej pralce.

– Tak, jej głos brzmiał tak, jakby śpiewała w sąsiednim pokoju, za zamkniętymi drzwiami. Wszystkie moje koleżanki z zespołu. Wyszły po pierwszym akcie.

– <# Ups, to miało być serduszko, ale wyszło… Adekwatnie.

– Umówiliśmy się już na 25 grudnia.

– Ooo, to akurat na jorcajt Birgit Nilsson!

– Na taką okazję podałbym coś lekkiego, lecz wykwintnego. Może carpaccio z ogórka garnirowane crème fraîche?

– Brzmi świetnie, a co to?

– Mizeria ze śmietaną.