Archives for the month of: Luty, 2020

– Tym, co odróżnia idealistę od realisty, jest tryb warunkowy.

– Czyli idealista wypowiada się w warunkowym, a realista w oznajmującym?

– Nie. Odwrotnie.

– Masło to śliski temat.

– Może dlatego wymyka się lekarzom, którzy od dekad nie są w stanie stwierdzić, czy jest dla zdrowia szkodliwe czy zbawienne.

– To co, idziemy?

– A nie lepiej zawołać taksówkę?

– No co ty, to dziesięć minut marszu.

– No nie wiem.

– Co to za mina?

– Przeciwpiechotna!!!

 

– Schwesterlein, Schwesterlein,
Wann geh’n wir nach Haus?
– Morgen wenn die Hahnen kräh’n,
Woll’n wir nach Hause geh’n,
Brüderlein, Brüderlein,
Dann geh’n wir nach Haus.

– Schwesterlein, Schwesterlein,
Wann geh’n wir nach Haus?
– Morgen wenn der Tag anbricht,
Eh’ end’t die Freude nicht,
Brüderlein, Brüderlein,
Der fröhliche Braus.

– Schwesterlein, Schwesterlein,
Wohl ist es Zeit.
– Mein Liebster tanzt mit mir,
Geh’ ich, tanzt er mit ihr,
Brüderlein, Brüderlein,
Lass’ du mich heut’.

–Schwesterlein, Schwesterlein,
Was bist du blass?
– Das macht der Morgenschein
Auf meinen Wängelein,
Brüderlein, Brüderlein,
Die vom Taue nass.

– Schwesterlein, Schwesterlein,
Du wankest so matt?
– Suche die Kammertür,
Suche mein Bettlein mir,
Brüderlein, es wird fein
Unterm Rasen sein.

————————————
Zob. A chtóz tam puka.

– Dzisiejszy program muzyczny w klubach zrobił się jak rodem z licealnych imprez, na których nie bywałem.

– A superstary na nogach dzieciaków wyglądają jak cytaty.

– Dziwne uczucie. Młodzież zaczęła się ubierać jak za moich czasów.

– No, to podarowali ci drugą młodość!

– Tak. Z naciskiem na „O, dość!”. Bo te „moje czasy” były moje tylko z nazwy.

– Nieźle się odstawiłem, co?

– Uuu, brałeś coś?

– Perukę!

– Moja żona jest programistką.

– A w czym programuje?

– W boshu!

 

– Wzięła i mnie opluła, skubana.

– I co zrobiłeś?

– Nic! Jakbym był w dragu, tobym też ją opluł, a tak to jednak kobieta.

– Jakaś laska pokazała mi serduszko. A ja nie mogłem sobie przypomnieć gestu posyłania całusa. Pamiętałem tylko, jak się pokazuje fucka i zakrywa usta.

– Niezła jazda!

– A dokąd tak jedziesz?

– Nie dokąd, tylko na czym!

– W końcu wydał książkę, więc jest poetą.

– Relacja między napisaniem czegoś a byciem poetą jest taka jak między zdjęciem koszulki a byciem kulturystą…

 

– Łódź wcale nie jest taka straszna. Jakiś czas temu popylałem przez Widzew z lesbijską lila-fioletową walizeczką i nikt mi nic nie zrobił.

– Podejrzewam, że po prostu nie uwierzyli w twoje istnienie. Lokalsi pewnie pomyśleli, że wypili za dużo denaturatu i widzą na fioletowo.

 

– Z tą złamaną nogą mieszkałem u mojego byłego, bo miałem wannę i schody.

– I to było ci na rękę?!

– No tak, bo on miał windę i prysznic.

 

– Ha, ha, uśmiałem się bez litu!

– Bez litu?

–  Bez kitu!

– JUST ICE.

– Dukaj zawsze na propsie.

– Pukaj zawsze na dropsie!

– Co byś mi polecił? Jaki klub?

– Ale jakiego rodzaju byś chciał?

– No, taki, żeby się nie ruchać.

– O, jakie ładne perfumy ma twoja koleżanka.

– Ona ma bardzo delikatne, raczej nie poczulibyście z tej odległości. To chyba moje.

– Hahaha, antyperspirant to jeszcze nie perfumy!

– W związku z sugestią, że moje perfumiarskie horyzonty ograniczają się do dezodorantów, poczułem się tak męski, że nie wiem, czy mam się obrazić czy podniecić.

 

– O, Zatańcz ze mną jeszcze raz! Mogę zatańczyć?

– Yyy, a my się w ogóle znamy?

– Nie, ale czy mogę zatańczyć?

– Dzięki, ale nie mój klimat.

– A nie, ja pytam, czy mogę samemu?

 

– Widzę, że dbasz o linię.

– Ta. Linię życia.