Archives for the month of: Grudzień, 2020

Rozmowa przy choince

No, co tam słychać na świecie? – A chujnia, że szok. –
Chujnia, że szok, tak uważasz? – Tak właśnie uważam.
Jak tylko mogę, z tą chujnią bez przerwy się zmagam.
I dzień po dniu bezustannie upieprzam się z nią. –

Powiedz mi, co dalej będzie? – A gówno i już. –
Gówno? Czy dobrze rozumiem? – Tak, dobrze rozumiesz.
Ja już od dawna niezmiennie się taplam w tym gównie.
Rzucę karierę i spieprzam w Bieszczady co tchu. –

Co teraz? Co z nami będzie? – A w dupie to mam. –
W dupie to masz, mówisz serio? – Tak, kurwa, serio.
Tak długo w tej dupie siedzę, że wszystko mi jedno.
Brzmi niewesoło, lecz prawda to jest bez dwóch zdań. –

Da się z tym wszystkim coś zrobić? – A posłać w pizdu.  –
Posłać w pizdu, jesteś pewien? – W chuj przekonany. –
Jaki masz dowód, że ten twój plan jest wykonalny? –
Weźże się odpieprz, kobieto, i nie truj mi znów. –

Myślę, że ten nowy rok coś dobrego nam da.
Spójrz, jak się pięknie bawimy w tę noc sylwestrową! –
Słuchaj, naprawdę zaczynasz już wkurwiać mnie zdrowo,
Więc, bez obrazy, dziewczyno, spierdalaj, raz dwa. –

Może chcesz ze mną zatańczyć? – Zdurniałaś, czy co?
Ty wciąż nie widzisz, że nic między nami nie będzie?
Walc dobiegł końca, więc bardzo cię proszę o rękę.
Ale nie twoją, ty moją mi oddaj, i won!

[słowa: Giennadij Smirnow według tekstu Jurija Lewitanskiego do piosenki z filmu „Moskwa nie wierzy łzom”; tłumaczenie: mrówkodzik; oryginał przeróbki tutaj]

Rozmowa przy choince

Co ciekawego na świecie? – Zima wciąż trwa. –
Zima wciąż trwa, tak powiadasz? – Tak właśnie powiadam.
Przecież co rano ostrożnie przechodzę po śladach,
Pod twoim domem, gdy z tobą pogrąża się w snach.

A więc co wkrótce nas czeka? – Styczeń tuż-tuż. –
Styczeń, naprawdę tak sądzisz? – Tak właśnie sądzę.
Przecież od dawna na pamięć znam tę białą książkę,
Ten elementarz śniegowych zamieci i burz.

A potem? Co dalej będzie? – I kwiecień, i maj. –
Kwiecień i maj? Jesteś pewien? – Zupełnie pewien.
Przecież niedawno słyszałem już, jak echo niesie
Pierwsze melodie wierzbowej fujarki przez las. –

Co więc powinniśmy robić? – Po prostu żyć!
Śmiało szykować na wiosnę leciutkie ubranie. –
Serio uważasz, że ona nareszcie nastanie? –
Serio uważam; więc trzeba koniecznie je szyć.

Trzeba je szyć, bo choć teraz zawieja i ziąb,
Przecież ta zima nie będzie dręczyła nas wiecznie,
Dziś, gdy pogrążył się świat w sylwestrowym szaleństwie,
Pragnę jedynie, byś swoją podała mi dłoń. –

Księżyc jak lampion srebrzysty na niebie się skrzy
Maski dokoła i zaraz znów będą grać walca… –
Nim wstanie ranek, daj porwać się jeszcze do tańca,
I raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy…

[słowa: Jurij Lewitanskij do piosenki z filmu „Moskwa nie wierzy łzom”; tłumaczenie: mrówkodzik; oryginał tutaj].

O come, O come, Emmanuel,

And ransom captive Israel,

That mourns in lonely exile here,

Until the Son of God appear.

Rejoice! Rejoice!

Emmanuel Shall come to thee, O Israel.

– A ten śmieszny znaczek z atakującymi się ludzikami przy koksowniku () to Polska?

– Tak, a dokładniej druga połowa Polski.

– A pierwsza połowa to ten wisielec ()?

– Tak. W teorii te znaki oznaczają „falę” i „orchideę”.

A w realu jest wisielec i luje przed koksownikiem.

– Ej, co ty tam bierzesz?

– A wiesz, nie wiem, wszystko mi jedno.

– DAJ MI TEGO, CHCĘ!!!

– Sześć lat podstawówki, trzy lata gimnazjum, cztery lata liceum mundurowego, dwa lata szkółki policyjnej, ileś lat czynnej służby… I wysyłają cię do pilnowania schodów!

– I to schodów donikąd, postawionych w miejscu, do którego nie pasują, dla upamiętnienia jednej z największych w historii wpadek służb mundurowych…

– Wróciła moda na dresy takie jak za moich czasów. Dziwne uczucie.

– Czyli w sumie dwadzieścia lat temu.

– Chciałem już zapytać, czy chcesz w ryj, ale uświadomiłem sobie, że byłeś całkiem miły, bo w sumie to było bardziej trzydzieści lat temu…

– Dawna dewiza Orderu Orła Białego brzmiała: Pro fide, rege et lege”.

– Czytaj: „Za bidę, nedzę, ale za kolegę”?

– Śmieszne to twoje „yyy”.

– Już to słyszałem. Podobno robię to w charakterystyczny sposób.

– xD!

– Tego wymówić nie umiem. Ale staram się odpowiednio układać usta.

– Ja to jestem za stary na takie gimnazjalne party, że wszyscy puszczają muzykę z jutjuba i po godzinie 23 już za bardzo nie ogarniają.

– Dlaczego?

– Bo za wolno się upijam.

– Wit to słaby dyrygent symfoniczny. Jak dyryguje, to tak kręci rękami te kółka i kręci, i nic z tego nie wynika…

– Może on ciągle czeka na wejście chóru…?

– Mnie się podobają kolczyki typu septum.

– Mnie też, ale boje się bólu, więc zrobiłem sobie w tiszercie.

– Dlaczego ktoś zakwalifikował tę książkę do druków muzycznych, to ja nie wiem.

– Może pomyślał, że te plamy pleśni na kartach to zapis chorału…

Nie ma bardziej towarzyskiego zwierzęcia i gadatliwego.
Jeżeli spotkamy dzika w lesie – proszę, nie bójmy się,
nie starajmy się go zaskakiwać.
Jak on jest skoncentrowany, sobie buchtuje,
to chrząknijmy, zacznijmy głośno rozmawiać.
Możemy też go obserwować, ponieważ warto zwrócić na niego uwagę,
dlatego że jest to niezwykłe zwierzę,
zarówno pod względem inteligencji, jak i przystosowań.
On ma kopyta, ma ryjek;
To jest narzędzie pracy dzika.

Dziki są zbawieniem lasów.
One w lesie są tylko dobrem

[Marcin Kostrzyński, kanał na YouTube]