Archives for category: klik

– Cieszę się, że Memłar wreszcie zadebiutował!

– Oby tylko nie nastąpił writer’s block albo życie nie stało się nudne.

– Nawet w przypadku blokady nie ma się co martwić. To w sumie takie półzobowiązanie, no i można mieć jakieś nadwyżki z płodniejszych miesięcy.

– Kreatywny recykling, jednym słowem.

– Jak większość działań, które ze wspomnień robią literaturę.

– Widziałeś sztuczne fiołki? Temat lekcji: „Jak rozpoznać złą poezję. Analiza wierszy  Wojciecha Wencla  oraz późna twórczość Jarosława Marka Rymkiewicza”.

– Ja proponuję taki temat: „Jak rozpoznać chałturzystę odcinającego kupony od dawnej twórczości i międlącego wciąż to samo z coraz mniejszym polotem. Omów na przykładzie «Sztucznych Fiołków»”.

 

 

– Nawet grzybior w zagajniku nieopodal wejścia do BN-u stanął dęba.

– Wklęsły owocnik sugeruje, że to jakiś stary grzyb.

– Proszę tu bez aluzji nikczemnych!

– Na pewno do Glamu by go nie wpuścili

– Ooo… Policzę się z panem ja.

– Za późno! Mane, tekel, fares, tere fere!

– Właśnie. Tere fere – a kuku to dopiero będzie.

– Z dwojga złego, to może już lepiej na muniu… To przynajmniej świadomości nie będzie.

 

 

 

 

– Pieczone ziemniaki!

– W takim ogniu? Spalą się! My zawsze w popiele…

– My też w popiele, oczywiście. Ale popiół źle wychodzi na zdjęciu.

 

 

– Dziczek od kilku dni chodzi po domu i nuci „Falke, Falke…”. Nie wiem dokładnie, ale może przechodzi jakąś metamorfozę w sokoła, albo mu się „Kobieta bez cienia” przypomniała (mam nadzieję, bo nie do końca wiem, czym się karmi sokoły żyjące w blokowych mieszkaniach).

– Ja cię bardzo przepraszam, ale według dzisiejszych standardów deweloperskiej nowomowy nasze 50 metrów kwadratowych w kilkupiętrowym bloku z lat 50. to nic innego jak APARTAMENT w SECESYJNEJ KAMIENICY! Trochę godności!

 

– Umieram ze śmiechu, kiedy czytam o audiofilskim sprzęcie i subtelnych różnicach w brzmieniu – najczęściej takimi szczegółami onanizują się ludzie, którzy nie rozróżniają toniki i dominanty, nie wiedzą co to alteracja, tryton, pentatonika anhemitoniczna, chromatyka, nie potrafią rozpoznać metrum, synkopy, rytmu punktowanego, nie odróżniają oboju od rożka angielskiego, violi da gamba od wiolonczeli i sopranu od altu… Jest to z ich strony w pełni zrozumiałe: łatwiej jest szczycić się tym, że się wydało na coś kupę forsy, niż zdobywać wiedzę pozwalającą naprawdę dowiedzieć się czegoś o muzyce.

– Już przed wojną był konkurs na polski odpowiednik. Cytuję za internetem garść propozycji: „świętówka, dwudzionek, przedświątek, dwudniówka, wylotka, zefirówka, naturzanka, doboświątek, niedziałek, czasopęd, pokrzepiówka, świątecznik, ozoniak, przyśnięcie, przyświątka, wykapka, wydech, przewietrze, wywczaśnik, wytchniówka, odświeżka, saturniak , wyskok, wypoczka…” Sobiela i sobieleż to nowości. Mi osobiście najbardziej podoba się dwudzionek – bo nie określa tego, co podczas niego można/należy robić, a przecież taka jest idea weekendu. Dwudniówka, niestety, brzmi jak jakaś odmiana grypy żołądkowej, kiedy u człowieka występuje czasopęd jelitowy i wzmożony wydech… Wykapka zaś to już coś dla wenerologa…

– Przed świętami było tak: -prawie 68 kg, -9,2 kg tkanki tłuszczowej (13,2%), -55,7 kg masy mięśniowej (82%), -2,9 kg tkanki kostnej, -41 kg wody (60%). Po świętach pewnie z grubsza jest tak samo, z tym, że mam 3 promile majonezu i 5 promili cukru we krwi.

– Brakuje informacji o ilości neurotoksycznych substancji związanych z dysmorfofobią, tudzież ortoreksją, uderzających do mózgu w postaci gazów cuchnących słabo skrywaną nienawiścią do samego siebie. Po fakcie publikacji tego rodzaju danych można przypuszczać, że musi być tych toksyn sporo.

 

 

– “Transgender Man Shares Before And After Picture Of Transition”.

– That proves all people are really equal and all of them get affected by narcissisim regardless of their gender or sex.

– “Pornhub: Woman fucks entire country at once”.

– Yeah, that’s one of the very few cases when the exit is actually far more painful than the entry…

– Ja kiedyś dostałem jakąś egipską monetę zamiast pięciozłotówki. Rozumiesz?! 5 ziko w dupę!

– A ona przecież nie jest na żetony!

– Nie. Na banknoty prędzej. Albo AmEx.

– To można też kartą kredytową?

– No przecież piszę, że AmEx spoko. Ale tylko AmEx.

– Faktycznie. Myślę, że można też Mastercard. Wtedy to bez pytania o pozwolenie.

– Idąc tym tropem, mógłby być też Maestro.

– Jeszcze trochę się podzieje w tym kraju i może się okazać, że wkrótce i za Visę nie takie rzeczy zrobimy…

– Nie patrzyłem na MASTERcard i Maestro przez pryzmat aktualnych wydarzeń, a bardziej pod kątem dupy. Oooops. Nie bez znaczenia było też „bez pytania o pozwolenie”.

– No co, master nie pyta.

– Rzeczownik, czy czasownik?

 

 

– Krew mnie zalewa, jak widzę te zdjęcia, a jeszcze większa mną cholera trzęsie, jak przechodzę przez Teatralny. Dlatego się stamtąd wyniosłem. Żeby zdrowie psychiczne ratować.

– Bardzo chciałbym powrotu tamtych drzew i gazonów. Przecież były takie plany. A parking – pod ziemię. Bo być tam musi. Czy chcemy czy nie.

– NIEMOŻNABOTAMJESTMETRO. WWARSZAWIENIEMOŻEBYĆDRZEWBOJESTMETRO. WARSZAWACAŁAUSIANAROZLEGŁĄSIECIĄMETRA!!! !!! !!!

– NOTAMNIEMAAKURAT.

– ALEBĘDZIE!

– WSZĘDZIEJESTMETRO. METROWARSZAWSKIEPIĘCIOMARZEKAMIHADESU!

– Będzie albo nie będzie, może Hanka już zwróciła podziemia jakimś posiadaczom tytułu do przedwojennej wygódki, która stała przy Moliera i nie ma, przepadło, koniec, umarł w butach. Dlatego nie może być parkingu podziemnego.

– Może tam akurat była jakaś piwnica na ziemniaki? I ktoś się upominał o.ziemniaki, ale zgniły, więc w nagrodę pocieszenia dostanie podziemną działeczkę?

– Właśnie! A pradziadek kogo innego pierdział kiedyś obficie, więc w duchu Ducha Świętego Hanka powinna oddać prawnukom przestrzeń powietrzną nad Warszawą.

– A czyjaś babka na anemię piła herbatkę z pokrzywy, a pokrzywa moczopędna, to należy oddać wodę z Wisły.

– Właściwie, to można ten wpis zadedykować Filharmonii Narodowej, która też ostatnio miała tournée po Stanach.

– Masz obsesję na ich punkcie?

– A skąd ten pomysł! Absolutnie nie. Ale jak tam lecieli do Ameryki, to śledziłem ich, jak byli w powietrzu; na takiej stronie, co pokazuje obraz z radaru w czasie rzeczywistym, ale tylko przez jakieś 3 godziny, bo potem wyłączyłem komputer.

 

 

– Właścicielka psa, aha. Utrwalamy patriarchalny paradygmat niewolnictwa kobiet, które muszą wyprowadzać zwierzęta, a przez tę jukstapozycję w zasadzie utożsamia się kobietę z psem. Z pewnością spasionym psem, żeby zdyskryminować osoby z nadwagą. Nie musi pan tego pisać; to i tak jest jasne. Ze spasionym psem, którego pan nienawidzi i marzy tylko, żeby Magda Gessler zrobiła z niego kotlety i na siłę karmiła nimi wegan.

 – Precz z weganami, meganami i całą resztą! Niech żyją labladory i rabladoly, labradory!

 – Ładnie to tak wyśmiewać się z osób z wadą wymowy? I przy okazji dyskryminować osoby, które wcale nie chcą żyć? One też mają prawo do nieżycia!

– Ale to moja wada wymowy ! I wała panu od niej! jak pan nie wierzy, to może pan zapytać moich znajomych! Ja całe życie ciełpię z powodu zamieszkiwania w Ładomiu!

– Oczywiście, jak z wadą wymowy, to musi być z Radomia. Czyli teraz jedziemy po prowincji i naigrawamy się z nierównych szans?

– Kułwa, wnełwia mnie pan!

– Proszę pana, ja mam wyższe racje i bronię uciśnionych, ja mam najwyższe racje, tak jak aktor ma wszystkie uczucia, tak jak mam wszystkie racje. NARAZ. Nie muszę myśleć logicznie, odróżniać pojedynczych przypadków od generalizacji. Jestem od tego, żeby udowodnić każdemu, że nic nie należy do niego, tylko do tych, którzy postanowili go bronić, choćby bez jego udziału i wbrew jego woli.

——————————————————–

Tytuł – patrz tutaj:

– „Czułam się kompletnie ogołocona z siebie. Siedziałam przy biurku i próbowałam nie poddawać się i zacząć pisać od nowa. Nie bardzo mi to wychodziło, jako że nie jestem mrówką ani pszczołą. […]Trzydzieści metrów, które wydało z siebie ciałko wielkości paznokcia […]*

– Nawet muchówka, która usiadła przed chwilą na moich lnianych majteczkach, wydala przez swe płucotchawki więcej literatury.

 

 

To był zawsze jeden z moich ulubionych kolorów. Pod koniec lat 80. trafił do kredek.

– Lata 80. były wszak zapowiedzią dramatu lat 90. …

– Wtedy pojawiło się jeszcze więcej kolorów kredek w drewnianych oprawkach.

– Ja też lubię tę barwę. Ale nasz gust jest cokolwiek niszowy

– Kolor kaki.

– Swoją drogą to dlaczego w PRL-u kredki były takie brzydkie? Przecież to nie była kwestia ceny pigmentów, to nie XVI wiek, żeby za karmin czy indygo płacić fortunę.

– To nie kwestia pigmentów. Po prostu kredki musiały być koloru świata, żeby nie prowokować dzieci do czucia i myślenia. Świat był bury, to i kredki bure.

 

 

– Czytam w „Tygodniku Powszechnym” o wspieranym przez biskupów projekcie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele: „Otwarte byłyby [jedynie] apteki, stacje benzynowe, kioski z gazetami, pamiątkami i dewocjonaliami (…)”.

– Różaniec dobrze robi na biegunkę.

– Na biegunkę to chyba raczej gromnica albo paschał… Różaniec by przeciekał.

– Marcin Świetlicki w obszernym wywiadzie przypomina nam, że niektórzy poeci naprawdę powinni pozostać przy poezji: „Państwo niech pomaga naprawdę potrzebującym. Literatura to nie jest niepełnosprawność, proszę pana. Tego nie trzeba wspierać. Pisarz powinien pisać dobre książki i koniec.”

– Nie macie większych zmartwień?

– Nie chcemy mieć. W tym rzecz.

Bilety dzięki uprzejmości organizatorów: 0 euro

Czas poświęcony na użeranie się z nimi: 0 minut

Napisać w mailu dziękczynnym: „We would lie to thank you for you kind support…” – bezcenne.

– Panie w lateksie i koronkach straszą już przed wejściem na salę… Gust mistrza dyrektora – nie do pomylenia.

– Właściwie po co one były ? Bo myślałem, że rozdawać będą czekoladki, a tu takie rozczarowanie!

– O, też myślałem, że czekoladki, więc wychodząc, podszedłem i zapytałem, co tam ma w tym woreczku czerwonym, no i się okazało, że… kosmetyki! Bez sensu.

– Przecież do opery przychodzimy wygłodniałe, ale już umalowane! BEZ SENSU!