Archives for category: klik

– Nie mogę nie polubić, jeśli znęty nad Lisztem zostały mi zadedykowane!

– Ja już sam nie wiem, co to będzie – ostatnio zaczęły mi się podobać sonaty fortepianowe Schuberta, te ostatnie, łyknąłem też Meyerbeera, jeszcze tylko polubię Haydna, i droga do Liszta otwarta. A potem to już tylko Johannowie Straussowie, Mykietyn i Rubik.

– Cudowna wizja! Może Ci się jednak uda zatrzymać na tym Haydnie.

– Jak to mówią: zaczyna się od jednego skręta, a kończy się na heroinizmie; zaczyna się od kieliszka wina, a kończy się na denaturacie; zaczyna się od nauki muzyki, a kończy jako pracownik instytucji kultury, oświaty lub nauki!

– I nie wiadomo, co gorsze!

– Wiadomo za to, co przyjemniejsze!

– Czyżbyś sugerował, że powinnam zmienić instytucję?

– Może się okazać z deszczu pod rynnę… Najważniejsze, żeby wybrać sobie właściwy klimat. Pogoda i tak będzie mniej lub bardziej zmienna. Ja tam lubię deszcz.

– I tu się zgadzamy.

– Możemy złożyć parasole i podać sobie ręce.

– Przy najbliższej deszczowej okazji!

 

 

 

– Bardziej niż błędy irytują mnie skróty typu „cb, sb”. Zawsze się zastanawiam, co robią ludzie z tym wolnym czasem, który zaoszczedzą na pisaniu „nw” zamiast „nie wiem”…

– Jeszcze wytrzymam kila dni…

– „Kiła dni”, dobry tytuł na autobiografię Polaka początku XXI wieku.

– A „Dni kiły” świetnym sloganem dla drzwi otwartych oddziału wenerologicznego Dzieciątka Jezus.

– To może być pierwszy tom: „Dni kiły”. Tom II: „Kiła dni”. Tom III, i ostatni: „Łyka Indi”. Przez jedno „i”, bo to taki snob, co ma kredyt na mieszkanie i wakacje w Indiach, po oświecenie, ale marketingowa nowomowa pod strzechą i słoma z butów.

– A kiła z dupy.

– Czy ja wiem… W tym by było jeszcze coś dekadenckiego, że sobie przynajmniej pożyli. Myślę, że u nich może być na odwrót: ścisk dupy, modne ciuszki i kluby, ale tak naprawdę mentalność przywieziona w słoiku z Białegostoka.

– Hmm… a co z tym oświeceniem?

– A, oświecenie to jest wiesz, że lubi jogę i pierożki samosa. Ale nie dlatego, że lubi, tylko dlatego, że ogólne sushi. Wypada. No i te krowy, wiesz, że tam krowy po ulicach? I tak kolorowo. Uroczo, uroczysko – jak powiedziałaby Magda Gessler, koryfeuszka płycizny poznawczej.

– Bo wiesz… to jak z Niechcicową, co się z ziemianki w mieszczankę zamieniała.

– Kiedy wstaję przed świtem czuję się… Tak bardziej częścią społeczeństwa. Chyba wtedy odrobinę mniej źle myślę o bliźnich.

– Mi nie przeszkadza to nadal źle myśleć o bliźnich.

– Ja nie lubię o nich źle myśleć. Ale nie dają mi wyboru.

– Mi też nie.

– Więc staram się o nich za bardzo nie myśleć. Praca w tym pomaga. Albo kiedy człowiek się nastawi na to, że będzie średnio lub chujowo, a jest średnio lub niechujowo, to jest super!

– Ja się raczej niczego nie spodziewam, a i tak jestem notorycznie rozczarowany.

– Służy ci to, po urodzie sądząc…

– Jaaaaaki flirciarz!

– Ha! Jako realista powinienem dodać: cóż, kto wie, jakbyś wyglądał, gdybyś NIE BYŁ notorycznie rozczarowany ludźmi.

– Może mógłbym się skupić na zdrowej diecie, krosficie, joggingu, maseczkach!

– Nie sądzę, żeby pomogło – bo to raczej rzeczy, które – jeśli kompulsywnie – robią ludzie nienawidzący innych ludzi, z sobą samym na czele. W związku z tym również możemy to robić. Od nich jednak różni nas to, że my mamy tę świadomość, a tamci nie. I dlatego to oni wygrywają!

– To ja idę na jogę.

– Ale to może być +300 do mizantropii (ze szczególnym poczuciem wyższości) i –500 do męskości. Chyba że należysz do tego promila wyjątków.

– Ja żartuję z tą jogą, ale pomysł, że odbiera męskości jest kontrowersyjny.

– W wąskim sensie: jeśli dodaje takiego zadufania z powodu rzekomego uduchowienia i ogólnego CZI wystającego z ujścia kiszki stolcowej – to wtedy jest antymęskie, w ogóle antyseksualne. Chyba że ktoś jest „sapioseksualny”, jak to teraz modnie mówić, czyli sapie na widok ludzi mądrzejszych od siebie, to znaczy w zasadzie na widok większości ludzi.

 

– Rząd namawia, żebyśmy jak króliki. A króliki, jak się okazuje, nie stronią od zachowań homoseksualnych.

– Podobał mi się komentarz Wajraka: kampania za 2,7 mln, ale na research 0 zł. Tymczasem króliki, żeby być zdrowe, muszą zjadać własną kupę.

– No tak, racja! Co znów zbliża je do pederastów.

– Zgadza się. Króliki poza tym, na co wskazuje przykład naszej Misi, są zmiennopłciowe.

– Karaluchy ponoć szybciej się rozmnażają.

– Karaluch twarzą polskiej polityki społecznej!

–  Ale żeby jakaś rozpustna wesz łonowa – co to to nie! Wesz ma być porządna, głowowa, prosto z polskiego kołtuna.

– „Idźcie i rozmnażajcie się jak karaluchy!”

– O, to, to! W sam raz do programu emerytalnego – bo te zwierzęta ponoć przeżyją w najtrudniejszych sytuacjach!

– No proszę, jak pasuje. Jeszcze tyle Polaków zagranicami, w milionach…

– „So many of us, so many of us”…

 

 

– Z mało kim rozmowa w Internecie układa się tak ciekawie, żebym szybko nie zapomniał, że w ogóle była. Chyba spadło mi ciśnienie na cokolwiek. Może to te betablokery.

– Betablokery nie brzmią dobrze… Raczej niepokojąco.

– Dla większości pacjentów brzmią super. Uspokajają serce, obniżają ciśnienie, zmniejszają odczuwanie niepokoju. Dosłowne betablokery i przenośne też –  te drugie to w tym przypadku praca, trwałe relacje, zainteresowania.

– Brzmi niepokojąco…

– Piszę przecież, że betablokery to leki, które człowieka uspokajają, nie zamulają. A metaforyczne betablokery to wyznaczniki czegoś na kształt szczęścia, a ty wciąż, że niepokojąco.

– Bo ja się farmakologii boję…. Pracuję z dziećmi z zaburzeniami – często na prochach. Rozumiem, że są te, które działają in plus, i te, które maja skutki uboczne. Po prostu taki jestem ja i taki jest mój stosunek do leków… Nie łykam nawet apapu.

– Hm, dla mnie nie jest to kwestia bania czy niebania, tylko wiedzy. Ale fobia nie wybiera. Na szczęście są na to… leki.

– Jeżeli zadziałają i nie spowodują czegoś gorszego.

– Leczenie zawsze bazuje na przekonaniu o przewadze efektów terapeutycznych nad skutkami ubocznymi. Oczywiście, zawsze można wpaść pod tramwaj albo oberwać nożem pod żebro. Tylko czy to powód, żeby przestać wychodzić z domu?

– Okej, możemy się spotkać, ale czemu takim świtem?!

– Jakim znowu świtem?

– Czternasta to świt; no, może poranek. Nie pamiętam, kiedy spotkałem się z kimś towarzysko przed wieczorem.

– „Rano trzeba wstać, rano to jest tak gdzieś po pierwszej, bo później już nie”. Więc przykro mi, ale świt jest przed 14.

A cóż to za ontologia. „Świt jest przed 14.” Gdybym miał wszystko jak wszyscy, to teraz rozmawialibyśmy o Rihannie i „Na Wspólnej”. Czyli nie rozmawiali wcale.

– Tyś się chyba jeszcze z Polskim Komitetem Normalizacyjnym nie przywitał.

– Mam luksus mienia go tam, gdzie polska norma nie dochodzi.

– Sobie rozmawiaj nawet o „Trudnych sprawach” czy o „Kardashiankach”, mnie za jedno, ale pewien fundament musi być. Żeby nie 1993, tobym ci tą polską normą naprostował kręgosłup.

– Chyba nie zrozumiałem…

– W 1993 Polskie Normy przestały mieć charakter obowiązującego prawa. Od tej pory ich nieprzestrzeganie nie ma konsekwencji karnych. Są dokumentami dobrowolnego stosowania, o ile prawo nie stanowi inaczej.

– Uff, ulżyło mi! Nie wsadzą mnie do kicia za niesłownikowe idiosynkrazje!

– Niestety, żaden słownik w tym kraju nigdy nie miał charakteru normy. To jeszcze smutniejsze niż rok 1993.

– Hm, język powinno się normować na zasadzie autorytetu bardziej niż prawa. Jak pomyślę, jakie ustawy językowe napisałyby nam Kłosińskie i Jadackie tego świata, to wolę mieć burdel. W ogóle bardziej nęcą mnie chyba burdele niż obozy.

– Co do burdelu i obozu to już chciałem powiedzieć, że ani w jednym, ani w drugim nie byłem, ale potem sobie przypomniałem, że mieszkam w Polsce i to jest trochę burdel, a trochę już obóz.

 

 

– „A co, jeśli powiemy Ci, że możesz wejść w posiadanie któregokolwiek produktu z tego preorderu nawet o 1250 zł taniej?”.

– Nowość, stopniowanie czasowników! Stopień równy: kupić, stopień wyższy: nabyć, stopień najwyższy: wejść w posiadanie. Zwykłe kupowanie jest dla plebsu.

– Podobnie – stopień równy: wiem, stopień wyższy: posiadam wiedzę, stopień najwyższy: moja osoba posiada wiedzę.

– Stopień równy: wysyłam ci, stopień wyższy: wysyłam Ci, stopień najwyższy: wysyłam Tobie.

– Polszczyzna jest pełna predyspozycji!

 

 

 

– Cieszę się, że Memłar wreszcie zadebiutował!

– Oby tylko nie nastąpił writer’s block albo życie nie stało się nudne.

– Nawet w przypadku blokady nie ma się co martwić. To w sumie takie półzobowiązanie, no i można mieć jakieś nadwyżki z płodniejszych miesięcy.

– Kreatywny recykling, jednym słowem.

– Jak większość działań, które ze wspomnień robią literaturę.

– Widziałeś sztuczne fiołki? Temat lekcji: „Jak rozpoznać złą poezję. Analiza wierszy  Wojciecha Wencla  oraz późna twórczość Jarosława Marka Rymkiewicza”.

– Ja proponuję taki temat: „Jak rozpoznać chałturzystę odcinającego kupony od dawnej twórczości i międlącego wciąż to samo z coraz mniejszym polotem. Omów na przykładzie «Sztucznych Fiołków»”.

 

 

– Nawet grzybior w zagajniku nieopodal wejścia do BN-u stanął dęba.

– Wklęsły owocnik sugeruje, że to jakiś stary grzyb.

– Proszę tu bez aluzji nikczemnych!

– Na pewno do Glamu by go nie wpuścili

– Ooo… Policzę się z panem ja.

– Za późno! Mane, tekel, fares, tere fere!

– Właśnie. Tere fere – a kuku to dopiero będzie.

– Z dwojga złego, to może już lepiej na muniu… To przynajmniej świadomości nie będzie.

 

 

 

 

– Pieczone ziemniaki!

– W takim ogniu? Spalą się! My zawsze w popiele…

– My też w popiele, oczywiście. Ale popiół źle wychodzi na zdjęciu.

 

 

– Dziczek od kilku dni chodzi po domu i nuci „Falke, Falke…”. Nie wiem dokładnie, ale może przechodzi jakąś metamorfozę w sokoła, albo mu się „Kobieta bez cienia” przypomniała (mam nadzieję, bo nie do końca wiem, czym się karmi sokoły żyjące w blokowych mieszkaniach).

– Ja cię bardzo przepraszam, ale według dzisiejszych standardów deweloperskiej nowomowy nasze 50 metrów kwadratowych w kilkupiętrowym bloku z lat 50. to nic innego jak APARTAMENT w SECESYJNEJ KAMIENICY! Trochę godności!

 

– Umieram ze śmiechu, kiedy czytam o audiofilskim sprzęcie i subtelnych różnicach w brzmieniu – najczęściej takimi szczegółami onanizują się ludzie, którzy nie rozróżniają toniki i dominanty, nie wiedzą co to alteracja, tryton, pentatonika anhemitoniczna, chromatyka, nie potrafią rozpoznać metrum, synkopy, rytmu punktowanego, nie odróżniają oboju od rożka angielskiego, violi da gamba od wiolonczeli i sopranu od altu… Jest to z ich strony w pełni zrozumiałe: łatwiej jest szczycić się tym, że się wydało na coś kupę forsy, niż zdobywać wiedzę pozwalającą naprawdę dowiedzieć się czegoś o muzyce.

– Już przed wojną był konkurs na polski odpowiednik. Cytuję za internetem garść propozycji: „świętówka, dwudzionek, przedświątek, dwudniówka, wylotka, zefirówka, naturzanka, doboświątek, niedziałek, czasopęd, pokrzepiówka, świątecznik, ozoniak, przyśnięcie, przyświątka, wykapka, wydech, przewietrze, wywczaśnik, wytchniówka, odświeżka, saturniak , wyskok, wypoczka…” Sobiela i sobieleż to nowości. Mi osobiście najbardziej podoba się dwudzionek – bo nie określa tego, co podczas niego można/należy robić, a przecież taka jest idea weekendu. Dwudniówka, niestety, brzmi jak jakaś odmiana grypy żołądkowej, kiedy u człowieka występuje czasopęd jelitowy i wzmożony wydech… Wykapka zaś to już coś dla wenerologa…

– Przed świętami było tak: -prawie 68 kg, -9,2 kg tkanki tłuszczowej (13,2%), -55,7 kg masy mięśniowej (82%), -2,9 kg tkanki kostnej, -41 kg wody (60%). Po świętach pewnie z grubsza jest tak samo, z tym, że mam 3 promile majonezu i 5 promili cukru we krwi.

– Brakuje informacji o ilości neurotoksycznych substancji związanych z dysmorfofobią, tudzież ortoreksją, uderzających do mózgu w postaci gazów cuchnących słabo skrywaną nienawiścią do samego siebie. Po fakcie publikacji tego rodzaju danych można przypuszczać, że musi być tych toksyn sporo.

 

 

– “Transgender Man Shares Before And After Picture Of Transition”.

– That proves all people are really equal and all of them get affected by narcissisim regardless of their gender or sex.

– “Pornhub: Woman fucks entire country at once”.

– Yeah, that’s one of the very few cases when the exit is actually far more painful than the entry…

– Ja kiedyś dostałem jakąś egipską monetę zamiast pięciozłotówki. Rozumiesz?! 5 ziko w dupę!

– A ona przecież nie jest na żetony!

– Nie. Na banknoty prędzej. Albo AmEx.

– To można też kartą kredytową?

– No przecież piszę, że AmEx spoko. Ale tylko AmEx.

– Faktycznie. Myślę, że można też Mastercard. Wtedy to bez pytania o pozwolenie.

– Idąc tym tropem, mógłby być też Maestro.

– Jeszcze trochę się podzieje w tym kraju i może się okazać, że wkrótce i za Visę nie takie rzeczy zrobimy…

– Nie patrzyłem na MASTERcard i Maestro przez pryzmat aktualnych wydarzeń, a bardziej pod kątem dupy. Oooops. Nie bez znaczenia było też „bez pytania o pozwolenie”.

– No co, master nie pyta.

– Rzeczownik, czy czasownik?

 

 

– Krew mnie zalewa, jak widzę te zdjęcia, a jeszcze większa mną cholera trzęsie, jak przechodzę przez Teatralny. Dlatego się stamtąd wyniosłem. Żeby zdrowie psychiczne ratować.

– Bardzo chciałbym powrotu tamtych drzew i gazonów. Przecież były takie plany. A parking – pod ziemię. Bo być tam musi. Czy chcemy czy nie.

– NIEMOŻNABOTAMJESTMETRO. WWARSZAWIENIEMOŻEBYĆDRZEWBOJESTMETRO. WARSZAWACAŁAUSIANAROZLEGŁĄSIECIĄMETRA!!! !!! !!!

– NOTAMNIEMAAKURAT.

– ALEBĘDZIE!

– WSZĘDZIEJESTMETRO. METROWARSZAWSKIEPIĘCIOMARZEKAMIHADESU!

– Będzie albo nie będzie, może Hanka już zwróciła podziemia jakimś posiadaczom tytułu do przedwojennej wygódki, która stała przy Moliera i nie ma, przepadło, koniec, umarł w butach. Dlatego nie może być parkingu podziemnego.

– Może tam akurat była jakaś piwnica na ziemniaki? I ktoś się upominał o.ziemniaki, ale zgniły, więc w nagrodę pocieszenia dostanie podziemną działeczkę?

– Właśnie! A pradziadek kogo innego pierdział kiedyś obficie, więc w duchu Ducha Świętego Hanka powinna oddać prawnukom przestrzeń powietrzną nad Warszawą.

– A czyjaś babka na anemię piła herbatkę z pokrzywy, a pokrzywa moczopędna, to należy oddać wodę z Wisły.