Archives for category: Café „Po Schodkach”

 Ostatnio w Café „Po Schodkach” działy się rzeczy niezwykłe. Był jeden półdługowłosy, strasznie nawalony koleś (co nie jest znów takie niezwykłe). Bardziej niezwykli byli jego przeciętnie nastukani towarzysze – ładny blondynek o zjawiskowo dolichocefalicznej czaszce podkreślonej progenią (długa głowa z wysuniętą żuchwą) i około czterdziestoletni człowiek, który mówił, że studiował filozofię i teologię, jak również był kiedyś w zakonie michalitów. Przytoczył mi nawet najważniejszą tradycyjną modlitwę braci michalitów:

 Sancte Michaël Archangele, defende nos in prœlio. Contra nequitiam et insidias diaboli esto præsidium!

 co się przekłada:

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną!

Ale do rzeczy. Ów półdługowłosy był tak porobiony, że gadał straszne bzdury i robił dziwne miny, a w którymś momencie bełkotał, leżąc na podłodze w korytarzu. Jak zareagowali koledzy?

Młodszy trzymał bełkoczącego, a starszy, po łacinie, odprawiał nad nim… egzorcyzmy.

– Masz gumkę?

Recepturkę?

Małymi kroczkami…

…to piekło jest wybrukowane!

–  Czy zechcesz mi wybaczyć?

Ja już ci dawno wybaczyłem na zapas.

To może ogolisz mi głowę?

Ciągle ktoś chce, żebym mu golił głowę. A dla mnie golenie czyjejś głowy jest równie zajmujące, jak mycie komuś zębów.

Poszły się pierdolić.

Znaczy, mają się ku sobie.

Umrzeć tutaj to nawet gorzej niż tu zasnąć.

W Café „Po Schodkach”:

Ktoś do chłopaka: Parlez-vous français? Polonais?

Chłopak: Nie, ja nie palę.

Mein cheies gejt mir ojs

Ich fil ich halt nit ojs

Mein hartz tut wej gor on a schir

Er is mir hejs un kalt

Un ich wer groj un alt

Un wejst ir menschn wos es kwejlt mir

Di libe brent a schrek

Ich fil ich starb awek

Noch mein Joslen

Mein darling, mein dear

A kocher a szejner

Mir zol zajn far seine bejner,

Josl, ich krapir noch dir!

– Uczyń naczynie!

Słuchaj, to całe Liège to jest po prostu ciemna dupa.

Ja myślałem, że anus mundi to były Auschwitz, Dachau…

Nie, no, zaraz, w sumie anus mundi to Przemyśl jest.

–  O, a co ty masz pod nosem?

Zovirax. A co myślałeś?

–  Że to taka maść mentolowa, jaką sobie smarują pod nosem anatomopatolodzy przed wejściem do prosektorium.

Byliśmy w palarni.

I jak było?

–  Marnie. Byliśmy tylko my i jakichś dwóch nieciekawych kolesi.

Aaa, to pewnie razem mieliście ze 300 lat?

Widziałem taki ambitny film porno pt. „Alicja w krainie czarów” – tańczyli tam, śpiewali i tak dalej.

O, ale powiedziałbyś, że to było dobre?

Jako porno – nie, ale etycznie – tak.

Etycznie?!

– Tfu, estetycznie.

Ty, słuchaj, ty jesteś prawie jak Faust – studiowałeś prawo, medycynę, filozofię…

Tak, ale ja studiowałem prawo polskie.

Rozmawiam z jakimś znajomym na żywo, twarzą w twarz, okiem w oko. Porusza nieco, ale tylko troszkę, poważniejszy temat, na co rozmówca z niewzruszoną miną stwierdza:

– To nie jest rozmowa na telefon.

– Podobasz mi się bardzo, owszem, ale kupię sobie ładniejszego.

– Ciężkie powietrze serwują do tej muzyki.

Mrówkodzik rozmawia w pubie z jakimś kolesiem o odkryciu polskich paleobiologów (ten tetrapod). Rozmówca mrówkodzika, tłumacząc, skąd pochodzi znalezisko, mówi (niefortunnie patrząc na jakiegoś typa wchodzącego właśnie do sali):

– Ta larwa wyszła spod Kielc.

 

Ktoś w Cafe „Po Schodkach” komentując czyjąś lokalizację LUB czyjś status higieniczny:

Nie, ja na [‚brudnɔ]* nie jeżdzę.

_______________________________

* transkrypcja fonemiczna wg API