Archives for category: scenka rodzajowa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gną się ludzie i gną, byle się obciąć…

– Ależ ci Chińczycy są bystrzy! W ich piśmie „człowiek” (人) plus kreska równa się „wielkość” (大).

– A „człowiek” plus dwie kreski równa się „niebo” (天)!

– Tyle że jak zestawić wszystkie trzy ze sobą (人大 天), to i tak wychodzi „kongres ludowy”…

– Spacer z psem i jakieś śniadanie trzeba kupić.

– Z psem na smyczy? Musi być dłuższa niż dwa metry, bo inaczej nie wolno…

– Ona jest z wolnego wybiegu, jak się wybiega to wraca, co znaczy że kocha.

 – No wiesz, ty + smycz + ona?!

– Nie mam pojęcia, co znaczy Tysmyczona, to jakaś przypadłość?

– Nie, to taka odmiana dziwożony, niebezpieczny demon pra-Słowian!

– Przysłowian! Oni zajmowali się uprawianiem przysłowianizmu, ktoś im darował konie, oni im zaglądali do pyska.

– Konie i do pyska, taaa… To chyba byli parzysłowianie!

– Parzystosłowian w to nie mieszaj, oni się tym nie zajmowali. A słyszał pan kiedyś o parzonej szynce? No kto ją niby wymyślił?

– Co najwyżej o parzonej szyszynce. Sprawia, że zamiast melatoniny wytwarza się melanżtonina i zamiast spać człowiek włóczy się po nocy.

 

 

– Tacy młodsi kolesie zawsze odchodzą. Bo się w kimś zakochają, a młoda miłość jest bardzo zaborcza i pochłonięta sama sobą, to naturalne. Albo odchodzą, bo nie chcą się zakochać w jednym z nas lub nas obu. Dla nich to nie jest sytuacja win-win, tylko często loose, i to duży.

– No, jak duży, to znaczy, że się działo.

– „Anioły Ameryki”? Co to za dziwne tłumaczenie?

– Nie czepiaj się. Mogli dać „Wirujący AIDS”.

 

– Niektórym wydaje się, że biogram to miejsce do pisania o swoich poglądach, a wręcz uczuciach.

– Ludzie, którym brak faktycznych osiągnięć, nie cofną się przed niczym.

– Bo już bardziej cofnąć się nie można.

– Dyskusja przecież polega na wymianie opinii!

– Ale własnych, a nie cudzych, bo wtedy to nie dyskusja, tylko propaganda albo religia.

– Albo po prostu szkoła…

– Okazuje się, że Poczta Polska nie dostarcza paczek osobom zakwarantannowanym! Pewnie po to, żeby musiały wychodzić z domu po sprawunki.

– A co jak przyjdzie list z sanepidu?

– Właśnie! List z sanepidu z karą administracyjną za wychodzenie z domu, żeby kupić to, czego poczta nie chce dostarczyć paczką!

 

– Za sprawą globalizacji żyjemy w takim bogactwie, że głowa boli. Jako osoba poświęcająca kulturze średnio jakąś godzinę, dwie dziennie, potrzebuję jakichś drogowskazów, co warto czytać, i takimi są dla mnie te wszystkie Bookery, Srookery i Noble.

  – Podążanie za tym, co wskazują inni, to w gruncie rzeczy zaprzeczenie ideałów  literatury i sztuki w ogóle. Często lepiej już zdać się na zbawienny przypadek (co któraś mutacja przecież jest korzystna) w doborze lektur niż zawierzać takim „pewnikom”.

– Czytam, że krawcy z Teatru Wielkiego w Łodzi szyją maseczki.

– O, to fajnie. W Teatrze Wielkim w Warszawie to mogliby się tym zajmować przez cały czas, bo przecież Treliński woli kupować kostiumy u Armaniego…

– Mogliby też szyć knebelki. Dla chudych wyśtoparconych prostytut Trelińskiego. Dzięki temu nie mogłyby jeść i byłyby odpowiednio szczapowate, jak mistrz dyrektor lubi, a przy okazji nie mogłyby śpiewać, z korzyścią dla nas wszystkich.

 

– W Hali Mirowskiej na wejściu do spożywczego pryskają na ręce płynem dezynfekcyjnym.

– A potem w nie kichnij, obśliń i się podetrzyj. Wszyscy umrzemy.

– Tak trudno pokochać ludzi.

– Pokonać, niestety, też.

 

– Ha, moja pierwsza edycja na japońskiej Wikipedii! Dodanie daty śmierci osoby, której dotyczyło hasło. Mam nawet za to podziękowanie od innego użytkownika.

– Ooo, to patrząc na to, jak niektórzy się sadzą w swoich biogramach, możesz odtąd twierdzić, że masz na koncie szereg japońskojęzycznych artykułów naukowych z dziedziny tanatologii, które otrzymały prestiżowe wyróżnienia.

– A w ogóle to specjalizuję się w dalekowschodniej kaligrafii!

– Oraz, oczywiście, w rysownictwie map. Pardon: mang.

 

 

– Prawda historyczna to chyba taka wartość asymptotyczna – nieosiągalna, ale dążyć warto…

– Historyk jak Syzyf ciągnie ten kamień i ciągnie, wiedząc, że nie dociągnie…

– A niektórzy wystrzeliwują się z tym kamieniem z metodologicznej katapulty. Lądują różnie.  I czasem sporo zniszczą.

– „Wesoły marsz tysiąca rąk rozbrzmiewa równym rytmem” – pisał. Jak wiadomo powszechnie – ręce służą do tupania.

– Służą! O ile najpierw postawi się wszystko na głowie.

Okres przedłużenia i pogłębienia obostrzeń epidemicznych – 2,5 tygodnia

Mandat za niesubordynację – od 5 do 30 tysięcy złotych

Zakończenie obostrzeń w wielką niedzielę, żeby ludzie mogli tłumem ruszyć do kościołów – bezcenne

– A może w ramach protestu można by zamiast karty do głosowania wrzucać do urny kawałek papieru toaletowego?

– Zużytego?

– Może być i zużyty. I tak będzie czystszy niż kartka z głosem oddanym na sam wiesz kogo.

– Hm, no nie wiem, czy to coś da. Bo taki papier toaletowy też może zostać policzony jako głos na dupę.

 

– Jeśli epidemia potrwa dłużej, to część wydawnictw może upaść, zwłaszcza ambitniejszych. Bo sprzedaż zmalała, a koszty stałe pozostają.

– Może spróbują ciąć wydatki? Nie trzeba produkować  książek na papierze deluxe. Żeby ocalić dobrą literaturę, można drukować nawet na papierze toaletowym. Oh wait…

– Czy ktoś zna jeszcze jakieś miejsce, gdzie zabronione jest robienie zdjęć nagrobkom?

–  Berghain.

– W sumie tak. Tam ciała i tu ciała.

– Tam prochy i tu prochy.

– Jak trwoga, to wiadomo.

– Nic dziwnego. W końcu zbawienie i zwabienie są z tych samych cząstek.

– Jest jeszcze jeden anagram, fonetyczny.

– Jaki?

Zjebanie.