Archives for posts with tag: ab ovo ad mala

Znajomy przytacza dwa dialogi zasłyszane na osiedlu – dzieci komunikują się z matkami, krzycząc między oknem a podwórkiem:

– Krystiaaan!

– Cooo?

– Do domu!

– Po co?

– Na obiad!

– A co na obiad?

– Jabłko!

*

– Mama!

– Cooo?

– Rzuć mi paletki!

– Do czego?

– Do babingtona!

– Chyba żeby się połamali!

– No to jaki mam kupić miód dla Uli?

– Dla Uli? Nigdy nie mówisz o mojej matce po imieniu! Czemu tak?

– No, bo to miód. Uli.

– A, teraz zrozumiałem. A jakie są?

– Jest gryczany…

– Śmierdzi lekarstwem.

– Wielokwiatowy…

– Banalny.

– Rzepakowy…

– Wulgarny!

– Nawłociowy…

– Jest taki? Ale nie, nawłoć to gatunek inwazyjny, to może zostać źle odebrane.

– Wrzosowy…

– Nie, ona mówi, że wrzosy w domu przynoszą płacz.

– Faceliowy…

– Nie słyszałem o takim. Brzmi ciekawie, ale sam nie wiem. Jakiś nowomodny taki.

– Ostowy?

– Nie ma mowy! To zabrzmi jak jakaś aluzja i znowu będzie, że jestem wyrodny.

– Spadziowy?

– Spadziowy.

– Ten jest najdroższy.

– Tym lepiej.

– A dla nas?

– Dla nas weź ostowy…

 

 

– To po deserze wracamy do przystawek.