Archives for posts with tag: akceptacja

– Najntis to było złooo.

– A mnie tam polska muzyka lat 90. wprawia w trans.

– Mnie co najwyżej w transakcentację.

1. Korzystaj się mną, myśliwcu!

Jestem otwarty, pozytywnie nastawiony chłopak. Nie lubię kiedy mną się korzystają! Również jestem osobą ambitną, mającą cele i marzenia. Szukam faceta który umie zaskakiwać, który dąży do rodzinnego ciepła i bliskości. Mój wybraniec powinien być ambitny, myśliwcu i chętny do życia!

 2. Naprawdę?

Wystarczy postawić pytanie.

3. Dociekania formy

siema !!
profil bez ciśnienia
Easy easy !!
zachęcam do przeczytania !!interesuję mnie forma kumpla kolegi totalnie na luzie

4. Zwierciadło duszy

Widzisz mnie to sam się domyśl…

5. Foboholik

Brzydzę się erotomanami, zboczeńcami, degeneratami i innymi dewiantami,
przez co agresywnie reaguję na wszelkie seks oferty i inne seksistowskie teksty

6. Lepiej epigramatystą?

Napisz (tylko nie bądź bajkopisarzem)

7. Zarzyj śloratadynę!
Nie szukam na jeden raz lecz na całe życie. Lubię sex ale najlepiej uprawiać go codzień we własnym łóżku. Mam alergię na trawę i trawojaraczy!!!

8. Amore di baule
Może by w końcu napisał ktoś kto się spakuje, przyjedzie i mnie pokocha.

9. Tańczący z minogami monogami

Zastanawiam się nad sensem monogami, docelowo chciałbym stworzyć związek trzech lub czterech, aby każdy mógł być zadowolony. Po co jebać się z całą wioską jak większość osób tutaj?

10. Jak nie jak tak

Bądź miły a dostaniesz podobną reakcję zwrotną. Dlaczego podobną? Bo nikt nie jest taki sam.

11. Home (s)expo

Szukam ładnej ogolonej pupy do pomieszczenia i gwałtów

12. To trzeba sobie plaster na odciski kupić

niezależny i twardo stąpający

13. Zakalec

Jeśli:
– nie widzę Cię,
– lekko puszysty? ok pod warunkiem, że jesteś sernikiem :v
– mógłbyś być moim tatą :>
Proszę, nie pisz…

– The heart wants what the heart wants…

– Here it’s somehow the opposite: the heart wants what wants the heart.

– Może to po prostu trzeba zaakceptować? Koniec końców wszystko trzeba.

– Szczególnie brak końca końców.

Miałem w podstawówce koleżankę. Mieszkała w imponującym jak na moje pojęcie o luksusie domu o dość niesiermiężnej jak na początek lat dziewiędziesiątych architekturze i z licznymi udogodnieniami. Nasi rodzice się nie przyjaźnili, nam jednak różnica, toutes proportions gardées, klasowa (moi rodzice wykształceni, lecz nieopływający, jej rodzice kasiaści i bez wykształcenia) nie wadziła ani na jotę naszej klasowej przyjaźni. Jej ojciec był  z zawodu zarabiaczem, a matka leżała i pachniała.

Kiedyś moja matka znalazła w czasopiśmie ilustrowanym „Sukces”wywiad z matką tej mojej koleżanki , która wystąpiła w nim w charakterze kobiety szczęśliwej dostarczającej recepty na szczęście. Zapytana o tajemnicę swojego sukcesu, matka mojej koleżanki powiedziała:

– Trzeba siebie lubić.

Co wybito czcionką powiększoną i pogrubioną.

To ja idę z nim zatańczyć.

Thou hast my blessing.

I’ve got mine own, and that’s the best part of it!