Archives for posts with tag: alkohol

– Nadchodzi jesień, więc ludzie piją na potęgę, bo boją się, że nie przeżyją zimy.

– A wiosną piją z radości, że jednak przeżyli.

– Zimą z kolei piją, żeby przeżyć.

– Co innego latem. Wtedy piją na luzie, żeby sobie pożyć.

– Wyświetlił mi się na portalu randkowym. Popatrz, w jakim wieku twierdzi, że jest.

– Chyba mu się kolejność cyferek pomyliła.

–  A może to w myśl zasady, że im więcej procentów, tym mniej lat…

– Łódź wcale nie jest taka straszna. Jakiś czas temu popylałem przez Widzew z lesbijską lila-fioletową walizeczką i nikt mi nic nie zrobił.

– Podejrzewam, że po prostu nie uwierzyli w twoje istnienie. Lokalsi pewnie pomyśleli, że wypili za dużo denaturatu i widzą na fioletowo.

 

– Patrz, oni ze sobą kręcą! Noż cuda-wianki!

– W tym układzie to prędzej wóda-cyjanki.

– Polski zimiok.

– A do tego pijany.

– Polski zimiok zwykle jest pijany.

– Ale czemu?

– Bo rzadko się myje. A jak zimiok sfermyntuje, to się zamienia w wódkie.

– Masz ochotę na rybkę?

– Po co?

– No, przy piciu zakãsza się śledzia.

– To na początku. A potem inna rybkę. Złotą.

– Czemu złotą?

– To na pamięć.

– Często tu bywasz?

– Raz w roku!

– O, zawsze w karnawał?

– Niekoniecznie, ale skoro jest karnawał, to korzystam.

– Może z karnawałem jest jak z południem albo osiemnastą? Zawsze gdzieś na świecie akurat jakiś jest.

– Patrzę na te koniaki, whisky i inne flaszki. Wiesz, ile rzeczy można kiedyś było załatwić takim alkoholem?

– Dziś też można załatwić. Siebie.

 

 

– Nie mogę dociec, co pan redaktor miał na myśli. O której on to pisał?

– Czekaj… Jakoś po dziesiątej. Tak, u niego to już jest ten moment upojenia, kiedy składnia wypowiada posłuszeństwo.

 

 

 

– Myślałem, że zostanę w domu.

– To dlaczego wyszedłeś na miasto?

– Wino kazało mi tańczyć!

– Co pijesz?

– Bezalkoholowe.

– A co, pakujesz czy jesteś chory na coś?

– A to taka musi być alternatywa?

– A nie, racja, nie musi. Może być w pakiecie.

 

– A to co?

– Gin.

– Czemu akurat gin?

– Żeby przyszły dobre duchy.

– Od ginu? Jakie?

– No, dżiny!

– Aaa, chcesz, żeby ci poszedł dym z lampy!

 

 

zdjecie-3 zdjecie-2

– Wiesz co, spotkajmy się wreszcie, bo już tyle czasu…

– No wiem, rozumiem. Też się stęskniłem.

– Nie, nie o to chodzi. Bo jak się spotkamy i skończymy ten artykuł, to… Już się nie będę musiał z tobą więcej widzieć.

– Phi, a myślałeś, że po co ja się do ciebie w ogóle wybieram. Przecież nie po to, żeby cię podziwiać. Po prostu wiem, że masz chłodniej w mieszkaniu. Domagam się gwarancji temperatury nieprzewyższającej 23 stopni, a do tego 3 litry napojów chłodzących.

– Alkoholowych czy bezalkoholowych?

– Zależy, jak długo potrwa nasza praca. Wiesz, ja przed zachodem słońca nie piję. Chociaż, jak się mawia, zawsze gdzieś na świecie jest akurat zachód słońca.

– Można też  udawać tego, no. Zapomniałem.

– No, tego, o, to, to!

– Kto pije rum?

– Co?

– Kto pije rum.

– Pirat…?

– No, właśnie, można udawać pirata!

 

 

obal

 

[wyborcza.pl, źródło]

– Śpiewałem nawet na karaoke!

– Byłeś bardzo pijany?

– Nie, byłem pijany dwa lata temu.

 

 

– Wiesz, trudno mi to wyjaśnić…

– Ja nie krętek blady, ja nie wnikam.

*

– A po co ci dietetyczka?!

– Żeby widziała, skubana, ile wydaję na alkohol.

*

– No i czemuśmy wcale nie mieli nic ze sobą?

– Teraz już za późno. Teraz już cię lubię.

*

– Dzwoniła i pyta, jakie nowe plotki. A ja jej na to: „Odkąd ciebie nie ma, to żadne”.

– Czytaliście którąś z tych książek?

– Ja nie.

– Ja chyba jedną.

– Ja półtorej.

– To się nie opłaca, całe to czytanie, tak sobie ostatnio myślałam. Bo jak się chla przez całą noc, to następnego dnia widać, a jak się przez całą noc czyta, to wcale.

Dziś z kolei był mi potrzebny synonim do słowa „piwo”, najlepiej taki zabawniejszy, bardziej wyluzowany. Wśród propozycji, jakie zaoferował mi internetowy słownik, znalazły się:

boski napój, gin, grzanka, koniak,

mocz starego pawiana, mózgotrzep,

utrwalacz, warzone, wino, woda ognista, żubr.