Archives for posts with tag: ameryka

– I tak ten niebywale mnie kiedyś wzruszający poeta wszedł w charakterystyczny dla wielu zasłużonych polskich twórców okres cynicznej produkcji, odcinania kuponów i watencji starczej*.

– Co w praktyce oznacza, że wali takie „suche pierdy z octem”, setny raz przemielone tę samą mizoginię i barową filozofię znad kieliszka.

– I pewnie jest wielu dwudziestopięciolatków, którzy to kupią i uwierzą, że koleś odkrywa. Atlandydę, czy co tam się odkrywa.

– Amerykę.

– Ja bym tu jednak pozostał przy Atlantydzie.

———————————————–

* Watencja starcza – zob. słowniczek.

Go tell Aunt Rhody
The old gray goose is dead.

She died in the mill pond
From standing on her head.

The one she’s been saving
To make a feather bed.

The goslings are mourning,
Because their mother’s dead.

The old gander’s weeping,
Because his wife is dead.

Go tell Aunt Rhody
The old gray goose is dead.

– Ostatnio odkryłem Otella po radziecku.

– Co ty powiesz! A gdzie?

– U siebie na półce!

– Kto to napisał?

– Geoffrey Koziol z uniwersytetu w Kalafiorni.

– Kalafiornia? Bardzo mi się to podoba. A co to ma wspólnego z kalafiorami? Chodzi ci o wygląd ludzi tam?

– O ich głupotę.

– Ale kalafiory nie są chyba wybitnie głupimi roślinami.

– Ale  s ą  roślinami.

– Tak czy siak bardzo podoba mi się to określenie, Kalafiornia. Nie mogę się przestać śmiać. Brzmi, jakby tam hodowali kalafiory albo zajmowali się ich przetwórstwem na masową skalę.

– Bo się zajmują!

– Nie bądź taki surowy wobec Glenn Close.

– Z zimy gwałtownie robi się lato, tak gwałtownie, że drzewa nie nadążają kwitnąć, a potem się znowu ochładza szybko i pada deszcz z gradem (i tornadem).

– Lubię teatr amerykański.

– Ja mało znam, ale też lubię.

– Jest bardziej obyczajowy.

– Fakt, nie jest taki nadęty, nadmuchany.

– Jest jak oklapły penis. W pozytywnym znaczeniu.