Archives for posts with tag: antysemityzm

– Nie napijesz się za moje zdrowie?

– Piję przecież.

– Aha, na pewno ze skrzyżowanymi palcami. Czy co wy tam, Żydzi, krzyżujecie.

– JEZUSA KURWA KRZYŻUJEMY, BAŁWANIE!!!

 

 

– Ha! Odkryłem prawdę o syjonistycznym spisku!

– Jaką znowu prawdę.

– Szana towa.

– No. „Dobrego roku”.

– Chyba dla Belzebuba. „Szana towa” to anagram… SZATANOWA!

– Oj tam, czepiasz się. Każdy lubi czasem fundnąć sobie jakiś nowy ciuch…

 

 

W autobusie:

– Co Pan czyta?

– Wittgensteina, O kolorach.

– Witge co?

– Taki filozof.

– A co tu filozofić. Wiadomo, że białe to białe, a czerwone to czerwone. Znaczy… Czerwone to ruskie, ale ten Sztejn to pewnie jakiś Żyd albo Niemiec był.

– Widzisz, i tak odkrywasz kolejne dna tych tekstów.

– Albo indukuję w nich prawdziwe dno.

*

– „Stulejka” kojarzy mi się z celebracją, urodziny, sylwester, bawmy się!

*

– To ona też mu robi ?

– No tak, to w końcu flecistka!

– Poprzeczna!

– Aaa, czyli do tego Żydówka?

 

– Wiecie, co to jest moonshine?

– Blask księżyca.

– A poza tym?

– Światło księżyca?

– A poza tymi znaczeniami świetlnymi?

– Nie wiemy.

– No pomyślcie. Co się robi przy blasku księżyca?

– Kopie mandragorę?

– Płodzi nieślubne dzieci?

– Ciśnie krew na macę?

– Rany boskie. Przy świetle księżyca pędzi się księżycówkę, czyli po prostu bimber!

– Tak jak Żydówki, co mają w drugą stronę?

– Co mają?

– No to.

– Usta?

– Nie usta. To drugie.

– Nie wiem co.

– Przestań robić dziwne miny i pomyśl. To w dole.

– O, to tak jak bankomat!

– Te kanapeczki nawet niezłe, o dziwo wątróbka mi w nich nawet wchodzi.

– Chcesz, to ci mogę zrobić kawior po żydowsku.

– Od trzech lat mi to obiecujesz… Aaa! To na tym polega żydowskość tego kawioru!

relic - niemiecko » polski - PONS 2015-11-03 08-22-49

– W ramach działań równościowych od dziś sprzeciwiam się temu, żeby używać rodzaju żeńskiego „członkini”, bo on i tak pochodzi od „członka”, a zatem uprzedmiatawia kobietę-działaczkę i uzależnia jej status ontyczny od heteronormatywnego fantazmatu męskości.

– To jak się powinno mówić?

– Powinno się stosować coś rdzennie kobiecego. Wiadomo, co odpowiada członkowi, więc może „pochwa”, na przykład „Pani taka a taka jest pochwą fundacji”. Jeśli stworzyła tę organizację, to „prapochwą”.

– „Pochwą założycielką”.

– No właśnie nie bardzo, bo „założyciel” to też takie męskie. Założyciel, włożyciel, rozumiesz, postfreudowski insertywny paradygmat samczej dominacji.

– To może „pochwą pionierką”? „Pionierską pochwą”?

– „Pionier” to też jakby szowinistyczne, wertykalna symbolika falliczna. Jakoś inaczej trzeba.

– To może „poziomką”?

– Jak to poziomką?

– No pionierzy są od pionu, a poziomki od poziomu.

– „Pozioma pochwa”, tak? Wiesz, już mógłbyś dać sobie spokój z tym wypominaniem ludziom pochodzenia.

– To teraz po wyborach będzie „Jude raus”?

– Chyba „Dude raus”.

– Jak dewastują w Małopolsce cmentarze żydowskie, to wypisują różne rzeczy.

– „Jebać Żydów”?

– Tak, przeważnie „jebać Żydów”, „Jude raus”, rysują swastyki i gwiazdy Dawida na szubienicy. Ale wiesz, jaki się jeszcze często zdarza napis na macewach?

– Jaki?

– „Jan Paweł II”.

– Lubię hebrajskie litery drukowane. Mają ładny kształt.

– Hebrajskie litery są świetne. Wyglądają jak takie płomyki.

– Podpłomyki wręcz! Malutkie mace.

– Macki.

– Żydowskie macki oplatające świat!

– Co ciekawe, ani u nas, ani w Niemczech nie regulują modyfikacji nazwiska w zależności od płci żadne przepisy. Opiera się to wyłącznie na normach językowych.

– Ha! To jestem zdziwiony. Czyli Anna Komorowska ma prawo sobie zrobić dowód na Anna Komorowski? I Anna Grodzki też!

– Nie, bo jej język zabrania. Ale jeśli Polka wyjdzie za mąż za Polaka za granicą, to już może.

– Aha, czyli te normy językowe mają charakter formalny.

– No właśnie nie wiadomo, jak to z nimi jest, tzn. czy mają czy nie mają.

– Czyli „ratunek” dla Grodzkiej to wyjść za zagraniczną lesbijkę, która odziedziczyła po rodzicach lub poprzednim mężu męskobrzmiące nazwisko słowiańskie.

– W sumie tak… Ale Grodzka jest lesbijką?

– Tak! Była heteroseksualnym mężczyzną, a została homoseksualną kobietą!

– A to zboczucha.

– A widzisz! Niektórzy to sobie lubią utrudnić. Czyli w sumie zamieniła kulturowo najlepszy los na taki mocno średniejszy. To w sumie bohaterskie dość.

– Pewnie tak miała od początku. Tylko że tego jej lesbijstwa to nikt nie zauważył nawet.

– No właśnie, szczwana lisica.

– To tak jak prawosławny pedał. Kogo obchodzi, że prawosławny?

– No właśnie. Bo jak czarny, to już co innego. Albo Żyd. To wtedy nie wiadomo, co gorsze.

– Ja myślę, że jeśli czarny pedał, to mało kogo obchodzi, że pedał…

– Ale taki Legierski… Chociaż on półczarny. To i to pedalstwo tak jakoś bardziej znać.

– Zaświeciły ci się jak złote monety te żydowskie oczka.

– Mowa nienawiści!

– I kto to mówi?! Ksenofobie ty.

– Ale ja o ludziach nigdy nie mówiłem nic ksenofobicznego…

– Nie pojmuję fenomenu Marleny Dietrich. Skąd taka kariera? Dlatego że Hitlerowi robiła?

– No chyba wręcz przeciwnie, ona działała przeciwko, w ruchu oporu. Żydów ratowała.

– Katowała?

– Tak! Swoimi piosenkami i filmami!

– Aha.

– Poza tym ona razem z tą drugą…

– Garbatą Gretą?

– Nie, tą drugą, z Francji…

– Gretą Piaf?

– One jeździły i dawały żołnierzom na froncie…

– Dupy?!

– Nie, koncerty!

– Swoją drogą z Edith Piaf toby byłą niezła perwersja.

– No tak, Dietrich to przynajmniej miała dużego fiuta.

– Świetne jest to podświetlenie ratusza.

– Nie dziwne, że ci się podoba. Wszystkie barwy tęczy. Srebrny? Żydowskie, judaszowe srebrniki. Czerwony? Komuniści. Zielony? Cykliści. Różowy – gejowska eurosodoma. Niebieski i złoty – Unia brukselska, nierządnica babilońska. Wszystko jasne.

—————————————————————————-

Knur – patrz słowniczek.

– Słuchałem tria klarnetowego Brahmsa. Dobra tonacja, i takie leciutko żydowskie.

– Że jak klarnet to zaraz żydowskie, tak?

– Co ty masz dzisiaj z tymi Żydami? Znam też takie coś barokowego*, nie pamiętam czyje, jakaś kantata czy motet, też pobrzmiewa tam taka nuta…

– Ta, na pewno. Kantata na cymbały. I pięć klarnetów dla złagodzenia efektu.

 

—————————————————————————–

* Odgrzebałem: chodziło o arię z oratorium Caldary, którą przytaczałem tutaj.

Allegro z tria klarnetowego op. 114 Brahmsa zamieszczam poniżej, a co. Nie jest to wprawdzie moje ulubione wykonanie, ale na klarnecie gra ładny miodowo-ryżawy pan.

– Ty wiesz, po ile taki Heydrich, Eichmann mieli lat, jak planowali Holocaust?

– Trzydzieści?

– No, trzydzieści parę.

– O, to jesteśmy już w dobrym wieku na ludobójstwo!

– Możemy zacząć od tej twojej skąpiary. Zrobimy jej jesień z dupy średniowiecza!

– Taka II Rzeczpospolita: też mieli pomysł z Madagaskarem.

– O, więc Madagascar to prequel W ciemności?

Rozmawiamy o preludium chorałowym z Orgel-Büchlein (BWV 644), opartym na kantacie BWV 26: Ach wie flüchtig, ach wie nichtig.

– Rozumiesz tytuł?

– Nie bardzo.

Nichtig pochodzi od nicht, czyli znaczy: „żaden, nędzny”, a flüchtig chyba od Fluch – „przekleństwo, klątwa”.

– Kojarzę! „Verfluchte Juden”!

————————————————————–

Notabene: myliłem się. Flüchtig pochodzi od Flucht – „ucieczka”, czyli znaczy „uciekający, przelotny”. Chodzi, oczywiście, o marność życia, te sprawy. A preludium można, warto posłuchać, trwa niecałą minutę, a tworzy idealnie zamkniętą całość.