Archives for posts with tag: Artur B.

– I co ja mam robić? Nie chcę iść do pracy.

– Wiem! Udaj opętanie.

– Opętanie…?

– Opętanie dybukiem!

– Albo powiedz, że ci się zrobił paskudny golem. Paprze się i paprze. I na marne mówisz jego imię od tyłu.

– Od tyłu?

– Od tyłu! I to jak od tyłu! Ale to błoto tylko bulgocze i bulgocze…

– No dobra, może tak zrobię.

– To może ja jutro też nie pójdę do roboty?

– A czym ty się wykręcisz? Dybukiem czy golemem?

– A, to zależy, jak się wieczór potoczy…

 

 

 

 

– To niewidzialna ręka rynku.

– A dajże mi spokój.

– No co, przecież jest. Chyba.

– I co z tego, że ona jest? Bo jest, ale tkwi głęboko w twojej dupie!

– Weź, albo załóż te okulary porządnie, albo zdejmij je do końca.

– Dlaczego?

– Kochanie, jak patrzysz na grindra sponad okularów, to wyglądasz jeszcze gorzej niż na grindrze!

– Gdzie twój facet?

– W domu.

– A ile jesteście ze sobą?

– Ćwierć wieku.

– To musi być miłość…

– Tak. Miłość to jest właśnie zaufanie do kolesia, z którym się nie nudzisz.

– Ciocia poprosiła kiedyś babcię o coś do picia. Dostała szklankę, napiła się i wykrzyknęła: „Woda?! Co to ma być! Wodę to u mnie piją zwierzęta!”.

– A ja kiedyś zapytałem babcię, czy ma colę, bo whisky to wiadomo było, że ma. Powiedziała, że ma, więc poprosiłem o whisky z colą. Na co ona zmartwiała i z oburzeniem wycedziła: „Whisky z colą. Whisky z colą! Whisky z colą to kurwy w Niemczech piją!”.

– Miałem kupę kaset Eleni, które wykorzystywałem do nagrywania audycji z radia.

– To były kasety chromowe?

– A gdzie tam, zwykłe żelazowe, to była epoka żelaza.

– On na pewno podczas seksu myśli o Kristevie.

– I pociera swojego nabrzmiałego żiżka.

Znajomy o mnie głośno:

– Wygląda na zbuntowanego, ale psiuka się ładnie!

– Jedyny zabieg chirurgiczny, jakiemu mogłaby się jeszcze poddać, to kremacja.

[ Artur B. o Krystynie Mazurównie]

– Widzisz, dolega mi ostatnio intuicja. Rzuciłem sobie słowo na wiatr, a okazałem się Pytą Delficką.

– Pytą? A myślałem, że Lesbią.

– Wy się znacie?

– Kiedyś się poznaliśmy.

– Poznaliście…?

– Nie w sensie biblijnym.

– W sensie biblijnym, że święty Paweł czy Eklezjastes?

– Ezechiel, kurwa!

– Nie rozsnuwaj tego oczyma sarny smutku, bo już lato się kończy.

– Bardzo jestem zadowolony z życia, że cię poznałem.

Masz jakiś inny plan?

Nie mam planu B.

Ja to w ogóle nie mam żadnego planu.

Więc też nie masz planu B.

Artur B. pokazał mi taką piosenkę, która jakoś wpadła mi w ucho:

 

And I find it kind of funny
I find it kind of sad
The dreams in which I’m dying
Are the best I’ve ever had
I find it hard to tell you
I find it hard to take
When people run in circles
It’s a very very mad world

– Ej, weź, puść coś normalnego.

Ci, co używają takich słów, to lubią dawać pedałom w mordę.