Archives for posts with tag: Bach

– Nie dość, że te meble mają obleśną nazwę, to jeszcze ta pseudoelegancka reklama. A w niej tandetna dżezowa wersja „Arii na strunie G” w aranżacji na fortepian i kontrabas.

– To nie jest to.

– To co?

– A nie „Concierto de Aranjuez”?

– Prawie. To druga część z „Koncertu klawesynowego f-moll” Bacha. Ale byłeś blisko.

– Tak sobie podsłuchuję te stare wykonania pasji, które puszczasz, i myślę, że Wagner wcale nie był taki oryginalny. Bynajmniej nie musiał sam różnych rzeczy wymyślać – on te rozlewiste akompaniamenty i mocarne chóry po prostu słyszał w salach koncertowych, jak grali… baroczki.

– Moim zdaniem to brzmi świetnie, a nie jakieś histeryczno-neurotyczne podrygi tak zwanego wykonawstwa historycznego.

– Ależ zgadzam się w pełni. Tylko tempo jakieś takie pogonione.

– Pogonione? Moim zdaniem w sam raz.

– Skąd: jest tylko dwa razy wolniejsze, a mogłoby być trzy razy wolniejsze.

– Czekaj, zaraz wejdzie chór.

– O, już wszedł. Brzmi jak ze śpiewaków norymberskich. I to tych z trzydziestego piątego!

– Znasz tę Musette Bacha? To jeden z tych jego łatwych utworków dydaktycznych, ale bardzo zabawny i są tam ciekawe skale. Wieje dudami.

– Świetne! Szkoda, że Bach więcej ludowizny nie obrabiał.

– No… Byłyby z tego niezłe bartoki.

 

 

– To znamienne, że Mozart wziął na warsztat fugę z monumentalnego dzieła, w którym Bach donośnie zabrał głos w kwestii teorii tonacji muzycznych i stroju temperowanego, fugę z najbardziej niesamowitej pary enharmonicznej – es-moll/dis-moll – i zrobił z niej fugę… d-moll.

– Dobrze, że nie G-dur.

– Ten dur to chyba jest nierozerwalnie związany z G.

– Zakończenie „Idy” wydało się nam tandetne, bo pojawia się w nim jako muzyczka chorał Ich ruf zu dir w transkrypcji fortepianowej. Taki sam jak w „Miłości” Hanekego, tylko, zdaje się, w szybszym wykonaniu. Co to za moda? Kojarzysz ten kawałek?

Ich ruf zu dir? Dzwonię do ciebie?

Tak brzmi połączenie klawesynu z gitarą portugalską w mojej ulubionej suicie francuskiej.

– No i co po tej Idzie? Parę ładnych kadrów i dobrzy aktorzy, o ile akurat słychać, co mówią. I tyle.

– Ładne zdjęcia, to prawda.

– Ale to za mało jak na cały film. I ten morał, że przeczysta nowicjuszka, zakosztowawszy rozkoszy ziemskiego życia, wraca jednak do boga. Maszerując w habicie przez kartoflisko przy akompaniamencie Ich ruf zu dir, Herr Jesu Christ w tempie defiladowym.

– Najwyraźniej ta transkrypcja fortepianowa, chyba Busoniego, to jest aktualnie taki kawałek Bacha, który obowiązkowo musi być w filmie. A najciekawszy wątek, czyli sędzia, ucięty – ex machina. A przecież ona powinna się zaangażować w sprawę restytucji…

– Śmiech śmiechem, ale to jest denne, że ją tak uśmiercili bez wyjaśnień.

– Wygodne. Zamiast prowadzić i konsekwentnie budować postać, zrzuca się to na widza. Żeby on załatwił to za twórcę.

– To bardzo przemyślne. Bo jak się człowieka w coś wciągnie, jak się odbiorca zaangażuje, to wcześniej czy później zacznie mu się podobać. I to wcale nie dzieło, nie; tylko własna aktywność odbiorcy, jego twórcza działalność zamiast działalności twórczej autora.

 

 

W orkiestracji Antona Weberna:

 

 

I na klawesynie:

 

– Ja w ogóle nie przepadam za Weihnachtsoratorium.

– Ja lubię pierwszą kantatę, no, wiesz, Ich heisse frolocket.

 

 

 

A cała suita na lutni tutaj.

Szukałem dobrego wykonania tej fugi, dość lekkiego, by podkreślić jej nieoczywistą melancholię, i udało mi się trafić na Helmuta Walchę. Na jego wykonaniach się poniekąd wychowywałem. Ale dziś raz pierwszy poszukałem informacji o nim i dowiedziałem się, że był niewidomy od 19 roku życia w następstwie szczepionki przeciwko ospie.

W tym roku 25 sierpnia wypadł dla mnie 26-go. Poszliśmy późnym wieczorem na koncert Nelsona Freire, którego przybycie na występ niemal do ostatniej chwili nie było pewne z powodu poważnych kłopotów pianisty ze zdrowiem. Po Brahmsie, Prokofiewie i Chopinie zagrał na bis chorał z kantaty 147 w transkrypcji Myry Hess.

Wpisując „Freire bleibet” do wyszukiwarki, nie liczyłem za bardzo na to, że znajdę to wykonanie. Ale się udało.

– Ten koncert był wstrętny, ale dzięki niemu zobaczyłem, że nie tylko zagranicznicy przyjeżdżają do Polski chałturzyć, ale działa to także w drugą stronę. Nie podniosło mnie to jednak na duchu, ani tym bardziej na uchu.

Frazy z wyszukiwarek, po których ludzie trafiali ostatnio na mrówkodzika. Co ciekawsze wytłuszczam.

 

proktopenteteris

edward gorey kto to hipster     

dzieciece hasla cytaty otlenku wegla    

autor wiersza „prysk”

knur murzasichle-

tortury kobiet pochwy 

mówili kachnie, że jej z dupy

feromony suki

koszulka z mrówkojadem w swetrze

trucizna wypracowanie  

w damskich ciuchach na codzień opowiadania

bach – jam dość rad

okowy grzechu

jak wymawia sie rimming  

łechtaczka, wiersze

ruchanie dentystka opowiadanie

jakie grupy działaja w parafi co przyblizaja do boga i poma      

Rubuk pyta z drugiego pokoju:

A co to leci?

– Kantata Ach, lieben Christen, seid getrost*.

I, nie dosłyszawszy odpowiedzi, odkrzykuje ze zdziwieniem tłumaczenie:

Dobry Jezu został usmażony?!

 

———————————————————————–

* „Ach, mili chrześcijanie, bądźcie pocieszeni”.

 

Kolejka do kasy w kinie. Długa, aż zakręca. Pytam:

– Za czym ta kolejka?

Nieznajoma dziewczyna odpowiada:

– Za Miłością.

– Co to leci?

– Kantata 101.

– Bach, Lohengrin, Salome, Menda w Korycie*, arie koncertowe Mozarta… Ale masz rozrzut… Jak rozrzutnik do gnoju!

——————————————

* Czyli Medea w Koryncie Johannesa Simona Mayra.

A oto rzeczona kantata:

[Polecam zwłaszcza fragment 15’51” z odjechaną modulacją. I w ogóle całą kantatę, bo mamy w niej piękną symetryczną konstrukcję z wyjątkowo dużą reprezentacją chorału:

1. chór z chorałem

2. aria

3. chorałorecytatyw

4. aria z (chorałem instrumentalnym)

5. chorałorecytatyw

6. duet (z cytatem chorałowym)

7. chorał

a szczególnie kręcące są te chorały zmiksowane z recytatywem]

 – Zaśpiewałbym sobie jakąś kantatę.

– Ja też.

– Taką kantatę moglibyśmy zrobić.

– Ja bym tym chłopcem mógł być.

– A ja dyrygentem, będę cię bił.

 

[rzeczony chłopiec, którym miałbym być, pojawia się przy 6’40”]

– Z krwią trzeba postępować jak ze śmietaną do zupy.