Archives for posts with tag: Barok

 

Miserere mei Deus secundum magnam misericordiam tuam et secundum multitudinem miserationum tuarum dele iniquitatem meam

Amplius lava me ab iniquitate mea et a peccato meo munda me

Quoniam iniquitatem meam ego cognosco et peccatum meum contra me est semper

Tibi soli peccavi et malum coram te feci ut iustificeris in sermonibus tuis et vincas cum iudicaris

Ecce enim in iniquitatibus conceptus sum et in peccatis concepit me mater mea

Ecce enim veritatem dilexisti incerta et occulta sapientiae tuae manifestasti mihi

Asperges me hysopo et mundabor lavabis me et super nivem dealbabor

Auditui meo dabis gaudium et laetitiam exultabunt ossa humiliata

Averte faciem tuam a peccatis meis et omnes iniquitates meas dele

Cor mundum crea in me Deus et spiritum rectum innova in visceribus meis

Ne proicias me a facie tua et spiritum sanctum tuum ne auferas a me

Redde mihi laetitiam salutaris tui et spiritu principali confirma me

Docebo iniquos vias tuas et impii ad te convertentur

Libera me de sanguinibus Deus Deus salutis meae exultabit lingua mea iustitiam tuam

Domine labia mea aperies et os meum adnuntiabit laudem tuam

Quoniam si voluisses sacrificium dedissem utique holocaustis non delectaberis

Sacrificium Deo spiritus contribulatus cor contritum et humiliatum Deus non spernet

Benigne fac Domine in bona voluntate tua Sion et aedificentur muri Hierusalem

Tunc acceptabis sacrificium iustitiae oblationes et holocausta tunc inponent super altare tuum vitulos

 

– Jest takie powiedzenie, że jak ktoś sam nie umie, to uczy innych. A jak nie umie uczyć, to uczy nauczycieli.

–  Jak ktoś nie umie śpiewać, to śpiewa barok, niestety.

– A jak jest za słaby na barok, to obejmuje katedrę śpiewu na akademii.

– A jak jest za słaby, żeby prowadzić katedrę śpiewu, to zostaje dziekanem. Albo rektorem.

„Recorded mono (despite the indication stereo at the exposed cover)”

– Cecilia Bartoli to nie tylko mistrzyni fotoszopa. To jest koloratura!

– I to dramatyczna.

– Masz na myśli klasyfikację barokową?

– Nie, chodzi nie o to,  że robi takie miny.

 

 

– My na barokowym oratorium BDSM. Antoni udaje się do pustelni, gdzie zaraz pojawia się cały tłum: Jezus, Anioł, Pokuta. Jest gwarnie. Śpiewają o splataniu się we trójkę, tuleniu się do Oblubieńca, oraz o tym, że im więcej cierpienia, tym zdecydowanie przyjemniej. Właściwie wychodzi, że Antoni umartwia się z powodów hedonistycznych.

Hop, hop.

 

 – Zobacz, jak Gore Vidal chwalił tę książkę: …a baroque invention of quite startling brilliance and intensity, a paean to the least celebrated of heroes, the second person.

– O boże, boże, boże, on tak to powiedział, jak White to napisał.

Sczytywanie przekładu. Rozterki i rozpacze.

– Jak to powiedzieć po polsku, to cherished pronouncement?

– „Jego sympatyczne słowa”? „Urocza opinia”? „Miłe jej stwierdzenie”?

– „Miłe jej stwierdzenie”?! Raaany, znowu robimy z tego White’a!

– Słuchałem tria klarnetowego Brahmsa. Dobra tonacja, i takie leciutko żydowskie.

– Że jak klarnet to zaraz żydowskie, tak?

– Co ty masz dzisiaj z tymi Żydami? Znam też takie coś barokowego*, nie pamiętam czyje, jakaś kantata czy motet, też pobrzmiewa tam taka nuta…

– Ta, na pewno. Kantata na cymbały. I pięć klarnetów dla złagodzenia efektu.

 

—————————————————————————–

* Odgrzebałem: chodziło o arię z oratorium Caldary, którą przytaczałem tutaj.

Allegro z tria klarnetowego op. 114 Brahmsa zamieszczam poniżej, a co. Nie jest to wprawdzie moje ulubione wykonanie, ale na klarnecie gra ładny miodowo-ryżawy pan.

Zwierzam się przyjacielowi:

– Rudość, bladość, piegi. Już zupełnie na punkcie tego zwariowałem.

– Tak sobie myślę, że to chyba skutek tych oper.

– Jak to?

– No wiesz. Koafiury, krynoliny, pobielona twarz z doklejonym pieprzykiem.

– Ty gnoju.

Przedstawienie The Tempest Purcella w Collegium Nobilium (teatr Akademii Teatralnej w Warszawie). Brak miejsc siedzących, bo wstęp wolny. Jakiś nieznajomy próbuje znaleźć sobie miejsce do wygodnego stania. Trochę po sobie depczemy, choć nie bez sympatii, na balkonie.

– To przedstawienie będzie bardzo dobre, bo czeka nas owacja na stojąco.

– Z konieczności.

– Chociaż możemy też klęknąć tu przy barierce. W świątyni sztuki.

– Możemy się też opierać.

–  No właśnie: klęknąć czy się opierać?

Nikt nie wie, co to jest ta cała dzięcielina pała.

To jest taki ziół czerwony na polach.

*

Podśpiewuję przy matce coś barokowego po niemiecku.

Niee!

Co?

No… Lubię twoją śpiewność, ale…


Quel buon pastor son io,
Che tanto il gregge apprezza
Che per la sua salvezza
Offre se stesso ancor.
Conosco ad una ad una
Le mie dilette agnelle
E riconoscon quelle
Il tenero pastor.

Jestem tym dobrym pasterzem,
Który tak kocha swe stado,
Że gwoli jego zbawienia
Poświęca siebie samego.
Znam każdą co do jednej
Moje najdroższe owce,
A one rozpoznają
Swego czułego pasterza.

[o tekst podejrzany jest Metastasio, tłum. mrówk]

Tombeau – dosł. franc. „grób”- jest to rodzaj muzycznego trenu, lamentacji (we Włoszech zwany był właśnie lamento).  Był zwyczaj, że po śmierci znanego kompozytora-wykonawcy jego koledzy muzycy pisali takie utwory dla uczczenia jego pamięci.

Kto wejdzie na youtube, żeby posłuchać tego tombeau, będzie miał obok linki do innych utworów Frobergera w doskonałych wykonaniach Blandine Verlet.

To tombeau podobnie jak Lamentation na śmierć Ferdynanda III (także Frobergera) kojarzą mi się z Leçons de ténèbres („lekcje ciemności” – medytacje na okres wielkanocny oparte na Lamentacjach Jeremiasza) François Couperina:

Ach i och. I oj! – szepnęła żarliwie, targając się na magdalenkę zgrabnie uplasowaną na stercie wykwintnych konfiserii. – Niech Klarcia tak mi tu przymilnie nie jazgota, bo mi gorset puści, albo i nerwy, a toć panicz Florian kajałby mnie za to, żem ci taka mizerota! – Tu jednak zatchnęła się zalotnie i z dostojnym plaśnięciem przycupnęła na pufie udrapowanym wylewnym brokatem błyszczącym jak jej perlisty śmiech, który kaskadą gładkich parsknięć rozwiewał grozę zalegającą w zgniłym listowiu donośnie szemrzącym kole dwora.

A dyć! – Sandryna przed lustrem siadłszy, wyciąga swe długie palce aż krzywe od lubieżnych pierścieni i przeczesawszy siwą gęstwę włosów na piersi swej gruźliczo zapadłej, niespiesznie bieży do swej służki a czczej powiernicy, iżby ta jako pacholę zmyła z niej znój dnia oraz wosk pszczyli na jej plamami wątrobowymi poznaczonym łonie po obsprawunku przyrody pozostały.

Tedy się ona służka, Klarcia, kryguje a zgrabnie wywraca, i o łaskę swą panią upraszając, rzęzi, ta zasię do gniewu nieskora spuszcza na nią zasłonę i milczenia jak również swe rozkoszne ineksprymable, które przymilnie cmokać zyzwala, czego panna służebna ani na kroć nie omieszka!